Prezes Jarosław Kaczyński namaścił 49-letniego byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka jako kandydata Prawa i Sprawiedliwości (PiS) na premiera. Partyjny konwentykiel w szczęśliwej dla PiS krakowskiej hali towarzystwa gimnastycznego Sokół jednomyślnie zachwycił się kandydatem. Decyzja personalna nie była zaskoczeniem, wszak wyłoniony został jeden z jedenastu wiceprezesów znajdujący się na krótkiej liście faworytów. Nowatorski natomiast jest termin namaszczenia — aż półtora roku przed wyborami do Sejmu i Senatu, które odbędą się w październiku 2027 r. Dzięki kalendarzowemu wyprzedzeniu prezes dotrzymał warunku, by kandydat PiS na premiera nie miał pięćdziesiątki, chociaż w dniu wyborów nie będzie to już prawdą, albowiem Przemysław Czarnek wtedy wejdzie w rok 51.
Na drugiej politycznej szalce przewodniczącym Koalicji Obywatelskiej jako nowo zarejestrowanej partii został 69-letni Donald Tusk — był jedynym zgłoszonym kandydatem, który w dniu wyborów za półtora roku będzie już w 71. roku życia. Dwie dekady wiekowej różnicy to dużo. Jeszcze bardziej, gdyż biegunowo, różni obu kandydatów na szefa rządu koncepcja przyszłości Polski.
Zgodę na odjazd wydaje kierownik pociągu
W ustroju parlamentarno-gabinetowym naturalna jest okoliczność, że fotel premiera obejmuje szef partii najlepszej w wyborach. U nas główny kadrowy III RP w XXI wieku — taki tytuł całkowicie obiektywnie i zasłużenie należy się Jarosławowi Kaczyńskiemu — wprowadził nową świecką tradycję. W całych dziejach PiS, a wcześniej Porozumienia Centrum zgodny ze światową normą polityczną był tylko krótki epizod 2006-2007, gdy sam prezes był premierem. Wszyscy inni szefowie rządów z rozdania prezesa — Jan Olszewski w okresie 1991-1992, zaś w bliższych nam czasach Kazimierz Marcinkiewicz, Beata Szydło i Mateusz Morawiecki — byli kierowcami sterowanymi przez niego z tylnego siedzenia. Notabene w sobotę Przemysław Czarnek taką zależność od razu czołobitnie potwierdził, sytuując siebie jako maszynistę szybkiego rządowego pociągu PiS, którego kierownikiem oczywiście pozostanie 77-letni prezes.
W historii Polski znacznie ważniejsza była kadrosprawczość Jarosława Kaczyńskiego w obszarze prezydenckim. Najpierw skutecznie promował Lecha Wałęsę, później brata Lecha Kaczyńskiego, zaś z ogromną intuicją jednoosobowo wskazał Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego. Paradoksalnie — sam startując w 2010 r. po katastrofie smoleńskiej w wyborach prezydenckich, przegrał. Do jego sukcesów trzeba jeszcze zaliczyć manewr na samym początku przemian ustrojowych w 1989 r., gdy po czerwcowych wyborach właśnie senator Jarosław Kaczyński, na zlecenie Lecha Wałęsy, zakulisowo rozbił PRL-owską spółkę PZPR-ZSL-SD. O premierostwie Tadeusza Mazowieckiego jednak już nie on decydował.
Rekonkwista po prawej stronie sceny politycznej
Z hali Sokoła do prezydenckich lotów wzbili się Andrzej Duda i Karol Nawrocki. Obecna, trzecia próba ma inny charakter, gdyż Przemysław Czarnek nie kandyduje indywidualnie, lecz staje się taranem prowadzącym wieloosobowe listy PiS, sam otwierając taką listę w okręgu lubelskim. Wyznaczając z wielkim wyprzedzeniem hipotetycznego premiera, Jarosław Kaczyński poszedł tropem międzynarodówek partyjnych w Parlamencie Europejskim w kwestii przewodnictwa Komisji Europejskiej. Spitzenkandidat (czołowy, główny), wyłaniany na długo przed zbiorowymi wyborami, to koncepcja niemiecka. W takim trybie Europejska Partia Ludowa przeforsowała w 2024 r. na drugą kadencję Ursulę von der Leyen. Niemiecki pomysł przypominam nieprzypadkowo, jako że czołowy kandydat PiS w swoim inauguracyjnym wystąpieniu wytyczył hipotetycznemu przyszłemu rządowi kurs zdecydowanie antyniemiecki.
Namaszczenie Przemysława Czarnka jest sygnałem nie tyle zwrotu, ile umocnienia kursu politycznego PiS. Najwyższy prezes uznał za nieosiągalny cel przeciągnięcie części elektoratu centrowego i wydał rozkaz do partyjnej rekonkwisty po prawej stronie. Chodzi o odzyskanie wyborców utraconych na rzecz Konfederacji Wolność i Niepodległość oraz Konfederacji Korony Polskiej. Sytuację celnie scharakteryzował Donald Tusk, stwierdzając, że KO zetrze się w wyborach z trzema Konfederacjami. Do politycznej rekonkwisty Przemysław Czarnek jest wręcz idealny — wyborca o skrystalizowanych poglądach konserwatywno-narodowych będzie miał w październiku 2027 r. naprawdę wielki dylemat, której liście powierzyć na kartce wyborczej swój jedyny krzyżyk.
Wchodzenie drugi raz do tej samej gospodarczej rzeki
Ciekawy jest wątek znalezienia się i zagospodarowania w nowym układzie Mateusza Morawieckiego. Były premier nie miał jakichkolwiek szans na uzyskanie nominacji kierownika pociągu PiS na głównego maszynistę, ale jego pomocnikiem mógłby zostać. Teoretycznie możliwy byłby powrót Mateusza Morawieckiego na stanowisko z lat 2015-2017, czyli wicepremiera gospodarczego z dwoma resortami: finansów i rozwoju. Byłaby to funkcjonalna powtórka z epoki premierostwa Beaty Szydło. Podczas sobotniego konwentyklu Przemysław Czarnek demonstracyjnie wymienił nawet z Mateuszem Morawieckim symbolicznego misia na zgodę. Przypadki obejmowania przez dawnych premierów w późniejszych rządach tek ministerialnych są w wielu państwach nierzadkie. Tak było na przykład z Włodzimierzem Cimoszewiczem, który został szefem MSZ. Waldemar Pawlak natomiast przetarł premierowski szlak powrotowy jako minister gospodarczy. Mateusz Morawiecki wewnętrznie ciężko przeżywa ewentualne obniżenie rangi — w hipotetycznym przyszłym rządzie nie uczestniczyłby w szczytach Rady Europejskiej, zostałby mu tylko ministerialny ECOFIN.
Wszelkie dywagacje partyjno-personalne oczywiście zależą od wyników wyborów. Na razie znamy już alternatywę personalną w fotelu prezesa Rady Ministrów w kadencji 2027-31. Już teraz jest także pewne, że ostrość i konfrontacyjność trwającej półtora roku kampanii wyborczej przebije kolejne sufity, niewyobrażalne nawet w 2023 r. Na dobry początek odnotowaliśmy werbalno-pojęciową zbitkę tuskowych tzw. zakutych łbów z czarnkowym tzw. pustym łbem. Licytacja dopiero się zaczyna.

