Mieliśmy już być „drugą Japonią”, były pomysły byśmy stali się „drugą Liberią” (tania bandera), ostatnie tygodnie wskazują wszakże, że ciągnie nas w zupełnie inną stronę. Każde dziecko w sąsiadujących z nami od wschodu krajach, sierotach po imperium, nad którym też „słońce prawie nigdy nie zachodziło”, doskonale wie, co znaczy słowo „reket”. Ponieważ jednak jeszcze nie całkiem udało nam się do panujących tam obyczajów upodobnić, na użytek naszych czytelników wyjaśnijmy, że w wolnym tłumaczeniu oznacza ono „wymuszenie rozbójnicze”.
Wszyscy robiący na Wschodzie interesy doskonale znają instytucję tzw. kryszy, tj. protekcji, opieki, gwarantującej bezpieczeństwo w robieniu legalnych i nielegalnych interesów. Oczywiście za stosowną opłatą, z reguły określoną procentową stawką udziałów w spodziewanych zyskach, przepływach pieniężnych. Jeżeli czegoś to Państwu nie przypomina, to polecam pilniejsze oglądanie najdłuższego serialu nowożytnej Europy z udziałem jednego Lwa i dziesięciu (zmieniających się) gniewnych ludzi. Kryszę mogą tworzyć organy władzy i administracji państwowej, gwarantujące nadzwyczajne przywileje, urzędnicy, milicja i służby specjalne, a także legalne i nielegalne firmy „ochroniarskie”, zmuszające do korzystania z tzw. sponsoringu przymusowego oraz grupy mafijne, kontrolujące poszczególne sektory gospodarki. Bez kryszy nie jest możliwe zrobienie żadnego legalnego interesu.
Tę zasadę zna tam każdy, nawet właściciel budki z pietruszką, a okazuje się, że u nas nie znał jej nawet jeden z największych polskich biznesmenów, jeden z najbogatszych Polaków, były właściciel Optimusa, Roman Kluska. A ponieważ nie znał, to jest już byłym biznesmenem, byłym właścicielem Optimusa — za to stał się przestępcą oskarżonym o wielomilionowe wyłudzenia podatku, przebywającym na wolności tylko dzięki kaucji wysokości 8 mln zł i zabezpieczeniu majątkowemu na kwotę 30 mln zł. Dlaczego tak dużo? Bo — jak uzasadniła prokuratura — oskarżonego stać!
I tak oto, po raz kolejny, mamy dowód, że prowadzenie interesów w Polsce wymaga rozległej wiedzy z najbardziej zaskakujących dziedzin. A ponadto trzeba się nieustannie dokształcać, bo „świat się zmienia” — i to dynamicznie.