Rząd nie ma łatwego pieniądza ze złota. I dobrze

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-03-11 18:34

Pomysł, by wykorzystać rezerwy walutowe do finansowania zbrojeń, a jednocześnie się tych rezerw nie pozbywać, nie jest dziś Polsce potrzebny. Lepiej mieć takie opcje w zanadrzu, ale nie sięgać po nie pochopnie.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- czy wykorzystanie rezerw walutowych to faktycznie najlepsze rozwiązanie dla polskiej gospodarki

- jaki konstytucyjny problem ujawnił spór o finansowanie zbrojeń

- dlaczego NBP przekracza swoje kompetencje

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński podał więcej szczegółów, w jaki sposób miałoby wyglądać finansowanie zbrojeń przez rezerwy walutowe Polski. Ale jednocześnie powiedział, że nie dogadał się z rządem w tej sprawie i na razie ten pomysł nie będzie realizowany. Może lepiej.

Kredyt dla rządu

Pomysł NBP jest taki, by sprzedać złoto, na którego wzroście ceny bank zarobił już prawie 200 mld zł w ostatnich latach. Bank zamiast złota miałby dolary. Ale wzrost wyceny, który na razie zasila kapitał banku, mógłby zostać zaksięgowany jako zysk. A NBP musi wypłacić zysk rządowi.

W sensie ekonomicznym byłoby to równoważne z udzieleniem rządowi kredytu. NBP wytworzyłby pieniądz, który przekazałby rządowi, a następnie ściągnął z rynku poprzez emisję bonów pieniężnych. Żeby zrozumieć sens tej operacji wyobraźmy sobie na chwilę rząd i NBP jako jedną instytucję publiczną, bo w końcu to są instytucje jednego państwa. Finalnie operacja polega na tym, że państwo zamiast pozyskiwać finansowanie przez emisję obligacji, pozyskałoby je poprzez emisję bonów pieniężnych. Na dziś nie ma tu dużej różnicy. Byłaby gdybyśmy znaleźli się w jakimś kryzysie i nikt nie chciałby kupować obligacji rządowych – bony pieniężne NBP są mimo wszystko nieco bezpieczniejsze, bo podlegają wymianie na gotówkę.

Ostatecznie jednak rząd musiałby i tak pozyskiwać euro i dolary na zakup uzbrojenia za granicą. Albo bezpośrednio, albo robiłyby to spółki w kraju otrzymujące pieniądze i pozyskujące komponenty z zagranicy. Zatem NBP miałby dolary ze sprzedaży złota, a polskie podmioty szukałyby dolarów na rynku.

Zjeść ciastko i mieć ciastko

Jaki byłby sens takiej operacji na około? Sytuacja, w której wytwarzamy więcej krajowego pieniądza, a jednocześnie mamy w rezerwach dolary/euro, których potrzebujemy w innych miejscach systemu, jest jak przekładanie z kieszeni do kieszeni. Lepiej prawdopodobnie byłoby wykorzystać rezerwy do spłacania długu zagranicznego. Ale tego nikt nie bierze pod uwagę.

Całą operację można porównać do szukania sposobu na to, by mieć ciastko (rezerwy walutowe) i jednocześnie zjeść ciastko (wykorzystać rezerwy walutowe). To się może udać tylko na poziomie teatru politycznego, a nie na poziomie faktycznych potrzeb gospodarki.

Powtarzam coś, co pisałem już kilka razy. Ostateczna struktura finansowania zbrojeń będzie i tak zależeć od tego, jak dużą część potrzeb zrealizujemy przez produkcję krajową, za którą płacimy kredytami w złotych, a jak dużą poprzez import, za który płacimy finansowaniem zagranicznym.

Polska potrzebuje krajowego finansowania przez banki w zakresie rozwoju potencjału zbrojeniowego. Potrzebna do tego jest większa stopa oszczędzania w kraju, ponieważ musimy przesuwać zasoby z produkcji dóbr konsumpcyjnych na produkcję zbrojeń, więc relacja konsumpcji do dochodów powinna zmaleć. Jednocześnie Polska potrzebuje finansowania zagranicznego w takim zakresie, w jakim popyt na zbrojenia generuje import. Duże zbrojenia pogorszą nasz bilans płatniczy z zagranicą i dobrze byłoby mieć stabilne, przewidywalne źródła finansowania deficytu w bilansie płatniczym. Takim źródłem stabilnego finansowania może być kredyt zagraniczny, ale może być też potencjalnie wykorzystanie rezerw do zakupu zbrojeń – w praktyce do spłaty długu.

Konstytucyjny problem

Polski rząd nie ma obecnie problemu, by pozyskiwać finansowanie krajowe na rynku. Nie musi odwoływać się do finansowania przez bank centralny. Takie mogłoby być potrzebne gdybyśmy nagle znaleźli się w kryzysie zaufania. Paradoksalnie finasowanie zbrojeń przez zaksięgowanie zysku na rezerwach byłoby zachowaniem kraju słabego, który nie potrafi dobrze zarządzać swoimi bieżącymi potrzebami. Rezerwy niech sobie czekają na kryzysowe chwile.

Natomiast konflikt o zbrojenia ujawnił też kolejny raz, że Polska jest krajem bez funkcjonującej konstytucji. Nie pierwszy raz instytucje publiczne zachowują się w sposób wykraczający poza zakres ich kompetencji, ale nie mamy sposobu, by te spory kompetencyjne rozstrzygać.

Sytuacja, w której bank centralny angażuje się opracowanie koncepcji zbrojeń i stawia warunki innym instytucjom publicznym wykracza daleko poza rolę przewidzianą dla tego banku. Jest on powołany do tego, by dbać o inflację i wspierać politykę gospodarczą, a nie kreować politykę gospodarczą. Adam Glapiński może słusznie przyznawać sobie zasługi za to, że kupił dużo złota w dobrym momencie rynkowym. Przekładanie tych zasług na lewar polityczny jest niepotrzebne ani jemu, ani krajowi.

Możesz zainteresować się również: