Rządowe turboprzyspieszenie z turbulencjami

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-02-18 18:18

W III RP poza masowymi pochodami i konwentyklami czysto partyjnymi sprawdzoną formułą przekazywania społeczeństwu prawd władzy jest, zupełnie jak w PRL, krajowa narada aktywu polityczno-gospodarczego.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ulubioną formułą aktywności premiera Donalda Tuska w jego relacjach wizerunkowych ze społeczeństwem są wielotysięczne pochody zwolenników. Chociaż ich skuteczność okazuje się różna, np. 25 maja 2025 r. Wielki Marsz Patriotów wypadł naprawdę imponująco, ale w następną niedzielę, 1 czerwca, nieco więcej głosów zebrał jednak prezydencki kandydat uczestników konkurencyjnego Marszu za Polską, który szedł innymi ulicami stolicy. W znacznie mniejszej skali — poza konwentyklami czysto partyjnymi — sprawdzoną formułą przekazywania prawd władzy jest krajowa narada aktywu polityczno-gospodarczego. W powojennej Polsce taki event ma długie tradycje, jeszcze z epoki Władysława Gomułki i Edwarda Gierka.

Po pewnej zmianie grupy docelowej narada aktywu okazuje się bardzo użyteczna dla władców również w III RP. Na przykład 19 stycznia zwołał taką Karol Nawrocki, gromadząc pod pałacowym żyrandolem menedżerów firm działających na rynkach globalnych. Pretekstem były przygotowania do grudniowego szczytu G20 w Miami, nawet zaistniało prezydenckie logo tematyczne PL+ z owym plusem biało-czerwonym.

Donald Tusk postanowił przejąć inicjatywę konkurencyjną zbiórką 18 lutego na parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Co istotne, personalny iloczyn obu zgromadzeń nie był zbiorem pustym. Objawiło się nowe premierowskie logo Roku Przyspieszenia 2026 z wektorem zadartym w górę. Zapowiadająca Rok Przełomu 2025 narada tego samego aktywu w tym samym miejscu miała biało-czerwony logotyp królewski, nawiązujący do 1000. rocznicy koronacji Bolesława I Chrobrego. Wtedy była to dyskretna, chociaż czytelna prognoza prezydenckiego zwycięstwa 1 czerwca 2025 r. i dopełnienia w Polsce przełomu. No, ale wyszło, jak wyszło.

Postulaty polskich przedsiębiorców wobec każdej władzy nie zmieniają się od początku rynkowej III RP — mniej regulacji, więcej przewidywalności. Takie są generalne konkluzje m.in. naszej niedawnej konferencji „Co nas czeka 2026”. Zdając sobie z tego sprawę, Donald Tusk w wystąpieniu na GPW zarysował co najmniej pięcioletnią perspektywę swojego premierostwa, czyli zwycięstwo w wyborach jesienią 2027 r. i kontynuowanie rządów w kadencji 2027-2031. Również przy założeniu, że co najmniej do lata 2030 r. będzie trwała wyniszczająca struktury państwa nieuchronna ostra konfrontacja z prezydentem Karolem Nawrockim — nie tylko podpisowo-wetowa, lecz całościowa decyzyjno-protokolarno-wizerunkowa. W każdym razie uczestników środowej narady na gorąco uspokoił, że tzw. koalicja 15 października (osobiście używam lepszego określenia — konsorcjum) trwa i do jesieni 2027 r. dotrwa. Swoją drogą ciekawe, jak zostanie zatytułowany kolejny event na parkiecie. Czy zostanie ogłoszony np. Rok Stabilizacji 2027.

Premier nie przestraszył się ogłoszonego w Sejmie pęknięcia niemal na pół klubu Polski 2050 Szymona Hołowni. Wielomiesięczna telenowela o upadku tej partii jest tragikomedią, rozpadowi najbardziej winny jest sam twórca, który po osobistej porażce prezydenckiej dokonał autodestrukcji. Obecnie w konstytucyjnym składzie Rady Ministrów zasiadają trzy delegatki jeszcze Szymona Hołowni. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, oraz Marta Cienkowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego, nie są posłankami i trwają przy rozpołowionej Polsce 2050. Natomiast Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska, przewodziła secesji i została uznana przez ojca założyciela za zdrajczynię. Rozłamowcy nazwali swój nowy klub Centrum, co nie ma nic wspólnego z Porozumieniem Centrum, czyli pierwszą partią Jarosława Kaczyńskiego. Mimo pewnej różnicy nazwę zawłaszczyli, chociaż i tak wyszło im to szczęśliwiej niż wymyślona przez zupełnie innych rozłamowców w latach 2004-2005 nazwa Federacyjny Klub Parlamentarny (FKP). Tamten w sejmowych kuluarach nie był tytułowany inaczej niż... fekaliami. Na razie posłowie zarówno trwający przy starym szyldzie, jak też wyzwoleńcy (sami twierdzą, że dotychczasowa partia to było jakieś więzienie) deklarują wobec Donalda Tuska koalicyjną wierność. Od razu pojawia się jednak pierwsza możliwa turbulencja — otóż Centrum absolutnie nie jest sygnatariuszem umowy założycielskiej konsorcjum 15 października, w której zapisano zobowiązanie do zgodnego głosowania w Sejmie za projektami rządowymi.

Możesz zainteresować się również: