Scenariusze dla rządu

Kazimierz Krupa
09-06-2003, 00:00

Emocje, jak w dobrym trillerze, sięgają zenitu. Spekuluje się, że „duży pałac” zdecydował, iż w „małym pałacu” trzeba wymienić głównego lokatora — tego typu pogłoski krążyły już od marca. Czy gry i zabawy wokół zasadniczej rekonstrukcji rządu rozpoczną się na nowo? Kto rozdaje karty: prezydent czy premier? Nadchodzący tydzień wiele może wyjaśnić.

Tadeusz Syryjczyk Unia Wolności

- Wiele projektów rządowych, jak rozwój infrastruktury, autostrady, jest tak oczywistych, że aż słusznych. Co z tego, kiedy rząd nie potrafi znaleźć na nie pieniędzy. Za to konflikt goni konflikt: wydatki budżetowe, reforma finansów publicznych, służba zdrowia. Nie zrobiono w tych sprawach nic i problemy będą narastały. Osobiście nie bardzo wyobrażam sobie konstrukcję budżetu na rok 2004. Największe problemy, obok reformy finansów publicznych, przewiduję w ochronie zdrowia. Mamy aferę z kasami chorych czy funduszem zdrowia, a szpitale są zadłużone, tak jak były. Jak się to wszystko zsumuje, to skala napięcia jest olbrzymia. Wygląda to tak, jakby nie było żadnego ośrodka decyzyjnego. Wcale to jednak nie znaczy, że ten rząd musi upaść. Odwołanie, choć nie niemożliwe, jest bardzo trudne, bo przecież trzeba pamiętać, że ktoś musiałby go zastąpić. Obawiam się, że w tej chwili nie ma takich sił, które mogłyby tego dokonać.

Wiesław Walendziak poseł PiS

- Tak naprawdę o wszystkim zdecyduje ten tydzień. Jeszcze dzisiaj w Pałacu Prezydenckim spotkają się przedstawiciele różnych partii politycznych i będzie to okazja do zastanowienia się co dalej. Przypomnijmy, że w tym tygodniu musi ujrzeć światło dzienne projekt budżetu na rok przyszły. Konkretny projekt, gdy tymczasem mamy do czynienia z jakąś niebywałą gonitwą myśli wychodzącą z Ministerstwa Finansów. Ten tydzień pokaże również, czy siłą sprawczą w państwie jest prezydent Aleksander Kwaśniewski, który zdaje się rozumieć konieczność dokonania zasadniczych zmian, czy też w dalszym ciągu jesteśmy zakładnikami Leszka Millera, który — żeby trwać — gotów jest sprzymierzyć się choćby z Samoobroną. Z tego co wiem, takie przymiarki, w najbliższym gronie premiera, są czynione. To już naprawdę byłoby groźne.

Zyta Gilowska poseł PO

- Gdyby, jak się mówi, ten rząd tylko zamiatał problemy pod dywan, to byłoby bardzo dobrze. Ale on wiele napsuł. Nie rozumie zasad gospodarki rynkowej, nie rozumie decentralizacji, nie rozumie rynku. Miast kontynuować przemiany wziął się za centralizowanie. Reformy w służbie zdrowia są blamażem: jak można wierzyć, że zgromadzi się w jednym miejscu 30 mld złotych i wspaniale nad tym zapanuje. To by było śmieszne, gdyby nie było żałosne. A ponadto: regres w szkolnictwie, rozrost administracji, faktyczny wzrost podatków i pozostawienie wszystkich źródeł napięć w finansach publicznych. Finanse są mniej jasne i przejrzyste niż były na początku rządzenia tej ekipy. Część pieniędzy wyprowadzono poza budżet — to już prawdziwy skandal. Ten rząd nie ma żadnej przyszłości, bo Polski na niego nie stać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Scenariusze dla rządu