Sexi sekret Heidi

KAJ
opublikowano: 2012-08-31 00:00

Ubrana w 11 milionach dolarów poczujesz się sexy jak nigdy dotąd

Po tekście o najdroższych perfumach, jaki ukazał się w poprzednim numerze „PB Weekend”, panie chwaliły, głaskały i prosiły o więcej. To proszę bardzo.

Co?

Bielizna Victoria’s Secret

Za ile?

11 000 000 dolarów (słownie: jedenaście milionów dolarów)

Jedna czytelniczka zrecenzowała: „No, wreszcie nic dla tych szowinistycznych świń, facetów, znaczy”. Ale oczywiście odezwała się płeć brzydka. Urażona, że i owszem, piszemy o drogim alkoholu, ale za grosz nie nadaje się on do picia. Tak więc tym razem wydaje się, że znaleźliśmy rozwiązanie idealne. Przedmiot piękny, drogi, pożądany przez kobiety, prawda?

A dzięki temu, że jubilerskie cacko nie wisi na wieszaku, to i męskie oko dostrzeże w naszym wyborze słusznie obrany kierunek. Co roku amerykański producent bielizny Victoria’s Secret szykuje marketingową bombę. Od 16 lat raz do roku pokazuje światu tzw. Fantasy Bra, biustonosz, który kobiece klejnoty ubiera w skarby (szczegół techniczny: zazwyczaj majtki też są w pakiecie).

Zaczęło się od bielizny za milion dolarów i kontraktu z modelką Claudią Schiffer. Świat piał z zachwytu, więc Victoria’s Secret podbijał stawkę i na pięknych ciałach pokazywał coraz wymyślniejsze konstrukcje. No i coraz droższe. Kulminacja połączenia piękna i blichtru przyszła w 2003 r. Wtedy modelka Heidi Klum założyła Very Sexy Fantasy Bra i trzeba szczerze przyznać, że choć nazwa nie jest marketingowym majstersztykiem, świetnie oddaje rzeczywistość.

Choć dla wielu facetów Heidi Klum byłaby superseksowna nawet w przepoconym trykocie Tomasza Majewskiego. Zaraz, zaraz, nie zapominajmy o paniach.

— Powinnyście wydawać pieniądze na ładną bieliznę. Szerokie spodnie po prostu nie działają. Musicie czuć się sexy — radzi im boska Heidi. I podpowiada, w jakim kierunku iść.

Trzeba poznać sekret. Sekret Wiktorii, który brzmi: w 11 milionach dolarów poczujesz się sexy jak nigdy dotąd.

Gdy pojawiają się duże pieniądze, zaraz rodzą się małe problemy: superseksowny zestaw nie jest do kupienia, lecz jedynie do podziwiania. Jednak od czego macie niestrudzoną załogę „PB Weekend”?

Jeśli, droga czytelniczko/ drogi czytelniku, chcecie sprawić sobie/partnerce takie cacko, to Polak da radę. Nasi dziennikarze śledczy odkryli, że wyjątkowy model bielizny dla Heidi wykonał jubiler z libańskimi korzeniami.

Pracownię Mouawad, bo o niej mowa, założono ponad 100 lat temu w Bejrucie. Teraz w cacka od bliskowschodniego jubilera ubiera się nie tylko Heidi, ale też m.in. kobieta-miasto-hotel, czyli Paris Hilton. Bracia Mouawad, kierujący rodzinnym biznesem, przeprowadzili się do Szwajcarii, więc wycieczka po bieliznę nie zabierze więcej czasu niż szybki tour po witrynach w Galerii Mokotów. Niech jednak nikogo nie zmyli 1,5 godziny lotu do Genewy. Na błyszczący zestaw czeka się dobrych parę miesięcy.

Samo składanie precjozów na materiale to robota na 370 godzin. Do tego trzeba jeszcze wcześniej wybrać diament na wisior na pępku, odcień kamyków na miseczki, szlif na zapięciu... A faceci i tak najbardziej lubią gołe baby. &

Możesz zainteresować się również: