Tuska słuchać będą też ekonomiści, stratedzy i inwestorzy, ale nie oznacza to, że kurs złotego będzie nerwowo reagował na każde jego słowo.

Złoty nie jest obecnie tak silny jak na przykład w połowie września, ale z drugiej strony skutecznie broni się przed próbami przeceny. Nie przeszkadzają mu ani ewidentne symptomy spowolnienia gospodarczego w Polsce, ani zbliżający się cykl obniżek stóp procentowych. Mało tego, patrząc na hossę na rynku polskich obligacji, można stwierdzić, że złoty powinien być znacznie mocniejszy.
Hossa trwa od końca maja, podobnie jak na innych rynkach ryzykownych aktywów. Z tym że w tym przypadku jej siła jest wyjątkowa. Premia za ryzyko od polskich obligacji 5-letnich spadła w tym czasie niemal 3-krotnie. Podobny trend obserwujemy na innych najważniejszych rynkach wschodzących, choć w ostatnim czasie na rynkach, takich jak Turcja, Meksyk czy Brazylia, premia zaczyna rosnąć, podczas gdy w przypadku polskich obligacji cały czas spada. Korzystając jedynie z zależności pomiędzy premią a kursem złotego, która świetnie funkcjonowała przez półtora roku, euro powinno obecnie kosztować ok. 3,80 zł.
Spadek premii w ogromnym stopniu wynika ze wzrostu apetytu na ryzyko na rynkach globalnych. Problem w tym, że nie jest to związane z oczekiwaniem lepszej koniunktury, ale z reakcją na poczynania EBC i Fedu. Niewykluczone, że powrót do rzeczywistości makroekonomicznej oznaczać będzie ponowny wzrost premii, a wtedy przesłanki dla umocnienia się złotego szybko znikną. Sporo obaw związanych jest z rozpoczynającym się sezonem wyników w USA. Jeśli spółki przestaną pozytywnie zaskakiwać rynek, wielu inwestorów uzna to za odwrócenie korzystnego kilkuletniego trendu. Jeśli do tego pojawi się ponownie presja na rynku hiszpańskich obligacji, złoty może zacząć tracić. Można zatem powiedzieć, że złoty jest niejako na rozdrożu: teoretycznie istnieje szansa na zauważalne umocnienie, ale zakłada ona utrzymanie się dobrej passy na rynkach globalnych, a do tego brakuje podstaw fundamentalnych.
Wracając do premiera, na kurs większy wpływ niż zapowiedzi dalszych działań rządu mogą mieć sygnały, że rząd chciałby widzieć nieco słabszą walutę, szczególnie że takie sygnały zaczęły płynąć też z RPP. Nie oznacza to automatycznego osłabienia waluty, ale w przypadku zmiany nastrojów na globalnym rynku inwestorzy nie będą się już obawiać niespodziewanej interwencji.