W niektórych wsiach na Podkarpaciu ponad 50 proc. dzieci wychowuje się pod opieką tylko jednego rodzica. Najbliżsi zarabiają na chleb w Grecji, Niemczech, Anglii, Irlandii. Wiele dzieci w ogóle zostało bez opiekunów prawnych. A to powoduje olbrzymie komplikacje nie tylko rodzinne, ale i prawne. To nowe, niepokojące zjawisko, które już nieoficjalnie zyskało nazwę "sieroctwa emigracyjnego" - informuje dziennik.
"Rodzice wyjeżdżają za granicę nie zdając sobie sprawy z konsekwencji, jakie niesie to dla ich pociech. Dzieci zawsze taki wyjazd traktują jako porzucenie, a to oznacza poważne zaburzenia w życiu rodzinnym, a także olbrzymie problemy prawne" - mówi starszy wizytator w kuratorium oświaty, jednocześnie komendantka hufca Związku Harcerstwa Polskiego w Sanoku, na co dzień stykająca się z problemem, Krystyna Chowaniec.
Według psychologa społecznego Henryka Pietrzaka,
podobne zjawisko - zwane "sieroctwem dewizowym" - występowało w latach 70. i
80., gdy masowo wyjeżdżano, głównie za ocean do pracy. Rozmówcy "Super Nowości"
podkreślają jednak, że obecnie zjawisko to nasila się. A za granicę wyjeżdżają
głównie ludzie młodzi, którzy zostawiają w domach dzieci w wieku, w którym
rodzicielska opieka ma na ich rozwój największy wpływ. Zdarza się też, że "za
chlebem" wyjadą oboje rodzice, a dziecko pozostawiają pod opieką dalszej rodziny
lub starszego rodzeństwa. (PAP)