Skazani na Rosję?

Paweł Janas
opublikowano: 2005-01-24 00:00

Teoretycznie Polska może kupować ropę, gdzie chce. Problem w tym, że rosyjskie paliwo jest tańsze. I to decyduje o źródle zakupów.

Ubiegłotygodniowe informacje o wstrzymaniu przez spółkę Petroval dostaw ropy naftowej do PKN Orlen i Grupy Lotos wywołały duże zaniepokojenie w Polsce. Po raz kolejny pod znakiem zapytania stanęła kwestia bezpieczeństwa energetycznego państwa. Czy rzeczywiście jesteśmy skazany na dostawy ropy naftowej z Rosji? I tak, i nie.

— Dopóki rosyjska ropa naftowa jest tańsza niż pochodząca z innych stron świata, to będziemy ją kupowali — twierdzi Maciej Gierej, były szef Nafty Polskiej i członek rady nadzorczej PKN Orlen.

Jego zdaniem, nie oznacza to jednak, że stoimy pod ścianą.

— Źródła pozyskiwania ropy należy dywersyfikować, starać się także o dostęp do własnych pól naftowych. Dałoby to jeszcze jeden atut w negocjacjach z Rosjanami w sprawie cen — dodaje Maciej Gierej.

Niedawno Polska zrobiła pierwsze nieśmiałe kroki w kierunku znalezienia własnych złóż ropy naftowej. Na początku stycznia przedstawiciele polskiego sektora naftowego badali możliwości wykorzystania pół naftowych w Libii. Z jakim skutkiem — nie wiadomo.

Wariant bałtycki

Ropa rosyjska jest sprowadzana do Polski rurociągiem Przyjaźń. W sytuacjach awaryjnych (np. wstrzymania dostaw z Rosji) możemy zawsze skorzystać z Naftoportu, nadmorskiego terminalu przeładunkowego położonego w Gdańsku. Jego zdolności przeładunkowe wynoszą 33 mln ton ropy rocznie. Obecnie nie są one w pełni wykorzystywane. W ubiegłym roku wyeksportowano tą drogą 9,7 mln ton rosyjskiej ropy. Sprowadzono zaś symboliczną ilość.

— Przypłynął jeden tankowiec z ładunkiem 130 tys. ton ropy dla PKN Orlen. W ten sposób trafiło też do rafinerii w Gdańsku około 250 tys. ton ropy z platform wydobywczych Petrobalticu. To, że nie wykorzystujemy w pełni możliwości Naftoportu, oznacza tylko tyle, że nie ma takiej potrzeby. Bezpieczeństwo energetyczne nie jest zagrożone — twierdzi Stanisław Łańcucki z Biura Polityki Rynkowej i Logistyki Nafty Polskiej.

Wariant kaspijski

Teoretycznie Polska może w przyszłości sprowadzać ropę naftową z rejonu Morza Kaspijskiego. Od kilku lat mówi się o możliwości przedłużenia do Płocka ukraińskiego rurociągu Odessa-Brody.

— Sądzę, że mimo wielu wątpliwości projekt ten jest nadal realny. W ciągu trzech lat możliwe jest zakończenie analiz i rozpoczęcie jego budowy — twierdzi Wojciech Tabiś, prezes Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń.

Nie wszyscy są jednak optymistycznie nastawieni do tego projektu.

— Dopóki nie pojawią się firmy, które będą skłonne dostarczać ropę naftową, projekt budowy tego rurociągu nie wydaje się uzasadniony — twierdzi Maciej Gierej.

Co ciekawe, nie traci nadziei polskie przedstawicielstwo Jukosu.

— Główne złoża Jukosu zostały przejęte przez Rosnieft, a wydobycie nadal trwa. Nie widzę zagrożenia w dostawach do Polski. Nadal wasze rafinerie powinny kupować ropę w Rosji — mówi Janusz Szum, jeden z przedstawicieli Jukosu.

Okiem eksperta

Nie tylko Rosja

Państwa Unii Europejskiej starają się dywersyfikować dostawców strategicznych surowców. Reguła mówi, że import z jednego kraju nie powinien pokrywać więcej niż 30 proc. zapotrzebowania. W praktyce trudno jednak stosować tę zasadę. Złoża ropy naftowej w Europie Środkowej i Wschodniej są ograniczone. Wyższe rezerwy znajdują się w azjatyckich republikach byłego ZSRR. Tam jednak problemem jest brak infrastruktury wydobywczej i logistycznej. Alternatywą mogą być kraje rozwijające się — Libia oraz potencjalnie Irak. W takim przypadku musielibyśmy szukać aliansów z koncernami amerykańskimi, gdyż transport ropy dokonywałby się na zasadzie transakcji swap, tzn. wymianie ropy między różnymi jej importerami.

Radosław Rogacki ekspert ds. rynku energii i paliw w firmie Roland Berger Strategy Consultants

Możesz zainteresować się również: