Producent śrub nie ma wyjścia — musi zredukować prognozy. Ale restrukturyzuje się, zdobywa rynek, co zaprocentuje w przyszłości.
W środę zbiera się rada nadzorcza Śrubexu, jednego z największych w Europie Środkowej i Wschodniej producentów śrub, wkrętów i nakładek. Wkrótce opublikowane zostaną nowe prognozy finansowe na ten rok.
— W branży w drugim kwartale nie było najlepiej. Nie uda nam się zarobić tyle, ile zapowiadaliśmy — mówi Wojciech Fedko, prezes firmy.
Wina makroekonomii
Jego zdaniem, w Śrubeksie nic się nie zmieniło, zmienił się rynek.
— Powszechnie spodziewana jest obniżka cen stali, więc zakupy wyrobów metalowych są przesuwane na później, jednocześnie koncerny wyzbywają się zapasów magazynowych, co tworzy silną presję na marże. Do tego popyt w Unii skurczył się — prezes wymienia niekorzystne czynniki.
Zapewnia, że Śrubex robi swoje, m.in. restrukturyzuje działalność, inwestuje w bardziej rentowne wyroby, a do firmy przyjechała najnowocześniejsza w regionie maszyna do produkcji śrub kołnierzowych.
— Dzięki tym działaniom po półroczu tonażowo zrealizowaliśmy sprzedaż z siedmiu miesięcy ubiegłego roku. Tyle że z powodu niższych cen wartość jest mniejsza — wyjaśnia Wojciech Fedko.
Dzięki temu Śrubex zwiększa udział w europejskim rynku. Z około 1,5 proc. zbliża się on do 2 proc. To będzie procentować w lepszych czasach, które wkrótce nadejdą.
Aby do zimy
— Obecnie mamy do czynienia z lokalnymi trudnościami, na rynku, o niespotykanej dotąd skali. Ale to się skończy. Analizy wskazują, że w IV kwartale ceny stali ustabilizują się. Jestem tego pewien — twierdzi Wojciech Fedko.
Zapewnia, że Śrubex będzie przyspieszał restrukturyzację i ciął koszty.
Według ostatniej prognozy spółka miała zarobić w tym roku 11,5-12,5 mln zł, wobec 12,9 mln zł w 2004 r. (ale ten wynik był „skażony” jednorazowymi zdarzeniami). Ile będzie po redukcji? Dowiemy się w końcu tego tygodnia.