Stan (moto)świata, vol. 6

Producenci samochodów nas naciągają. Każdego na 450 EUR. Rocznie.

Jeśli  kupiłeś nowy samochód i uwierzyłeś w podane przez producenta dane dotyczące spalania paliwa, to dałeś się nabić w kanister. Przynajmniej tak twierdzi Wojciech Makowski z łódzkiego Instytutu Spraw Obywatelskich. Oczywiście sam tego nie wymyślił. Powołuje się na komunikat prasowy Międzynarodowej Rady Czystego Transportu (ICCT). Według tej organizacji różnica między oficjalnymi a rzeczywistymi danymi o zużyciu paliwa przekroczyła 30 proc. Paliwo kosztuje europejskiego kierowcę średnio o 450 EUR więcej, niż gdyby samochody paliły tyle, ile podają producenci. Dziesięć lat temu ta różnica wynosiła tylko 10 procent.

Na dowód zaprezentowano raport z nowego badania opartego na danych z ponad pół miliona samochodów prywatnych i firmowych. Ukazuje się on w czasie, kiedy Komisja Europejska przygotowuje się do wprowadzania nowej, bardziej realistycznej procedury testów samochodów. "Wszystkie źródła danych wskazują, że różnica pomiędzy danymi producentów a światem realnym jest coraz większa" - mówi dr w raporcie Peter Mock, dyrektor ICCT w Europie. "W 2001 roku różnica wynosiła 8 procent. Dwa lata temu osiągnęła poziom 25 procent. a teraz to już 31 procent dla samochodów prywatnych i jeszcze więcej dla firmowych" - dodaje.

Do analizy wykorzystano różne źródła:portale kierowców Spritmonitor.de (Niemcy) i Honestjohn.co.uk (Wielka Brytania), dane firm leasingowych Travelcard (Holandia) i LeasePlan (Niemcy), czasopism "Auto Bild" (Niemcy), "Auto Motor Sport" (Niemcy), "WhatCar?" (Wielka Brytania) oraz stowarzyszenia kierowców TCS (Szwajcaria). Informacje z całej Europy dotyczyły ponad pół miliona pojazdów, zarówno prywatnych, jak i firmowych.

Jak „naciągają” poszczególne marki? Autorzy raportu podkreślają pewną prawidłowość: kiedy wprowadza się nową generację, różnica w oficjalnym i realnym zużyciu paliwa skokowo wzrasta, średnio o 60 proc. przy każdej zmianie modelu lub większym faceliftingu. Badacze nie wierzą, że można to wytłumaczyć zmianą zwyczajów kierowców. Bardziej prawdopodobne jest, że producenci optymalizują samochody, aby lepiej wypadały w testach, a nie żeby lepiej służyły tym, którzy je kupują.

Producenci mierzą zużycie paliwa w warunkach laboratoryjnych za pomocą procedury zwanej New European Driving Cycle (NEDC). Została opracowana w latach 80., ale nie do mierzenia zużycia paliwa, lecz zanieczyszczenia powietrza. Odpowiedniejszą procedurę pod nazwą Worldwide Harmonized Light Vehicles Test Procedure (WLTP) opracowała ONZ. Można ją wprowadzić w Europie od 2017 r.

Co ciekawe, nie dla wszystkich producentów różnica między podawanym przez nich a prawdziwym zużyciem paliwa jest taka sama. Najbardziej zbieżne z realnym światem są dane Toyoty. Natomiast przykładem modelu, którego osiągi z reklam stały się nagle mniej realne, jest VW Passat. Przez wiele lat różnica między danymi z testów i z dróg wynosiła dla niego około 10 proc. Kiedy w grudniu 2010 r. pojawiła się nowa generacja z technologią BlueMotion, różnica skoczyła do 30 proc.

Przy okazji przypominany nasze „Pulsowe” testy. Jednym z ich elementów jest również sprawdzenie „prawdomówności” producentów w sprawie zapotrzebowania na paliwo. Zerknijcie na Toyotę, Audi i Nissana.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Motoryzacja / Stan (moto)świata, vol. 6