Joanna d’Arc to córka tej ziemi, lecz równie ciepło wspominany jest tu Stanisław
Leszczyński. Dobry gospodarz, mecenas kultury i... odkrywca magdalenek.
— Stanisław, cóż to był za człowiek! — wzdycha Marianne Valois, przewodniczka z Nancy.
Choć z początku Lotaryńczycy krzywo nań patrzyli, zdetronizowany król Polski umiał wzbudzić miłość nowych poddanych. Mógłby panować dłużej, gdyby jego barwnego żywota nie zakończył głupi przypadek...
— Zasnął paląc fajkę przy kominku. Zajęło się na nim ubranie, więc zerwał się z fotela. Tak niefortunnie, że potknął się i wpadł w płomienie. Straszliwie poparzonego króla wyciągnęła z kominka młodziutka służąca, co, blisko 90-letni, władca skomentował słowami: Pani, któż by pomyślał, że w naszym wieku zapłoniemy tym samym ogniem... — opowiada Marianne Valois.
Monarcha oświecony
Na lotaryńskim tronie osadził Leszczyńskiego wpływowy zięć — nie byle kto, bo sam Ludwik XV, król Francji. Ubogi teść — bez królestwa, poddanych, wojska i pieniędzy — stanowił dla Ludwika kłopot nie lada. Ostatecznie w 1736 r. największe państwa Europy zdecydowały, że, w zamian za zrzeczenie się pretensji do polskiego tronu, Stanisław Leszczyński otrzyma dożywotnie panowanie w bogatym księstwie Lotaryngii i Baru, a także prawo do honorowego używania tytułu króla Polski. Po jego śmierci księstwo miało przypaść Francji.
— Gdy tu przybył, Leszczyński, miał prawie sześćdziesiątkę. Ludwik myślał, że po 2-3 latach teść umrze. Tymczasem musiał czekać na Lotaryngię 30 lat... — dodaje przewodniczka.
Władzę polityczną dzierżył wyznaczony przez Wersal intendent, pan de la Galaiziere. Stanisław tylko zarządzał — tak mądrze i sprawiedliwie, że zyskał przydomek króla dobrodzieja. Wsławił się jako mecenas sztuki i nauki, pobudzał gospodarkę księstwa, działał charytatywnie.
— Był światły. Z jego rozkazu lekarze Kolegium Medycznego w Nancy raz w miesiącu bezpłatnie przyjmowali chorych, których nie stać było na leczenie. Otwierał biblioteki. Sadził drzewa. Udzielał pożyczek na rozwijanie małych przedsiębiorstw... I otaczał ludzi pięknem. Barierka okalająca wspaniały plac Królewski, wytyczony ku chwale Ludwika XV, nie służyła do wiązania koni. Ustawiono ją, by można było usiąść i podziwiać plac — wyjaśnia Stephane Simon z Office de Tourisme Nancy.
Wędrówka śladami Leszczyńskiego to jedna z kilku tras tematycznych miasta. Początek — na placu Królewskim, dziś noszącym imię swego twórcy: Place Stanislas. Ten klejnot XVIII-wiecznej architektury, dzieło Emmanuela Here, zaliczany jest do najpiękniejszych w Europie (znalazł się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO). Powstał 250 lat temu — przez cały rok 2005 Nancy hucznie obchodzi jubileusz. Plac tętni życiem — uliczne koncerty, spektakle i bale, pokazy ogni sztucznych, chóry i zespoły jazzowe to tylko niektóre rocznicowe atrakcje. Zabawa trwa od maja, kiedy zakończono renowację placu. Dziś wygląda jak w dniu otwarcia, 26 listopada 1755 r. — deptak otoczony klasycystycznymi budowlami wzbogaconymi o rokokowe i barokowe elementy. Pod arkadami historycznych budynków kryją się kafejki i sklepiki obecne tu nieprzerwanie od 250 lat. Tylko statuę Ludwika XV, obaloną przez rewolucję francuską, zastąpił w 1831 r. pomnik króla Stanisława.
Kochanka w fontannie
— Ażurowe bramy ze złoconego żelaza domykają cztery rogi prostokątnego placu. Przy dwóch postawiono fontanny: Neptuna i Amfitryty. Dla nikogo nie było tajemnicą, że Amfitryta to posąg markizy de Boufflers, ulubionej faworyty Leszczyńskiego. Przezorna ta niewiasta sama ułożyła sobie epitafium. Wyryte na jej nagrobku głosi, że spoczywa tu kobieta rozkoszna, która w obawie o przyszłość urządziła sobie raj na ziemi... — opowiada Jean-Jacques de Weerd, przewodnik z Nancy.
Budynki od północnej strony placu są niższe od pozostałych. Po to, by artyleria — ulokowana na nie istniejących już murach miejskich — mogła strzelać do wroga. Południowy zaś bok zajmuje najokazalsza budowla — rezydencja książęca. Dziś siedziba ratusza.
— Z sufitu jednej z sal odpadł kawał tynku. Wprost na głowę Stanisława. Wybuchł skandal, krzyczano o zamachu... I cóż się okazało? Freski malowano na kiepskim materiale — ciągnie Jean-Jacques de Weerd.
Budynki wokół placu cieszą oko harmonią fasad. Dzisiejsza opera mieściła biuro celne, zaś hotel zyskał nazwę Hotelu Królowej, bo nocowała w nim Maria Antonina. W dawnym Kolegium Medycznym urządzono Muzeum Sztuk Pięknych, gromadzące m.in. dzieła Caravaggia, Rubensa, Delacroix, Modligianiego, Picassa, Rodina oraz słynne szkło z pracowni braci Daum. Można też zobaczyć fragmenty murów miejskich, odsłoniętych podczas przebudowy muzeum.
W Nancy, ówczesnej stolicy Lotaryngii, Stanisław spędzał mniej czasu niż na swym dworze w pobliskim Luneville. Wzbogacił jednak miasto w kilka wspaniałych kompleksów architektonicznych. Wysadzana drzewami aleja, gdzie odbywały się konne parady, łączy plac Stanisława z Place de la Carriere. On też zachwyca elegancką architekturą Emmanuela Here, a zwłaszcza imponującym pałacem gubernatora.
— Stoi tu jeden z wielu domów, jakie Stanisław podarował ulubionemu architektowi. Jednak Here zmarł w biedzie. Cały majątek zainwestował w chybiony biznes: próbę zastąpienia jednego ze zbóż jakąś namiastką — dodaje Jean-Jacques de Weerd.
Z rozmachu, z jakim planowano pobliski Place d’Alliance, pozostała piękna, rokokowa fontanna. Leszczyński zamierzał wytyczyć reprezentacyjny plac pod wezwaniem św. Stanisława. Ze względów finansowych pozostał jednak przy skromniejszym Place d’Alliance. Cóż, był zależny od szkatuły zięcia...
Popuszczaj pasa
Co krok napotyka się sklepy, restauracje, ulice czy hotele o swojsko brzmiącej nazwie Stanislas. Ba! nawet lokalne specjalności — słodycze i nalewki — kuszą klientów imieniem dobrego króla...
— Był łasuchem. Jadł raz dziennie, ale bardzo dużo. Potrafił pochłonąć na raz tuzin melonów, które hodowano specjalnie dla niego w warzywnym ogrodzie — twierdzi Marianne Valois.
Uwielbiał desery — to jemu przypisuje się wynalezienie makaroników, magdalenek i babeczek w rumie lub w tokaju.
— Stary król nie miał zębów, więc kucharz polewał mu ciasto winem by je zmiękczyć. A magdalenki? Ponoć kiedyś, gdy Stanisław nabrał ochoty na coś słodkiego, w kuchni akurat nikogo nie było. Poprosił więc służącą o przyrządzenie deseru. Dziewczyna upiekła w pośpiechu jakieś ciastka. Zapytana o ich nazwę nie umiała odpowiedzieć. Król spytał więc o jej imię. Nazywała się Madelaine... — opowiada Jean-Jacques de Weerd.
Po jednym z kucharzy Leszczyńskiego, Gilliersie, pozostał zbiór przepisów w miejskiej bibliotece. Dziełko skopiowało dwóch absolwentów szkoły gastronomicznej. Poszperali też w internecie, zdobywając dawne receptury z Polski. I otworzyli historyczną restaurację A la Table du Bon Roi Stanislas.
— Leszczyński wywarł ogromny wpływ na region i jego gastronomię, więc chcieliśmy go uhonorować. Łączymy XVIII-wieczną kuchnię polską i francuską z lotaryńską. Polskie potrawy są niezwykłe dla Francuzów, Polacy zaś cieszą się, gdy widzą w karcie barszcz, kaszę czy babę. Oczywiście, gusty biesiadników się zmieniają. Eksperymentujemy z przepisami, bo pewnych potraw współcześni ludzie by nie znieśli. Choćby kogucich grzebieni. A kiedyś jedzono je chętnie jako symbol władzy — opowiada Yvain Rollot, współwłaściciel restauracji.
Można tu zamówić zarówno ślimaki z rodzynkami, jak i czerwoną kapustę. Rybę w pomarańczach, kaczkę w miodzie pitnym lub szparagi z płatkami róż...
Zakłócony spokój
Niestety, nie ma już uroczego dworu w Luneville, gdzie król Leszczyński bawił się, pracował i oddawał uciechom stołu. Dwa lata temu pałacowe wnętrza spłonęły — zwiedza się tylko ogrody i podziwia z zewnątrz bryłę rezydencji. Francuzi odbudowują, lecz trzeba na to czasu i pieniędzy. Prace remontowe toczą się też w Nancy — odnowie poddawany jest kościół Notre Dame de Bon Secours z grobowcami króla Stanisława i królowej Katarzyny Opalińskiej. Złożono tu również serce ich córki — Marii Leszczyńskiej, królowej Francji.
— Po śmierci Katarzyny w 1748 r. mąż zamówił dla niej wspaniały pomnik z różnokolorowych marmurów. Królowa klęczy przed aniołem wskazującym jej drogę do nieba. Gdy zmarł Stanisław, zięć nie był tak hojny. Skromny nagrobek przedstawia króla w stroju polskim oraz płaczącą Lotaryngię. Ciała małżonków spoczywają pod posadzką kościoła — opisuje Elżbieta Giroux, przewodnik z Nancy.
Stanisław, tak kochany za życia, po śmierci podzielił los francuskich władców. Podczas rewolucji jego szczątki wywleczono z grobu, trumnę zaś przetopiono na ołów. A łupieżcy uznali, że znaleźli kolejnego arystokratę, który wywinął się gilotynie. I odrąbali mu głowę...
— Leszczyński nie chciał być pochowany obok diuków Lotaryngii w najstarszym kościele Nancy: Eglise des Cordeliers. Mówił, że on pochodzi z innej rodziny... Stąd budowa tego barokowego kościoła projektu Here, w miejscu kaplicy ufundowanej w XV w. przez księcia Rene II po zwycięstwie nad Karolem Zuchwałym z Burgundii. Z dawnej kaplicy pozostała tylko figura Matki Boskiej, okrywającej płaszczem ludzi szukających u niej obrony. Wizerunek przyciągał pielgrzymki wiernych, zwłaszcza podczas epidemii dżumy w XVII w. — dodaje Elżbieta Giroux.
Dwa miasta
Cudowna rzeźba to dzieło Mansuy Gauvina, artysty, który wykonał też wspaniałą, zdobną gargulcami bramę starej siedziby książąt lotaryńskich. W tym potężnym zamku z XI w. mieści się Muzeum Lotaryngii. Zebrano tu m.in. dzieła lokalnych XVII-wiecznych twórców: obrazy Georgesa de la Tour, mistrza światła, oraz ryciny Jacques’a Callota. Jest też wystawa przedmiotów znalezionych przy remoncie placu Stanisława: klucze, fragmenty naczyń, zabawek, kafli... Bo muzeum leży w pobliżu placu, który połączył dwie zabytkowe części Nancy: XI-wieczne Stare Miasto z Nowym Miastem wybudowanym w XVI w.
— Nancy powstało wokół zamku. Gdy się rozrosło, wytyczono Nowe Miasto z geometryczną zabudową i szerokimi ulicami krzyżującymi się pod kątem prostym. Obie części oddzielały zaniedbane grunty z brudnymi, walącymi się chałupami. Zmienił to dopiero Stanisław, budując na tym miejscu plac Królewski — opowiada Marianne Valois.
Uroczy spacer krętymi, wąskimi uliczkami starego Nancy pozwala odkryć bogate rezydencje dawnych notabli. Zdobią je symbole wskazujące, czym zajmował się właściciel — np. na pałacu przy Rue des Loups widać figury wilków. Mieszkał tu łowczy odpowiedzialny za polowania na te drapieżniki. Zaś stylowa mieszanka gotyku i renesansu, dawna posiadłość Jeana III d’Haussonville, seneszala Lotaryngii — dziś czterogwiadkowy hotel — nie skrywa zamożności właściciela, pyszniąc się własną fontanną na dziedzińcu. Zobaczymy też wiele pięknych kościołów, m.in. Franciszkanów (z XV w.) czy St. Sebastien, wzniesiony w XVIII w. I dawny targ na placu St. Epvre, gdzie pod arkadami przekupnie rozkładali swój towar. Tylko handlarze ryb używali fontanny stojącej pośrodku placu. Można sobie wyobrazić, jak z niej cuchnęło...
— Główną ulicę, Grande Rue, zamyka monumentalna brama Porte de la Craffe. Tę pozostałość XIV-wiecznych fortyfikacji wykorzystywano do końca XIX w. jako więzienie — uzupełnia Marianne Valois.
Estetyczna rewolucja
Wojna francusko-pruska z lat 1870- -71 r. to kolejny rozdział w historii miasta. Francja straciła na rzecz Niemiec Alzację i część Lotaryngii. Nancy znalazło się 25 km od granicy. Do miasta ściągali ludzie z zajętych ziem — liczba jego mieszkańców zwiększyła się trzykrotnie! Przybywali z całymi fortunami, co dało bodziec do rozwoju rzemiosła i sztuki.
— Francuska secesja narodziła się w szkole artystycznej Ecole de Nancy. Wokół niej skupili się tacy twórcy jak Eugene Vallin, Emile Andre, Victor Prouve, Louis Majorelle, Jacques Gruber, Emile Galle, bracia Daum. Artyści, którzy odegrali ważną rolę w historii architektury, architektury wnętrz i wzornictwa — przypomina Elżbieta Giroux.
Wędrując ulicami Nancy podziwia się secesyjne witryny sklepowe z egzotycznego drewna i żelaza, zdobione motywami roślinnymi. Zachowały się nawet domy towarowe, banki, restauracje i mieszkalne wille zbudowane w stylu art nouveau. Wiele z nich jednak zburzono, bo właścicieli nie było stać na utrzymanie wyrafinowanych obiektów, zanim zyskały one rangę dzieł sztuki. Natomiast secesyjne wnętrza — z meblami i przedmiotami użytkowymi ze szkła, ceramiki, drewna — zobaczy się w Muzeum Ecole de Nancy. Otwarto je w 1964 r., lecz wówczas nie było tak pilnie strzeżone jak dzisiaj...
— W latach 70. skradziono na zamówienie jeden z cennych szklanych wazonów w kształcie dłoni, dzieło Emile Galle. Po kilku latach policja odnalazła wazon w Japonii, w domu prywatnego kolekcjonera. Dzieło wróciło do muzeum — zapewnia Elżbieta Giroux.
Nancy bogactwem stylów przypomina wielowarstwowy tort. Warto posmakować tego najbardziej „południowego” ze wschodniofrancuskich miast. Ludzie żyją tu niespiesznie, restauracje kuszą wyborną kuchnią, a zabytki — światową klasą.
