Bez obaw. Po wprowadzeniu euro nasze oszczędności nie stopnieją, a i rata kredytu nie wzrośnie
Zarobki, oszczędności i kredyty w euro. To nie mrzonka, ale rzeczywistość. Już za kilka lat. Nie wszystkim ona się podoba. Bo przyzwyczajenie do złotego jest duże, a jeszcze większe są obawy społeczeństwa. Głównie o poziom życia. Sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że nowy pieniądz wpłynie niekorzystnie na sytuację ich gospodarstw domowych. Jest to strach całkowicie nieuzasadniony.
Lęk nie zna granic
Negatywne odczucia co do euro mogą się utrzymywać jeszcze długo po tzw. momencie zero. Świadczą o tym doświadczenia państw, które operację tę już przeprowadziły. Na przykład Włosi, przynajmniej początkowo, nie chcieli zaakceptować faktu, że zamiast milionów lirów, noszą w kieszeniach "marne" dziesiątki czy setki euro. Niektórzy mieli wręcz wrażenie, że z powodu zmiany waluty zbiednieli. Jeszcze gorzej nową walutę powitali nasi sąsiedzi zza Odry. Silna marka stała się dla Niemców częścią narodowej tożsamości i źródłem dumy. A przede wszystkim stanowiła potwierdzenie, że ich gospodarka jest w doskonałej kondycji. Opory wobec euro dodatkowo wzmacniało przeświadczenie, że przyniosło ono drożyznę. Ale wzrosty cen były pozorne, zaś nowy pieniądz okazał się jeszcze bardziej stabilny niż stara dobra marka.
"Dzieje euro to dzieje sukcesu" — tak prezes Deutsche Bundesbank Axel Weber podsumował półtora roku temu pięć lat funkcjonowania waluty europejskiej. — "Euro jest stabilne i wywarło pozytywny wpływ na handel oraz na integrację rynków finansowych". Dla tzw. zwykłych ludzi bilans też okazał się korzystny — nie tylko nad Renem, ale także nad Loarą, Tybrem czy Tagiem.
Przez trzy z kawałkiem
Psychologiczne i społeczne aspekty unifikacji monetarnej są niezwykle ważne. Decydujący jest jednak rachunek ekonomiczny. Statystyczny Kowalski chce mieć pewność, że po zmianie waluty nie skomplikuje się jego sytuacja — jako żywiciela rodziny, konsumenta, właściciela lokaty bankowej czy kredytobiorcy. Na szczęście ekonomiści nie podzielają jego obaw. Przekonują, że w związku z nowym pieniądzem ani ceny, ani wynagrodzenia nie wzrosną. To samo dotyczy naszych oszczędności czy rat pożyczek. Realna wartość pieniądza się nie zmieni, tylko będzie wyrażana w nowej walucie.
Aby zminimalizować lęki, analitycy przypominają, że przez podobną lekcję już raz przerabialiśmy. W 1995 r. złotemu odcięto cztery zera, dokonując denominacji. Jest tylko jedna różnica — techniczna, nie finansowa. Wtedy liczyć było łatwiej, teraz może być trudniej. Wszystko — ceny, lokaty, zarobki — trzeba będzie dzielić w pamięci przez "trzy z kawałkiem". Ale to jeszcze nie dramat. Szczególnie w kontekście korzyści, które — jak się spodziewamy — euro nam przyniesie.
Mirosław Konkel