W ostatnich dniach ubiegłego roku analitycy snuli czarne wizje. W komentarzach i prognozach dominowały słowa: kryzys, obawa, spadek, krach, niepewność, recesja. Przeważały opinie, że popyt spadnie i ceny będą niższe. Optymistów było niewielu, ale jednak byli. Goldman Sachs uważał, że świat uniknie recesji i rynek towarowy wzrośnie w ciągu najbliższych 12 miesięcy o 15 proc. Barclays Capital spodziewał się odbicia cen już na początku 2012 r.
Były to odważne prognozy, po tym jak wskaźnik Standard & Poor’s GSCI stracił w czwartym kwartale ubiegłego roku 25 proc., ale jak na razie wygląda na to, że trafne. Już w pierwszych dniach stycznia rynek towarowy zareagował optymistycznie po informacjach o grudniowym wzroście produkcji w Szwajcarii, Chinach, Indiach, Wielkiej Brytanii, Australii i Stanach Zjednoczonych.
Dane te potraktowano jako zapowiedź zwiększenia popytu na surowce. Indeks Standard & Poor’s GSCI, odwzorowujący zachowanie 24 surowców, natychmiast podskoczył o 3,4 proc. w ciągu jednego dnia. Najżywiej zareagowały srebro, które podrożało o 5,9 proc., oraz ropa (4,2 proc.). Rynkowi nie zaszkodziły nawet obawy, że problemy krajów europejskich mogą wpłynąć na spadek popytu na towary azjatyckie.
Rabobank International przewiduje, że na rynku nastąpi niedobór aluminium, cynku, srebra i platyny oraz kukurydzy, soi, kawy i kakao.
Będzie drożej
Zmieniło się również nastawienie analityków ankietowanych przez agencję Bloomberg. Teraz ich zdaniem rynek będzie rósł w szybkim tempie. Metale szlachetne mają podrożeć o 27 proc. lub więcej, a metale przemysłowe o co najmniej 17 proc. Pojawiły się nawet spekulacje, że uncja złota będzie kosztowała 2140 USD, prawie 30 proc. więcej niż dziś.
Jeszcze większy zysk może przynieść srebro, które jest szeroko wykorzystywane w przemyśle. Zdaniem analityków, uncja będzie kosztowała 42,20 USD, a więc o 32,5 proc. więcej niż teraz, a prognoza została wydana przy cenie znaczenie niższej.Z metali przemysłowych najlepszą inwestycją ma być cynk — wzrost jego ceny ma wynieść 28 proc. Tona będzie kosztowała 2400 USD.
Towary rolne również zaczęły być postrzegane znacznie lepiej. Najwięcej ma zdrożeć Arabica, bo o 22 proc. Słabiej będą się zachowywać zboża, najatrakcyjniejsze z nich — kukurydza — zdrożeje o 6 proc. (jeżeli prognozy się sprawdzą). Uśredniona cena ropy notowanej na nowojorskiej giełdzie surowcowej ma wynosić w tym roku 100 USD za baryłkę. Wzrost ceny Barclays uzasadniał spadkiem zapasów paliwa.
Nadzieja w Chinach
Notowaniom surowców ma również służyć osłabienie dolara. Słabym punktem jest tylko spowolnienie wzrostu gospodarczego w Chinach, które są największym odbiorcą wielu towarów. W tym roku dynamika chińskiego PKB ma się obniżyć z ubiegłorocznych 9,1 proc. do 8,5 proc. Analitycy jednak i w tym przypadku zaczynają dostrzegać pozytywne strony.
Nie rozwodzą się na temat konsekwencji, czyli możliwości spadku importu ze Wschodu, ale dostrzegają, że wzrost chińskiej gospodarki i tak będzie czterokrotnie większy niż amerykańskiej i pięć razy większy niż japońskiej.
Niemniej spadek popytu ze strony Państwa Środka może rodzić poważne konsekwencje, ponieważ jest ono odpowiedzialne za 38 proc. światowego zużycia miedzi i 11 proc. popytu na ropę, co potwierdza zarówno Barclays, jak i Międzynarodowa Agencja Energii.
Podkreśla się również, że w Europie i USA też nie jest jeszcze tak źle, bo żadna z gospodarek nie weszła w stan recesji. Jakby tego było mało, fundusze i firmy zarządzające aktywami zaczęły się przyznawać, że mają dużo aktywów do zainwestowania. Minorowe nastroje minęły więc wraz z wejściem w nowy rok. Ciekawe tylko, jak długo się utrzymają.