Sytuacja jest inna niż jesienią 2008 r.

Szymon Borawski-Reks
opublikowano: 12-05-2010, 00:00

Od początku maja mieliśmy do czynienia z dość dużymi spadkami, które sprowadziły niektóre indeksy (m.in. w Polsce czy USA) do wartości z początku roku. Część analityków prognozowała nadejście drugiej fali kryzysu. Czy jest możliwe, by doszło do powtórki z jesieni 2008 r.?

Obawy o stan finansów publicznych Grecji — najsłabszego ogniwa strefy euro —narastały od kilku miesięcy. Na początku władze greckie bagatelizowały problem. Jednak rosnący koszt uzyskania nowego finansowania na rynku spowodował, że Grecja zwróciła się o pomoc do pozostałych krajów strefy euro. Początkowo zaproponowano pomoc w wysokości 40 mld euro. Wydawało się, że była to wystarczająca kwota, by rozwiązać problem przynajmniej na jakiś czas i doprowadzić do spadku rynkowych stóp procentowych. Po krótkim okresie optymizmu sytuacja zaczęła się jednak ponownie pogarszać. W pierwszych dniach maja Unia Europejska (UE) oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) zgodziły się na przyznanie Grecji pomocy w wysokości aż 110 mld euro do końca 2012 r. w formie pożyczek oprocentowanych niżej niż obecne stopy rynkowe.

Gdy wydawało się, że nadeszła upragniona ulga, inwestorzy przystąpili do dalszej, wręcz panicznej wyprzedaży wszelkich ryzykownych aktywów, często pozostających bez jakiegokolwiek związku z gospodarką Grecji. Rentowność obligacji greckich nadal wzrastała. Wydaje się, że większość inwestorów negatywnie oceniła ofertę UE i MFW. Spodziewali się, że w podobne kłopoty mogą popaść także takie kraje Europy, jak choćby Portugalia czy

Hiszpania. Przywódcy państw

UE byli świadomi, że pozostawienie Grecji samej sobie mogłoby się skończyć źle dla europejskiego systemu finansowego. Większość greckich obligacji kupiły banki z pozostałych krajów europejskich, zwłaszcza z Francji i Niemiec. Upadłość Grecji mogłaby wtedy spowodować duży ubytek w kapitałach banków, mozolnie odbudowywanych po niedawnym kryzysie.

Rozwiązanie zaproponowane w nocy z niedzieli na poniedziałek przez europejskich polityków, MFW oraz Europejski Bank Centralny (ECB) z pewnością przeszło oczekiwania rynku. Kraje strefy euro zapewniają 60 mld euro na bieżące problemy z finansowaniem któregokolwiek z krajów strefy, a w dalszej kolejności stworzą fundusz płynnościowy na kwotę 440 mld euro. Do tego MFW wyasygnuje łącznie kolejne 250 mld euro. ECB ogłosił także gotowość skupowania obligacji bezpośrednio z rynku. To chyba kluczowy element całego pakietu pomocowego. Głównym celem obecnej interwencji jest niedopuszczenie do efektu domina, który wpędził globalną gospodarkę w recesję po upadku banku Lehman Brothers. Pierwsze reakcje rynku były pozytywne — gwałtownie rosły ceny akcji, zwłaszcza w sektorze finansowym. Zyskiwały także obligacje. Od piątkowego zamknięcia ceny 10-letnich greckich papierów skarbowych wzrosły ponad 30 proc.

Oprócz udzielenia tak znaczącej pomocy finansowej istnieje konieczność wypracowania bardziej systemowego rozwiązania, które utwierdzi inwestorów w przekonaniu, że kryzys będzie ograniczony przede wszystkim do krajów zmagających się z nadmiernym zadłużeniem. W tej chwili wciąż czekamy na szczegóły tych propozycji. Obecna sytuacja spowoduje prawdopodobnie także utrzymanie przez dłuższy czas niskich stóp procentowych w strefie euro, a co za tym idzie, także w USA i innych krajach. Będzie więc kontynuowana polityka taniego pieniądza. Oznacza to, że koszt kredytu pozostanie niski, a zyski z lokat czy obligacji skarbowych mogą zostać zjedzone przez inflację.

Obserwując sytuację na giełdzie, warto pamiętać, że mamy za sobą ponad rok niemal nieprzerwanych wzrostów. Wielu inwestorów tylko szukało pretekstu do sprzedaży akcji. Mimo to fundamenty tej hossy są silne. Warto w tym miejscu przypomnieć zasadę, że powinno się inwestować w spółki, a nie w akcje. Zawirowania dają okazję do tańszego kupienia dobrych spółek, dla których obecne zawirowania wokół Grecji nie spowodują pogorszenia się warunków działalności. W długim terminie takie podejście do inwestowania zapewnia najlepsze rezultaty.

Argumenty za RYNKIEM AKCJI

spółki amerykańskie wykazują wyniki dużo lepsze od oczekiwań analityków

poprawiają się wskaźniki koniunktury na świecie (PMI, ISM, IFO)

rośnie produkcja, zapasy pozostają niskie

bezrobocie przestaje rosnąć, konsumenci powinni być bardziej skłonni do wydatków

ustabilizowała się sytuacja na rynku nieruchomości w USA

utrzymuje się duży popyt na surowce z krajów wschodzących, przede wszystkim z Chin.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Szymon Borawski-Reks

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy