Atmosfera finiszu negocjacji coraz bardziej przypomina parne powietrze tuż przed burzą. Czuli to uczestnicy szczytu podsumowującego przewodnictwo Hiszpanii w Unii Europejskiej w Sewilli. Tempe- ratura blisko 40oC oraz emocje związane z mundialem nie pozostawiała na uczestnikach suchej nitki.
Hiszpańskie spotkanie było chyba ostatnim tak spokojnym zjazdem szefów państw przed planowanym na koniec roku maratonem negocjacyjnym. Spokojne, bo z góry było wiadomo, że nie będzie ani rozmów o finasach i dopłatach dla rolników z państw kandydujących, ani tym bardziej żadnych konkretnych deklaracji w sprawie dat.
Złudzenia polskiej delegacji pękły jak bańka mydlana na kilka dni przed szczytem, kiedy UE pod naciskiem Niemiec postanowiła odłożyć kwestię ustalenia dopłat na listopad. Taka taktyka zbyt mocno napina kalendarz negocjacji w ostatnich tygodniach roku.
Spotkanie w Hiszpanii jest kolejnym dowodem na to, że „piętnastka” nie jest przygotowana na rozmowy z kandydatami o finansach, a tym bardziej o dokładnych datach. Jedyne na co się zdecydowano, to zastosowanie taktyki odkładania problemu na później z równoczesnym apelem do kandydatów o więcej realizmu. Polska delegacja wolała się jednak nie zastanawiać co „piętnastka” przez to rozumie.
Okazji do rozmów nie było jednak zbyt wiele, bo tym razem kandydatów zaproszono jedynie na uroczysty obiad, z którego zdezerterowali m.in. Gerhard Schroeder, kanclerz Niemiec oraz Tony Blair, premier Wielkiej Brytanii.
Na szczycie w Sewilli polska delegacja czuła się więc jak niespodziewany gość na kolacji wigilijnej, na którego czekało starannie przygotowane, ale puste nakrycie. Mamy jednak nadzieje, że współbiesiadnicy w końcu czymś nas poczęstują i oby to było jadalne.