Szczyt we mgle

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-03-20 00:00

Po wielu tygodniach dyskusji zakończył prace tzw. biały szczyt, którego celem była konsultacja ze środowiskami lekarskimi rządowych pomysłów na reformę systemu ochrony zdrowia. Ponieważ pomysłów nie było zbyt wiele, a przynajmniej nie składały się na spójną całość, skończyło się na konkluzji o podwyższeniu składki na ubezpieczenie zdrowotne od 2010 roku. Premier Donald Tusk postanowił zastosować środek tyleż sprawdzony, co nieskuteczny, a przy okazji trochę gorzki, bo składka nie będzie odliczana od podatku. Fakt, parę miliardów złotych więcej systemowi ochrony zdrowia na pewno nie zaszkodzi. A w tej dziedzinie obowiązuje wszak zasada: po pierwsze — nie szkodzić. To się udało. Z reformatorskimi planami jest znacznie gorzej.

Biały szczyt zakończył się zwycięstwem środowiska lekarskiego, które od kilku lat powtarza jak mantrę: pieniędzy, pieniędzy, pieniędzy. Nie jest to oszałamiający sukces białego personelu, bo podwyżka składki planowana jest dopiero od 2010 roku, ale zawsze. Drugim konkretem, który padł na zakończenie szczytu, było to, że nie będzie współpłacenia za usługi medyczne przez pacjentów, co wprawdzie miło brzmi dla ucha, ale już dzisiaj jest tylko iluzją. Dużo bardziej mgliście brzmiały zapowiedzi o koszyku świadczeń gwarantowanych (na który przyjdzie poczekać do przyszłego roku), rejestrze usług medycznych i dobrowolnych ubezpieczeniach. Lekarze uzyskali w miarę konkretne obietnice, że pieniędzy w systemie będzie więcej — chociaż nie od razu, podatnikom i pacjentom, którzy byliby zainteresowani, jak te pieniądze będą wykorzystane, rząd nie miał nic konkretnego do zaoferowania. Jeżeli oczywiście nie liczyć niezmiennie ogólnych zapowiedzi o uszczelnieniu systemu.

Gdy w Warszawie kończył się biały szczyt, w Radomiu trwały przygotowania do ewakuacji kolejnego szpitala. I ta zbitka pokazuje dysproporcje między skalą problemu a pomysłami na jego rozwiązanie. Można powtórzyć to, co przy wszystkich poprzednich zapowiedziach reformy, co najmniej za kilku poprzednich rządów: finansowa kroplówka to za mało. Potrzebna jest trudna i bolesna operacja. Tymczasem rząd zachowuje się trochę jak chirurg, którego mdli na widok krwi. Wie, że zabieg jest konieczny i coraz bardziej pilny, chce go przeprowadzić, ale co weźmie skalpel do ręki, ta zaczyna drżeć.

Kilkumiesięczne debaty ze środowiskiem medycznym nie muszą jednak oznaczać tylko zmarnowanego czasu. Dzięki tym dyskusjom rząd poznał lepiej problemy i opinie środowiska i udało mu się zyskać wstępną akceptację (a przynajmniej neutralność) wobec przekształcania zakładów opieki zdrowotnej w spółki prawa handlowego, na co resort zdrowia powinien postawić zdecydowany nacisk. Szkoda, że nie udało się uzyskać jednoznacznej zgody na śmiałe prorynkowe przekształcenia, ale trudno się dziwić, skoro rząd wolał podczas szczytu słuchać niż mówić. Zapis dyskusji z białego szczytu może być doskonałym drogowskazem przy planowaniu i przeprowadzaniu niezbędnych reform. Piłka jednak w tej grze jest po stronie rządu. Zresztą tak, jak i przed białym szczytem.

Adam Sofuł

[email protected] % 022-333-98-03

Możesz zainteresować się również: