Magia północnego światła, bezmiar otwartych wód, zabytki... Panorama Sztokholmu — miasta na 14 wyspach — to unikat w skali Europy.
Mälardrottningen — luksusowy jacht, niegdyś własność amerykańskiej milionerki Barbary Hutton — jest jednym z najczęściej fotografowanych obiektów w Sztokholmie. Obecnie to pływający hotel. Zaś Af Chapman — kompletnie otaklowany statek z 1888 r. — do 1908 r. brytyjska jednostka handlowa, służy jako schronisko młodzieżowe. Nietypowy nocleg można zarezerwować także w starym więzieniu na wyspie Langsholmen. Budynek z 1835 r. zaadaptowano na hotel. Przy nim — popularna plaża... Sztokholm wie, jak się promować, choć i bez tego ma co pokazać — to jedna z najbardziej malowniczych stolic Europy. Leży na 14 wyspach różnej wielkości — jest nawet taka, na której stoi tylko jeden dom! Widok z wieży telewizyjnej ukazuje, czego w Sztokholmie najwięcej — zieleń i wodę. Pływać i łowić ryby można w środku miasta!
— Surowe, monumentalne budownictwo i wszechobecna woda... Bałtyk wrzyna się w miasto z jednej, a jezioro Melar z drugiej strony — panorama Sztokholmu zapiera dech! To bardzo zielona metropolia, a jej mieszkańcy malują swe domy na żółto, czerwono, niebiesko... Pięknie współgra to zwłaszcza z kolorami jesieni — potwierdza Magdalena Jaros, dziennikarka „Twojego Stylu”.
Letnia robinsonada
Miasto otacza 24 tys. wysp i wysepek — z tego zaledwie 300 zamieszkałych. Wielu sztokholmczyków ma domki letniskowe na którejś z wysp archipelagu — łodzie są podstawowym środkiem transportu.
— Praktycznie każda rodzina ma „coś do pływania”. W Sztokholmie zarejestrowano kilkaset tysięcy łodzi, żaglówek, motorówek. Tyle, ile samochodów! — twierdzi Grzegorz Sowa, informatyk w firmie Digitland, miłośnik Skandynawii.
Stolicę Szwecji można zwiedzać zabytkowym tramwajem. Wagony z lat 1920-50 kursują (co 12 minut) na trasie z Norrmalmstorg do Waldemarsudde na wyspie Djurgarden. Obsługują je ochotnicy ze Szwedzkiego Towarzystwa Tramwajowego. Popularnością cieszą się także rejsy statkami wycieczkowymi. Szlak zaczyna się na Stadshusbron, opływa Stare Miasto, wije się między wyspami i brzegami jeziora Melar. Warto — niesamowite przeżycie. Ale wariantów jest więcej — nawet pobyt na jednej z opustoszałych wysepek. Statek wysadza na brzegu „robinsonów” zaopatrzonych w specjalną flagę — wywieszają ją, gdy chcą wrócić do cywilizacji. Da się jednak popłynąć o wiele dalej...
— Sztokholm to miasto portowe. Linie promowe Viking i Silja łączą je z Helsinkami. Polecam! Podczas kilkunastogodzinnej podróży podziwia się kilkadziesiąt tysięcy wysp. To najpiękniejsza trasa widokowa Europy. Bardziej malownicza niż rejs między wyspami greckimi — zachwala Robert Dominiak, pilot wycieczek współpracujący z Orbis Travel.
Kiedy już turysta zawita do portu, powinien pójść na pobliski targ rybny Östermalmshallen. Wystawiono tu na pokaz całe bogactwo morza. Zaś po przeciwnej stronie portu leży słynny park rozrywki — Gröna Lund.
Okręt muzeum
Morze decyduje o powabie Sztokholmu i z morza wydobyto — w 1961 r. — jedną z największych atrakcji turystycznych miasta: zadziwiający kunsztem wykonania okręt wojenny Vasa. XVII-wieczny galeon odrestaurowano, postawiono w suchym doku i obudowano muzeum. Jednostka zatonęła podczas swej pierwszej podróży, ale akurat my, Polacy, nie mieliśmy powodów, by martwić się jej losem.
— Chluba floty Szwecji, zbudowana w 1682 r., miała przechylić szalę zwycięstwa na korzyść naszego sąsiada podczas wojny polsko-szwedzkiej. Galeon poszedł jednak na dno kilkanaście minut po wypłynięciu z portu. Powód? Złe wybalastowanie. Ten — największy chyba okręt wojenny ówczesnej Europy — miał dwa pokłady armatnie. Pozostałe statki — tylko jeden. Vasa zabrał więc dwa razy więcej dział i zwiększył swój ciężar. Szwedzi dobudowali pokład w górę nie zmieniając szerokości statku, co doprowadziło do katastrofy. Cóż, nie było wtedy komputerowych symulacji... — opowiada Grzegorz Sowa.
Okręt — stale poddawany konserwacji na oczach zwiedzających — można obejrzeć z każdej strony, jednak nie da się wejść do środka (przedmioty z wraku wystawiono w gablotach obok). Dodatkową atrakcją jest program komputerowy do imitacji budowy statku i programowania rejsów. Można zobaczyć, czy zaprojektowana przez nas jednostka będzie stabilna, czy też się wywróci.
— Warto dobrze się przyjrzeć rzeźbom na kadłubie okrętu Vasa. Jedna z nich pokazuje więźnia skulonego w klatce. To polski szlachcic! W kontuszu, z sumiastymi wąsami, wygoloną głową... Cóż, byliśmy wtedy w stanie wojny. Zresztą Sztokholm ma więcej pamiątek z tamtych czasów — kamienne lwy sprzed pałacu królewskiego zrabowano w Polsce podczas „Potopu”, zaś na jednym z batalistycznych obrazów — wiszących w pawilonie chińskim w Drottningholm — odmalowano XVII-wieczną Warszawę. Podpis autora głosi — Varsovia: brudno... — dodaje Magdalena Jaros.
Trzeba się spieszyć, by zobaczyć Vasę. Do muzeum wchodzi się przez śluzę, która zapewnia statkowi odpowiedni mikroklimat. Jednak pewnego deszczowego lata na początku nowego wieku...
— Coś zaczęło szwankować. Ludzie wchodzili w mokrych ubraniach. I okręt murszeje. Rok temu udało się odratować zaledwie metr kwadratowy kadłuba. Nie wiadomo, co będzie dalej... — zastanawia się Robert Dominiak.
Cukierkowa starówka
Najstarsza dzielnica Sztokholmu rozłożyła się na trzech wyspach — Staden, Riddarholmen i Helgeandsholmen. To niewielki, łatwy do obejścia obszar, gdzie skupiły się pałac królewski, parlament i katedra. W plątaninie wąskich, średniowiecznych uliczek z XVI- i XVII-wieczną zabudową, ulokowało się mnóstwo galerii, antykwariatów i knajpek.
— Właściwa starówka — Gamla Stan — leży na Staden. Miasteczko cukierek: 200 na 200 metrów. To mniej niż warszawskie Stare Miasto — ale oryginał! Po wąziutkich uliczkach — jedna ma zaledwie 80 cm szerokości! — obramowanych kolorowymi domami, można spacerować godzinami. Za to pałac królewski — Kungliga Slottet — przytłacza swoim ogromem. Zajmuje 1/8 wyspy — mówi Robert Dominiak.
Liczący 608 sal i pokojów Kungliga Slottet jest największym pałacem na świecie używanym przez głowę państwa — króla Karola XVI Gustawa (choć monarchy i królowej Sylwii nie zastaniemy — od 1981 r. mieszkają w XVII-wiecznym pałacu Drottningholm pod Sztokholmem). Zwiedza się m.in. królewskie apartamenty i salę tronową, a w podziemiach zbrojownię i skarbiec ze szwedzkimi insygniami królewskimi. Wśród najstarszych symboli monarchii — miecz Gustawa Wazy i korona Eryka XIV. Są i ciekawostki historyczne, jak wypchany koń Gustawa Adolfa II, poległego w bitwie pod Lützen stoczonej w 1632 roku, oraz umazany błotem i krwią strój zdarty ze zwłok monarchy na polu bitwy... Pałac — w stylu północnego baroku — powstał w 1754 r., na fundamentach średniowiecznego zamku Tre Kronor (Trzy Korony), który spłonął w 1697 r. Jego pozostałości można obejrzeć w muzeum pałacowym.
Warto zaplanować zwiedzanie Kungliga Slottet podczas zmiany warty (środy i soboty o 12.15, niedziele i święta o 13.15). Barwne widowisko.
— Tego nie można odpuścić! Miałem dużo szczęścia, bo trafiłem na paradę, której przygrywała orkiestra konna. Okazało się, że w kompanii honorowej służą także psy, ubrane we wdzianka w narodowym kolorze z wyhaftowanym herbem — wspomina Grzegorz Sowa.
Na tyłach pałacu wznosi się Storkyrkan — kościół z 1306 r. pełniący rolę katedry (odbywają się tu ceremonie koronacji i zaślubin szwedzkich monarchów). Najciekawszym elementem wystroju jest gotycka rzeźba Berndta Notke z 1489 r., przedstawiająca św. Jerzego ze smokiem.
— Nie wyobrażam też sobie, by Polacy pominęli ratusz gdzie — w słynnej Złotej Sali, której ściany wyłożone są 19 mln złotych płytek — odbywają się bankiety noblowskie. Jak nie zobaczyć miejsca, w którym wręczono literackiego Nobla Wisławie Szymborskiej? — pyta Grzegorz Sowa.
Żyjący skansen
Miasto szczyci się wieloma muzeami (np. Muzeum Sztuki Nowoczesnej ze wspaniałą kolekcją XX-wiecznej sztuki, w tym dziełami Pabla Picassa, Salvadora Dali, Andy’ego Warhola), jednak najciekawsza dla wielu turystów jest sztuka, która żyje. Jak stacje metra — Tunelbana — zmienione w wielką galerię przez ponad 70 malarzy, rzeźbiarzy i innych artystów, którzy ozdobili je zgodnie z własną wizją twórczą. Sztokholm słynie również z nowoczesnych, śmiałych koncepcji architektonicznych. Do symbolu miasta urosła Globen — największa kulista konstrukcja świata. Olbrzymia kula ze stali, cementu i szkła pomieści 16 tysięcy widzów! Serce miasta bije również w najstarszym w Szwecji skansenie (z końca XIX wieku). Zgromadzono tu budowle charakterystyczne dla każdego regionu kraju. Na oczach turystów pracuje huta szkła, piekarnia... Ich wyroby są na sprzedaż.
— Jest i zoo. Specyficzne, bo ludzie wchodzą do zagród, gdzie hasają małpki, latają ptaki, zwisają z gałęzi lemury. Nie wpuszczają tylko do klatek drapieżników, ale tego akurat nie ma co żałować — uważa Grzegorz Sowa.
Kiedy przyjechać do Sztokholmu? Najlepiej podczas białych nocy — na przełomie czerwca i lipca.
— To rosyjski Petersburg kojarzony jest z białymi nocami. A występują i w Sztokholmie. O północy jest jasno, jak w dzień. Ludzie wylegają na ulice i bawią się. Jednym z największych świąt jest początek lata, kiedy przyroda budzi się do życia — tłumaczy Robert Dominiak.
Latem mieszkańcy Sztokholmu manifestują swą miłość do wody podczas dziewięciodniowej imprezy: „Stockholm Water Festival”. To wyjątkowe wydarzenie artystyczne połączone z festynem przyciąga tłumy turystów. Nic dziwnego — dobra zabawa gwarantowana!
