Badanie objęło ponad sto “zrównoważonych” instrumentów dłużnych (SLB) wartych w sumie 70 mld USD. Ich emitenci to duże europejskie korporacje, które w zamian za otrzymany kapitał zobowiązały się spełnić obietnice związane z działaniem na rzecz klimatu. Z czasem okazało się, że celem było wyłącznie pozyskanie taniego finansowania oraz lepszej reputacji.
Jedną z pierwszych spółek, która zdecydowała się zdobyć kapitał poprzez emisję zielonych papierów był Channel, gigant modowy z Paryża. W 2019 r. inwestorom, którzy kupuli obligacje warte 589 mln EUR przyrzeczono, że jeżeli firma nie spełni “zielonych” założeń, to spłaci zobowiązania z kilkumilionową premią. Mówiąc prościej - zapłaci inwestorom więcej za nie bycie ekologicznym.
Chanel zobowiązał się do 2030 r. obniżyć emisję dwutlenku węgla swoich dostawców o 10 proc. w stosunku do poziomu z 2018 r. Cel nie był wygórowany i osiągnięto go jeszcze przed emisją - w 2019 r. obniżka wyniosła aż 21 proc. Inwestorzy jednak się o tym nie dowiedzieli, ponieważ roczne sprawozdanie finansowe nie zostało jeszcze opublikowane.
Nisko poprzeczkę zawiesiło sobie też Tesco. W 2020 r. emisja dwutlenku węgla największej sieci supermarketów w Wielkiej Brytanii wyniosła 76,4 mln ton. Większość to emisja pośrednia, wynikająca z działalności podwykonawców spółki. Podczas emisji zielonych obligacji sieć zdecydowała się tymczasem na obietnice dotyczące wyłącznie emisji bezpośredniej. Postawiono sobie cel, który był już niemal spełniony.
"Zrównoważone” papiery upodobały sobie spółki zajmujące się transportem gazu ziemnego. A2A, Nederlandse Gasunie oraz Snam - najwięksi przedstawiciele sektora w Europie - wśród swoich celów ekologicznych nie wymieniają ograniczeń związanych z ich podstawową działalnością, czyli przepływem gazu rurociągami przez Europę. Ograniczają tylko emisję oraz energochłonność pracy biurowej.
O krok dalej poszedł operator dwóch największych lotnisk w Rzymie. Sięgnął po kapitał obiecując, że postara się zredukować emisję dwutlenku węgla generowaną przez pracowników w ich codziennej drodze do pracy. Zupełnie nie poruszył jednak tematu samolotów oraz pojazdów wykorzystywanych do organizacji pracy na lotniskach.
Obligacje Tevy Pharmaceuticals, izraelskiego producenta leków, wiązały się natomiast z celem emisyjnym dla całej spółki. Do ich osiągnięcia wystarczyłoby jednak dotychczasowe roczne tempo ograniczania emisji, a nawet mniejsze.
Równie groteskowy jest przykład EQT AB, funduszu private equity od lat działającego m.in. w Polsce. Wypuścił on ekologiczne obligacje zobowiązując się do... złożenia w przyszłości zobowiązania, dotyczącego ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Obiecał więc, że kiedyś obieca, iż będzie bardziej ekologiczny.
O tyle ponad połowa spółek, oferująca zielone obligacje (SLB), zobowiązała się zmniejszać roczną emisję dwutlenku węgla.
Dotychczas europejscy regulatorzy nie poruszali publicznie tematu ekologicznych obligacji. Jeden z przedstawicieli Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych skomentował badanie agencji Bloomberg podkreślając, że to państwowe organizacje mają za zadanie upewnić się, że inwestorzy otrzymują pełne i prawdziwe informacje na temat poszczególnych instrumentów. W ich gestii nie leży jednak ocena ambicji emitentów papierów i celów ekologicznych.
Brak ram prawnych dla obietnic spółek wynika ze stosunkowo krótkiej historii zielonych obligacji. Po raz pierwszy pojawiły się one nie dalej niż trzy lata temu, przy czym na początku były emitowane głównie prywatnie. Emisja publiczna oprócz dostępu do nowych inwestorów miała mieć na celu większą transparentność działań spółek w zakresie ekologii i w rezultacie poprawę wizerunku.
