Tanie państwo w praktyce

Adam Sofuł
opublikowano: 14-08-2006, 00:00

Złośliwi publicyści nieraz w ostatnich miesiącach zarzucali rządowi, że nie realizowali swoich przedwyborczych zapowiedzi taniego państwa. Niesłusznie. Rządzący oszczędzają, na czym mogą — na komórkach, na samochodach. Z oszczędności prezydent i premier razem spędzają wakacje. Ostatnio w dobrym tonie są oszczędności na zagranicznych wyjazdach. Dla oszczędności każdy pretekst jest dobry — a to nieżyczliwy artykuł w gazecie (wzrasta rola działów monitoringu prasy, które przerzucają tony gazet, po to, by znaleźć pretekst do odwołania kolejnej wizyty), a to otwarcie jakiejś wystawy.

Na razie są to oszczędności na podróżach do sąsiada, ale przecież możemy oszczędzać i na dalszych wojażach — np. do USA, gdzie ostatnio została wydana książka stawiająca Polaków w nie najlepszym świetle. A prezydent George W. Bush milczy. Można to przecież uznać za wymowne milczenie i już więcej za ocean nie latać. Wypada również nieśmiało zauważyć, że wywodzący się z Niemiec papież także nie odciął się jednoznacznie od skandalicznych publikacji „Tageszeitung”. Także sympatyczny, zdawałoby się na pierwszy rzut oka, premier Wielkiej Brytanii Tony Blair nie zareagował, gdy „Financial Times” pisał o „paranoicznej parze z Polski”. Zupełnie jakby „FT” nie czytał, w co przecież trudno uwierzyć.

Idąc konsekwentnie tą drogą, uda się także ograniczyć wizyty głów innych państw w Polsce. Taka wizyta to też przecież wydatek — trzeba takiego gościa wraz ze świtą zakwaterować w hotelu, czasem nawet dać obiad. To wszystko kosztuje. I można mieć gwarancję, że po kilku latach można będzie pokusić się o kolejny krok oszczędnościowy — sytuacja dojrzeje do likwidacji ministerstwa spraw zagranicznych, bo po co taki resort, skoro nikt nie wyjeżdża, ani nikt nie przyjeżdża. A zmniejszenie kosztów administracji rządowej byłoby poważne. Oczywiście oszczędności też muszą mieć swoje granice i nie można się zagalopować i dopuścić do likwidacji pełnomocnika ds. poprawy wizerunku Polski. Bo o wizerunek trzeba przecież dbać! I wreszcie będziemy mieć tanie państwo. Jedyne, co może przy tym niepokoić, to doświadczenie codziennych zakupów, które podpowiada, że liczy się nie tylko cena, ale także czasem jakość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Tanie państwo w praktyce