Transport na dnie

Marcin Bołtryk
opublikowano: 10-07-2008, 00:00

Transport drogowy w Polsce chyli się ku upadkowi. A rząd zbywa przedsiębiorców banałami.

Drogie paliwo, wyższe opłaty i obojętność władz

Transport drogowy w Polsce chyli się ku upadkowi. A rząd zbywa przedsiębiorców banałami.

Od początku roku różne organizacje skupiające firmy transportu drogowego słały do rządu Donalda Tuska dziesiątki listów otwartych z prośbami o pomoc. I co? Niewiele. Ani pikietowanie kancelarii premiera, ani zorganizowana w połowie czerwca akcja protestacyjna pod hasłem „Ślimak” nie przyniosły żadnego skutku. Rząd spokojnie obserwował poruszające się w ślimaczym tempie ciężarówki protestujących przewoźników.

Nie na temat

— Na list otwarty do premiera w sprawie granic odpowiedział nam 17 kwietnia zastępca dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego MSWiA Andrzej Przemyski. Pismo to było dla nas zaskoczeniem, bowiem zawarty w nim opis kłopotów, jakie stwarza polskim urzędnikom mały ruch graniczny w wykonaniu obywateli ukraińskich, zupełnie nie dotyczył problemów, z jakimi borykają się kierowcy i przewoźnicy na wschodnich przejściach granicznych Polski — opowiada Anna Wrona ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD).

12 czerwca, czyli na drugi dzień po akcji „Ślimak”, do ZMPD dotarła odpowiedź na pismo z 30 maja, dotyczące obniżenia akcyzy doliczanej do ceny oleju napędowego. Tym razem odpowiedział podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Jacek Kapica. Napisał, że „obniżenie akcyzy na paliwa silnikowe skutkowałoby niewykonaniem dochodów budżetu państwa”, dlatego „minister finansów nie planuje w obecnym stanie podjęcia decyzji o obniżeniu podatku akcyzowego od paliw stosowanych do napędu pojazdów silnikowych”.

— Z kolei z prasy dowiedzieliśmy się, że Ministerstwo Finansów rozważa odstąpienie od jesieni od obowiązującego zakazu wwozu do Polski więcej niż 200 litrów paliwa w zbiorniku pojazdu. Potem potwierdził tę zapowiedź wiceminister Tadeusz Jarmuziewicz podczas spotkania z przewoźnikami 27 czerwca, kiedy na zaproszenie prezesa ZMPD był gościem Zgromadzenia Ogólnego Delegatów ZMPD w Otwocku. Na razie jednak nie powstał projekt zmiany w tej ustawie — mówi Anna Wrona.

Cena ropy

Kłopoty przewoźników to ostatnio nie tylko polska specjalność. W niemal całej Europie transport drogowy słania się na nogach (a raczej na kołach). Powód? Oczywisty — wysokie ceny ropy. Paliwo to przecież główny składnik kosztów ponoszonych przez firmy transportowe.

— Jeżeli utrzyma się wysoki wzrost cen ropy, wpłynie to na wzrost inflacji i może również w dłuższym okresie prowadzić do bankructwa przedsiębiorstw. Organizowane ostatnio w wielu europejskich państwach strajki i protesty przewoźników mają zwrócić uwagę wszystkich uczestników łańcucha dostaw na to, że to wzrost cen paliw powoduje z kolei wzrost kosztów prowadzenia działalności przewozowej. Jeśli chcemy zahamować powyższy proces, to w najbliższej przyszłości konieczne będzie dzielenie się kosztami przez wszystkich uczestników łańcucha, łącznie z finalnymi konsumentami — mówi Janusz Górski, prezes DB Schenker w Polsce.

Dodaje, że nawet jeżeli wzrost cen ropy zostałby zahamowany, to i tak przewoźnicy nadal będą się spodziewać, że odbiorcy wezmą na siebie część kosztów.

Z kolei Adam Chazanow, prezes Geopost na południową i wschodnią Europę, podkreśla, że ostatnie podwyżki cen paliw skutecznie pomniejszają, a czasem nawet eliminują marże firm transportowych.

— Przewoźnicy robią więc wszystko, aby przenieść rosnące koszty paliw na swoich klientów. Mniejsze firmy, które mają znacznie słabszą pozycję negocjacyjną, zostaną prawdopodobnie tą sytuacją dotknięte najmocniej. Nada to z kolei dodatkowego impetu nieustającej fali konsolidacji w przemyśle transportowym i logistycznym. Wpływ cen paliw połączony z nieproporcjonalnie wysokim wskaźnikiem inflacji zarobków oraz niedoborami siły roboczej oznacza, iż atrakcyjność Europy Środkowej jako bazy produkcyjnej i logistycznej nie wzrasta w tak dużym stopniu, jak miało to miejsce w przeszłości — podkreśla Adam Chazanow.

Gwóźdź do trumny

Sytuacja transportowa jest napięta w całej Europie. Tymczasem UE szykuje wysokie opłaty drogowe dla ciężarówek. Komisja Europejska chce w ten sposób zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza i kontrolować korki. Zgodnie z dyrektywą 2006/38/WE komisja przedstawiła 10 czerwca model oceny wszystkich kosztów zewnętrznych. Zostanie on wykorzystany do wyliczenia przyszłych opłat infrastrukturalnych. Jak podała „Rzeczpospolita”, dyrektywa mówi o opłatach dla wszystkich rodzajów transportu, ale jej głównym celem jest przerzucenie przewozów drogowych na kolej. Obliczono, że wyemitowany przez ciężarówkę gram tlenków azotu na kilometr na wszystkich drogach kosztuje 0,44 eurocenta, natomiast wyemitowany gram sadzy to koszt 10 eurocentów na drogach przedmiejskich i 2,6 eurocenta na pozostałych drogach międzymiastowych. Podobne wyliczenia dotyczą hałasu i zatłoczenia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu