Nie przebrzmiał jeszcze głośny spór o miedziowe koncesje między KGHM a kanadyjską firmą Miedzi Copper, a już zanosi się na kolejny. I to trudniejszy. Chodzi o złoża soli kamiennej i potasowej w okolicach Pucka.
![URODZAJ NA SUROWCE: Najwięcej chętnych jest w okolicach Pucka na sól potasową,
ale KGHM ma jeszcze nadzieję na rozpoznanie tam złoża miedzi. Na dodatek na tym samym
obszarze znajdują się złoża gazu z łupków. [FOT. BLOOMBERG] URODZAJ NA SUROWCE: Najwięcej chętnych jest w okolicach Pucka na sól potasową,
ale KGHM ma jeszcze nadzieję na rozpoznanie tam złoża miedzi. Na dodatek na tym samym
obszarze znajdują się złoża gazu z łupków. [FOT. BLOOMBERG]](http://images.pb.pl/filtered/15e46f63-fe6e-4fe0-98ea-0ecf58ed203f/d662540f-fc83-59bc-8f2a-15b4adc3a331_w_830.jpg)
— To będzie kolejna, po miedzi, trudna sprawa dla resortu środowiska — mówi nam przedstawiciel Ministerstwa Środowiska, które odpowiada za wydawanie koncesji.
Dziury w prawie
W przypadku sporu o koncesje miedziowe ministerstwo ma do czynienia tylko z dwiema rywalizującymi firmami, a w przypadku koncesji w okolicach Pucka rywalizujących firm jest aż cztery, państwowy KGHM i trzy prywatne: Mineralis z grupy Romana Karkosika, Polski Potas i Darley Energy. To nie koniec komplikacji — awantura o miedź dotyczy tylko tego jednego surowca, a w okolicach Pucka nachodzą na siebie złoża soli, gazu z łupków i miedzi (o soli oraz miedzi pisze w swoim wniosku KGHM). Polska, w której boom na surowce zaczął się ledwie kilka lat temu, jest na to kompletnie nieprzygotowana. Administracja nie przewidziała bowiem, że na koncesję może być więcej niż jeden chętny lub wielu chętnych na różne surowce w tej samej przestrzeni. Nie pomoże teraz nawet przygotowywana nowelizacja prawa geologicznego i górniczego.
— Nowelizacja niestety nie porządkuje kwestii hierarchii surowców. Do ustalenia takiej hierarchii potrzebna jest oficjalna polityka surowcowa, a tej nie ma — mówi oględnie Herbert Wirth, prezes KGHM. Dosadniejszą ocenę usłyszeliśmy od Piotra Woźniaka, byłego wiceministra środowiska i byłego głównego geologa kraju.
— Nie ma reguł dotyczących kolizji wniosków lub złóż. Kłopot jest już wtedy, kiedy o tę samą koncesję stara się więcej niż jedna firma. A kłopot jest jeszcze większy, kiedy te firmy chcą szukać różnych surowców — uważa Piotr Woźniak.
Mieszanka złóż
Na razie rozgrywka w okolicach Pucka zapowiada się na długotrwałą. Po pierwsze — sami wnioskodawcy uzupełniają jeszcze wnioski, po drugie — procedura opiera się nie na przetargu, tylko na uznaniowej decyzjiresortu, więc można się spodziewać protestów i odwołań (tak jak w przypadku miedzi). Jest jeszcze trzeci powód — nowe koncesje solne będą nachodzić na koncesję łupkową, przydzieloną już wcześniej firmie Lane Energy.
— W ramach procesu musimy też uwzględnić opinię tego posiadacza koncesji — mówi Paweł Mikusek, rzecznik resortu środowiska.
Nawet kiedy uda się już cały proces doprowadzić do końca i skutecznie przyznać nowe koncesje, to trzeba się przygotować na ewentualne konflikty. Przecież na tej samej przestrzeni operować będą firmy poszukujące łupków, soli i, być może, miedzi. Resort środowiska uspokaja, że to nie problem.
— Nie ma regulacji określających pierwszeństwo jednych surowców przed drugimi. W przypadku poszukiwania czy wydobywania różnych kopalin na tym samym obszarze właściciele koncesji są zobowiązani ze sobą współpracować, informować się nawzajem — podkreśla Paweł Mikusek. Jego zdaniem, węglowodory (czyli gaz i ropa) i tak z reguły występują na innej głębokości niż pozostałe kopaliny (np. pokłady łupków z gazem niekonwencjonalnym niżej niż węgiel), dlatego jedna koncesja nie wyklucza drugiej.
Da się, ale nie zawsze
Przykłady takiej kolizji znajdują się m.in. na Lubelszczyźnie (dotyczą węgla kamiennego) oraz Dolnym Śląsku (dotyczą rud metali). Zapytaliśmy Piotra Woźniaka, jak taka współpraca wygląda w praktyce.
— Niektóre firmy protestowały i słały do nas pisma, że nie życzą sobie wymogu informowania siebie nawzajem — przypomina Piotr Woźniak. Problemów nie widzi natomiast Stanisław Speczik, szef Miedzi Copper.
— Praktycznie wszystkie nasze koncesje pokrywają się z koncesjami gazowymi i nie mamy żadnych problemów ze współpracą. Jesteśmy nawet w przededniu przekazania jednego z otworów San Leonowi, bo szukając miedzi, przypadkiem natrafiliśmy na złoże gazu — mówi Stanisław Speczik.
Dobry weekend mieli akcjonariusze KGHM, którzy w piątek śledzili kurs spółki oraz wypowiedzi jej zarządu. Przy okazji ogłaszania wyników zarząd sypnął bowiem optymistycznymi szacunkami: cena miedzi może na koniec roku przekroczyć 8 tys. USD za tonę, a wcześniejsze pogłoski o groźbie światowej nadpodaży są nieaktualne. KGHM spodziewa się wręcz nadwyżki popytu nad podażą surowca. Największym wyzwaniem dla KGHM jest teraz uruchomienie kopalni Sierra Gorda w Chile. Prace zrealizowano tam już w 90 proc., wydano 3,4 mld USD z budżetu wynoszącego 3,9 mld USD, a otwarcie zaplanowano na drugi kwartał. Kłopotem są jednak ekolodzy, którzy w chilijskim sądzie podważyli decyzje środowiskowe dla transportu miedzi z Sierra Gorda do portu. KGHM zamierza się odwołać. Prognoz na 2014 r. KGHM nie podał, ale zarząd oświadczył, że konsensus rynkowy uważa za pesymistyczny. Średnia prognoz analityków na ten rok mówi o 2,26 mld zł zysku netto.