Ubezpieczone szaleństwo

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 26-10-2007, 00:00

Skręcona noga, złamana narta… Nie tylko boli, ale także rujnuje kieszeń. Chyba że wykupi się polisę.

Narciarski kurort wybrany. Deski, spodnie, kurtka, gogle — kupione. Wszystko? Nie. A polisa? Jej brak może sprawić, że wyjazd stanie się bardzo, bardzo drogi.

Jakoś się uda

Najczęstszy powód, dla którego narciarze nie wykupują polis, to wcale nie pieniądze — ubezpieczenie dwutygodniowego wyjazdu kosztuje 100-150 zł. Powodem jest wyobraźnia. Albo jej brak, albo zbyt bujna. W obu przypadkach narciarz wyobraża sobie, że nic mu się na wyjeździe nie stanie. Skoro tak, to wydanie kilkudziesięciu złotych na polisę uznaje za niepotrzebny wydatek. I gorzko może pożałować.

— Turysta uległ wypadkowi na stoku. Złamał nogę, zniszczył sprzęt narciarski. Na stok nie dało się dotrzeć drogą, konieczny był transport śmigłowcem ratowniczym. Potem zabieg chirurgiczny w szpitalu. Po kilku dniach hospitalizacji poszkodowanego przetransportowano do Polski. Łączny koszt pomocy sięgnął 12 tys. euro — wylicza Katarzyna Szepczyńska, dyrektor departamentu ubezpieczeń turystycznych i osobowych Signal Iduna.

Jeśli taki pechowiec nie ma polisy — za niecałe 60 zł na tydzień — za akcję ratowniczą zapłaci z własnej kieszeni. A to nie koniec możliwych nieszczęść.

— Może się zdarzyć, że narciarz wpadnie na kogoś i spowoduje jakiś uraz. W zachodnich krajach to normalne, że koszty leczenia pokrywa sprawca. Jeśli polisa daje ochronę OC, nie musimy się tym martwić — dodaje Marta Majewska-Grabowska, menedżer ubezpieczeń podróżnych w Generali.

Jeździsz — nie pij!

Polisy turystyczne — zwane też podróżnymi — proponują: Signal Iduna, Generali, Allianz, PZU, PTU, Inter Tour. Minimum to pokrycie kosztów leczenia za granicą i pomocy lekarskiej w razie wypadku. Bardziej rozbudowane pakiety zawierają również usługi assistance.

— W razie wypadku wystarczy telefon do nas. Zorganizujemy pomoc lekarską na miejscu. To zmniejsza stres, i tak duży w związku z wypadkiem — przekonuje Marta Majewska-Grabowska.

Lepsze pakiety zapewniają także ubezpieczenie sprzętu narciarskiego od kradzieży i zniszczenia. Powinni o tym pomyśleć właściciele drogiego ekwipunku. Warto sprawdzić, czy ubezpieczyciel oferuje „bezskładkowe przedłużenie ochrony”. Dzięki tej opcji, polisa chroni także po jej teoretycznym wygaśnięciu. Będzie to pomocne, jeśli w drodze powrotnej popsuje się samochód i trzeba będzie zostać dłużej za granicą.

Warto pamiętać, że cierpliwość ubezpieczyciela ma granice. Grzane piwo czy wino na stoku to kiepski pomysł, bo w razie wypadku ubezpieczyciel może odmówić przyjęcia odpowiedzialności. Podobnie, jeśli przyjdzie komuś ochota jeździć poza wyznaczonymi trasami. Dla wahających się jaką ofertę wybrać, mamy jeszcze jedną radę — warto porównać limity odpowiedzialności i spis wyłączeń, bo nie zawsze najtańsza polisa jest najlepsza. l

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu