UE jest gwarancją napływu kapitału

Wiktor Krzyżanowski
21-02-2001, 00:00

UE jest gwarancją napływu kapitału

Koniec prywatyzacji w Polsce nie musi oznaczać spadku inwestycji bezpośrednich

Wielkość bezpośrednich inwestycji zagranicznych, jednego z głównych elementów równoważenia deficytu w bilansie płatniczym Polski, może w najbliższych miesiącach znacznie się zmniejszyć. Część ekonomistów pociesza jednak, że są szanse na ich ponowny wzrost w dłuższym okresie.

Polski rząd wielokrotnie był krytykowany za opieszałość w prywatyzacji, uznawanej za główne źródło bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI — Foreign Direct Investments), ale ich wielkość liczona zarówno nominalnie, jak i jako procent PKB utrzymuje się wciąż na wysokim poziomie w porównaniu z innymi krajami Europy Środkowej i Wschodniej. Co więcej — bezpośrednie inwestycje zagraniczne, czyli środki zagranicznych przedsiębiorstw przeznaczane bądź na bezpośredni zakup udziałów w istniejących firmach w Polsce, bądź na tworzenie przedsiębiorstw od podstaw, wykazywały dotąd lekką tendencję wzrostową. Ekonomiści przewidują jednak wyhamowanie tego trendu w średnim okresie.

Bezpośrednie lepsze

Inwestycje bezpośrednie łagodzą skutki dużego deficytu na rachunku obrotów bieżących. Przede wszystkim jednak umożliwiają poprawę sytuacji polskich firm, zwiększanie przez nie nakładów inwestycyjnych, zatrudnienia i produkcji. To z kolei gwarantuje wyższe wpływy z podatków i szybszy wzrost gospodarczy.

Takie inwestycje wydają się znacznie bardziej korzystne dla polskiej gospodarki niż inwestycje portfelowe, będące drugą kategorią rachunku obrotów kapitałowych. Inwestycje portfelowe wpływają na rynek kapitałowy, i tylko pośrednio wspomagają gospodarkę, zwłaszcza jeśli chodzi o ratowanie bilansu płatniczego. Do tego — według klasyfikacji OECD — tylko inwestycje bezpośrednie gwarantują długookresowe zainteresowanie inwestora przedsiębiorstwem.

Prywatyzacja przyspiesza...

Podobnie jak Polska, większość krajów Europy Środkowej i Wschodniej odnotowywała w ostatnich miesiącach systematyczny wzrost wielkości bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Było to związane z postępami prywatyzacji. Ten postęp nie był jednak równomierny.

— Liderem prywatyzacji są Węgrzy, którzy sprzedali już niemal wszystkie większe przedsiębiorstwa. Polska minęła półmetek tej drogi, zaś Czechy wciąż nie mogą go osiągnąć — mówi Bechara Madi, analityk banku inwestycyjnego Morgan Stanley Dean Witter.

Prywatyzacja jest głównym, choć nie jedynym, czynnikiem, który wywołał napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do krajów Europy Środkowej i Wschodniej po 1990 roku. W raporcie poświęconym FDI analitycy MSDW wymieniają także reformy strukturalne, perspektywę członkostwa w Unii Europejskiej oraz inwestycje motywowane niskimi kosztami siły roboczej w regionie.

...ale musi się skończyć

Większość ekonomistów jest zgodna, że w ciągu dwóch lat liderom regionu, czyli Polsce, Węgrom i Czechom, uda się praktycznie zakończyć proces prywatyzacji większych przedsiębiorstw państwowych. Kraje te znajdą się wówczas w trudnej sytuacji, bo inwestycje bezpośrednie nie będą rosły już tak szybko.

Według ekonomistów MSDW, jest nadzieja, że po spadku w średnim okresie w dłuższym ruszy kolejna fala inwestycji zagranicznych w Polsce. Jej głównym powodem będzie wstąpienie Polski do Unii Europejskiej.

— Inwestorzy mają zaufanie do długookresowej polityki gospodarczej oraz perspektyw wzrostu w Polsce. Badania pokazują, że Polska jest obdarzana sporym zaufaniem — twierdzi Bechara Madi.

Potwierdzają to niezależne badania. Według ankiety przeprowadzonej przez renomowaną firmę konsultingową AC Kearney wśród biznesmenów w krajach wysoko rozwiniętych, Polska wypada bardzo dobrze: tuż za prowadzącymi w rankingu Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Chinami i Brazylią. Nasz kraj wyprzedza w tym rankingu inne kraje UE, m.in. Niemcy i Francję, stawkę zamykają Czechy i Węgry.

Także analitycy Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych twierdzą, że po okresowym spadku FDI w 2002 r. nastąpi zmiana tej tendencji.

— Spodziewamy się w kolejnych latach wzmożonego napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W dużym stopniu będzie to jednak zależne od negocjacji z UE oraz kalendarza wstępowania Polski do Unii — zastrzega Łukasz Rawdanowicz, analityk CASE.

Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych twierdzi, że należy oddzielić prywatyzację od normalnych inwestycji bezpośrednich. Obecnie takie inwestycje w Polsce, nie związane z prywatyzacją, wynoszą 3 do 4 mld USD rocznie. Zdaniem Witolda Orłowskiego, przyjęcie Polski do UE może wpłynąć na znaczne zwiększenie tych inwestycji.

— Przykład Hiszpanii pokazuje, że jest to możliwe. Inwestycje bezpośrednie wzrosły w tym kraju do 10 mld USD. Podobnie może być w przypadku Polski. Trudno jednak na razie powiedzieć, jak szybko możemy liczyć na taki wzrost. To głównie zależy od nas samych. Inwestorzy ze szczególną uwagą będą analizować stan polskiej gospodarki i perspektywy jej wzrostu — mówi Witold Orłowski.

Konkurencja z Azji

Ekonomiści MSDW podkreślają, że zarówno w Polsce, jak i w Czechach sporą zachętą dla inwestorów były dotąd ulgi podatkowe i specjalne strefy ekonomiczne. Działania osłonowe jednak się kończą, zaś perspektywa członkostwa w UE wymusza likwidację preferencji dla inwestorów. Ponadto kraje byłego bloku wschodniego muszą liczyć się z konkurencją w postaci tanich rynków pracy w Azji. Kilka dużych firm zagranicznych już opuściło Węgry i przeniosło się do Tajlandii lub Indonezji.

Inwestorów może także odstraszać nie do końca stabilna sytuacja polityczna w Polsce, Czechach i na Węgrzech. Wszystkie kraje są w okresie przedwyborczym i nie do końca wiadomo, jaką politykę zastosują nowe rządy.

Obecne władze w tych krajach nie stosują ponadto optymalnej polityki przyciągania inwestorów. Analitycy MSDW mają co do tego poważne zastrzeżenia.

- To, co dzieje się w prywatyzowanym PZU, może budzić obawy. Trudno będzie przekonać potencjalnych inwestorów, że podobne sytuacje nie wydarzą się w przyszłości — przestrzega Bechara Madi.

Teraz rynek

PZU jest jednym z ostatnich polskich prywatyzowanych gigantów. Plany polskiego rządu wskazują jednak, że kilka prywatyzacji (lub ich kontynuacji), które są jeszcze przed nami, budzić może równie wielkie emocje. Wiadomo, że gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze, zawsze pojawiają się grupy interesów. Zdaniem ekonomistów, rząd nie powinien być jedną z nich, ale pełnić rolę katalizatora przemian.

Dlatego też analitycy MSDW twierdzą, że z punktu widzenia ekonomii to dobrze, że prywatyzacje już się kończą. W perspektywie dwóch, trzech lat jedynymi argumentami, które mogą przyciągać bezpośrednie inwestycje zagraniczne do krajów Europy Środkowej i Wschodniej, będą stabilność gospodarcza, prawna i polityczna. To one zdecydują, czy FDI trafiać będą między innymi do Polski, czy też zachodnie firmy zdecydują się na lokowanie pieniędzy bądź to u naszych wschodnich sąsiadów, bądź też w Azji, gdzie mimo niedawnego kryzysu, wciąż mamy do czynienia z tygrysami.

Okiem eksperta

Polska staje się coraz bardziej wiarygodna

Kapitał będzie napływał do Polski, nawet jeżeli nie uda się nam wejść do Unii do 2005 roku. W naszym kraju jest w co inwestować. Pod jednym warunkiem: trzeba ograniczyć biurokratyczne przeszkody.

Nie widzę powodów, dla których miałby nastąpić koniec napływu inwestycji z Unii Europejskiej, USA czy Azji. Polska ma doskonałe położenie geograficzne, a Polacy doskonale znają mentalność Wschodu i zdążyli już poznać mentalność Zachodu.

Wejście do UE spowoduje napływ kapitału do Polski. Nasz kraj stał się bardziej wiarygodny dla inwestorów w momencie podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, przyjęcia do NATO. Ta wiarygodność rośnie w miarę postępowania negocjacji z “piętnastką”.

Mirosław Gronicki

główny ekonomista BIG BG

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Krzyżanowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / UE jest gwarancją napływu kapitału