Ustawa może stłamsić kredyty

opublikowano: 10-01-2019, 22:00

Banki i firmy pożyczkowe nie będą mogły rozwijać modeli do oceny ryzyka kredytowego — wynika z projektu zmian wprowadzanych pod pretekstem RODO. Straty gospodarki mogą iść w miliardy — ostrzegają eksperci

W Sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy, doprecyzowującym przepisy pod kątem RODO — unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (numer 3050). Proponowane zmiany w prawie bankowym zakładają stworzenie zamkniętego katalogu danych, wykorzystywanych do oceny ryzyka kredytowego konsumentów — art. 49 pkt 4. Sęk w tym, że znalazły się w nim podatkowe dane personalne i finansowe. Tymczasem obserwujemy wysyp rozwiązań technologicznych, umożliwiających analizę danych behawioralnych na podstawie śladów, jakie zostawiamy po sobie w internecie, czy zostawianych przez nasze urządzenia z aktywną funkcją geolokalizacji. Pożyczkodawcy nie będą mogli z nich korzystać, nawet jeśli klient wyrazi zgodę. Pomysł stworzenia sztywnego katalogu krytykuje środowisko bankowe i firmy pożyczkowe. Uważają oni go za kuriozum, którego efektem będzie więcej nieściąganych długów. Rykoszetem oberwą fintechy.

Ambicją Marka Zagórskiego, szefa resortu cyfryzacji, jest cyfryzacja
państwa i znoszenie barier na drodze do rozwoju fintechów. Tymczasem pilotuje
prace nad ustawą, która może go ograniczyć.
Zobacz więcej

KONTROWERSYJNA USTAWA:

Ambicją Marka Zagórskiego, szefa resortu cyfryzacji, jest cyfryzacja państwa i znoszenie barier na drodze do rozwoju fintechów. Tymczasem pilotuje prace nad ustawą, która może go ograniczyć. Fot. Marek Wiśniewski

Burzliwe obrady

Rządowym projektem, którym pilotuje resort cyfryzacji, skierowanym do Sejmu pod koniec listopada, w środę zajęła się podkomisja nadzwyczajna powołana przez Komisję Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka. W trakcie obrad przedstawiciele banków i firm pożyczkowych apelowali do resortu cyfryzacji o zmiany w projekcie. Tadeusz Białek ze Związku Banków Polskich (ZBP) przekonywał, że żaden kraj nie wprowadził zamkniętego katalogu danych, na podstawie których można dokonać oceny ryzyka kredytowego. Co więcej, takich wymogów nie stawia rozporządzenie RODO. Natomiast przedstawiciele Biura Informacji Kredytowej (BIK) tłumaczyli, że zmiana doprowadzi do destrukcji modeli scoringowych. Argumenty nie przekonały jednak resortu.

„Prowadzenie zamkniętego katalogu zmiennych, wykorzystywanych do oceny zdolności kredytowej, ograniczonego do przebiegu realizacji zobowiązania, sytuacji finansowej kredytobiorcy (jego dochodów i wydatków) oraz jedynie podstawowych charakterystyk socjodemograficznych powoduje, że ocena ryzyka kredytowego staje się statyczna i mało elastyczna na zmiany zachowań kulturowych, społecznych i rynkowych. W wyniku niższej efektywności modeli wzrośnie ryzyko kredytowe portfela. W związku z tym instytucje mogą ograniczyć akcję kredytową lub zaakceptują podwyższone ryzyko kredytowe, ale jego koszty będą musiały przenieść na kredytobiorców” — przestrzega BIK w przesłanym „PB” stanowisku.

Groźne dla wszystkich

Zmiany w prawie krytykuje też Polski Związek Instytucji Pożyczkowych (PZIP), który reprezentuje interesy ponad 60 firm pożyczających wyłącznie przez internet. W piśmie wysłanym do resortu finansów w czwartek organizacja uzasadnia, że narzucanie sztywnych ram systemom scoringowym „zaowocuje”, zarówno po stronie firm pożyczkowych, jak i banków, większą liczbą błędnych decyzji kredytowych, czyli niespłacanych kredytów i pożyczek konsumenckich.

— Biorąc pod uwagę wielkość rynku kredytowego, w dłuższym czasie straty dla gospodarki mogą iść w miliardy złotych — ocenia Jarosław Ryba, prezes PZIP.

— Jest to bardzo groźna regulacja dla fintechów, banków i klientów. Nasz system scoringowy w dużej mierze opiera się na analizie big data i w naszych modelach statystycznych wykorzystujemy ponad 140 różnych danych. Przykładowo kobiety w wieku 30-35 lat, robiące zakupy w sklepach dziecięcych, statystycznie mniej się opóźniają z płatnościami. Mężczyźni w wieku 18-21 lat, którzy jako miejsce pracy w swoim profilu na Facebooku mają wpisane „Szlachta nie pracuje”, są statystycznie gorszymi płatnikami. To tylko dwa przykłady, ale dzięki tego typu danym jesteśmy w stanie bardzo precyzyjnie określić dwa kluczowe wskaźniki: prawdopodobieństwo spłaty kredytu oraz terminowość spłaty. Tylko dzięki temu jesteśmy w stanie utrzymać poziom akceptacji wniosków powyżej 80 proc., przy wskaźniku niespłaconych kredytów w okolicach 2 proc. Mamy przygotowany plan na wypadek wejścia tych przepisów w życie, ale odbędzie się to kosztem konsumenta — po prostu kredyty będą droższe — tłumaczy Radosław Nawrocki, prezes PayPo, fintechu oferującego odroczone płatności.

Dostęp do finansowania będzie też trudniejszy dla młodych firm.

— Ze względu na ocenę ryzyka kredytowego utrudniony dostęp do finansowania w bankach mają start-upy, mikroprzedsiębiorstwa i firmy działające w innowacyjnych branżach. Często nie spełniają wymogów finansowych, a przecież to właśnie one najbardziej potrzebują dostępudo pieniędzy na rozwój. Dlatego instytucje finansowe, nie tylko fintechy, ale też klasyczne banki, poszukują nowych źródeł danych, pozwalających lepiej ocenić wiarygodność klienta, którego przy klasycznym scoringu musieliby odrzucić — twierdzi Marek Chlebicki, dyrektor w zespole usług doradczych dla sektora finansowego w PwC.

Krok do tyłu

Zdaniem ekspertów, jeśli przepis zmaterializuje się w obecnym kształcie, firmy przestaną inwestować w automatyzację modeli scoringowych, które nieporównywalnie lepiej niż człowiek oceniają ryzyko kredytowe konsumenta.

— Wprowadzenie ustawy w obecnym brzmieniu istotnie ograniczy możliwość stosowania innowacyjnych komponentów, czyli informacji o tym, kiedy i za co płacimy kartą oraz gdzie robimy zakupy. Co więcej, ograniczy to rozwój modeli scoringowych. W rezultacie może to skutkować mniejszą dokładnością oceny ryzyka kredytowego. W tej sytuacji instytucje finansowe będą podejmować większe ryzyko błędnych decyzji, udzielając kredytu klientowi, który następnie go nie spłaci, albo ograniczyć działalność kredytową — ocenia Krystian Kamyk, dyrektor warszawskiego biura AT Kearney.

Specjaliści oceniają, że proponowana zmiana w prawie to krok wstecz.

— Przy obecnym tempie życia i liczbie udzielanych pożyczek nie wyobrażam sobie, żeby miało to odbywać się bez użycia automatyzacji. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią: fintechy bez automatyzacji procesów oceny ryzyka klienta będą jak telekomunikacja na początku XX wieku, gdy telefonistki ręcznie łączyły zgłaszających się abonentów z wolnymi w danej chwili telefonistkami łączeniowymi. Te przyjmowały zamówienia i dokonywały połączenia, wtykając kable do odpowiednich dziurek — mówi Piotr Mieczkowski, dyrektor wykonawczy Fundacji Digital Poland.

Sprawdź program konferencji "RODO w marketingu", 14-15 stycznia 2019 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy