W razie czego się przekręci

Jacek Zalewski
opublikowano: 06-09-2010, 00:00

Po konsultacjach z partnerami społecznymi wstępny projekt ustawy budżetowej na rok 2011 zmieni się jedynie kosmetycznie i wpłynie do Sejmu 30 września w kształcie przyjętym przez Radę Ministrów w miniony piątek (czytaj obok). Parlament jakieś tam szczegóły zmieni, ale nie generalia — w tym rzecz jasna nie wysokość deficytu. Budżet 2011 skrojony został zgodnie z potrzebami roku wyborczego — po stronie wydatkowej bez cięć, po dochodowej wzrosty zostały rozwodnione. Na przykład zamrożenie progów PIT to podwyżka podatku nieporównanie bardziej dyskretna od ruszenia samej stawki.

W kolejnych ustawach budżetowych przepisywana jest prawna nielogiczność, corocznie skutkująca finansowym samooszukiwaniem się — sformułowanie, iż regulują one dochody, wydatki i deficyt budżetu "państwa". Trudno precyzyjnie zdefiniować, co ustawa obejmuje, ale to budżet jedynie "rządowej części sektora finansów publicznych". W części samorządowej zadłużanie się każdej jednostki także podlega procedurom ostrożnościowym, jednak te kamienie sumują się w głaz u szyi finansów publicznych.

W tym kontekście przesadne jest emocjonowanie się liczbami zapisanymi w cząstkowej ustawie, na przykład czy ze spółek skarbu państwa wydoi się 9,2 mld zł czy tylko 8,5. W razie problemów uruchomiona zostanie kreatywna księgowość. Za rok o tej samej porze, gdy będzie się rozkręcała kampania wyborcza do parlamentu i ogłoszony zostanie projekt budżetu 2012, cząstkowe wykonanie roku 2011 na pewno okaże się właściwe! Najwyżej rozwinie się kilka miliardów, sprytnie zrolowanych z deficytu tegorocznego. Ubiegłoroczne przeksięgowanie obciążenia 10 mld zł z ustawy do funduszu drogowego dowodzi, że proceder przywołany w tytule ma przyszłość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane