W triathlonie się sprawdzam

Robert Rybarczyk
opublikowano: 19-02-2021, 14:30

W prowadzonych przez nią salonach fryzjerskich dla dzieci można zrobić nawet irokeza w kształcie zielonej jaszczurki. Anna Sitek-Krakowiak, właścicielka sieci Fryzjerek, po godzinach pływa, biega i jeździ na rowerze.

Pomysł na biznes:
Pomysł na biznes:
Anna Sitek-Krakowiak od 11 lat prowadzi sieć salonów dla dzieci Fryzjerek. To miejsce ma przełamywać stereotyp, że maluchy boją się wizyt u fryzjera.
K.Jarczewski

Mały klient na fryzjerskim fotelu wciąż kręci głową, krzyczy, że nie można obcinać mu włosów, nie można dotykać jego głowy, że nie chce. Namowy rodziców niczego nie zmieniają. Pierwsze strzyżenie się nie odbyło. Dopiero podczas kolejnego telewizor z bajkami na ścianie zamiast lustra zaczarował malucha.

– Oczywiście takie dzieci się zdarzają. Rodzice nie zawsze wiedzą, jak zachowa się ich dziecko konkretnego dnia. Nie zawsze mają na to wpływ. Mam wrażenie, że czasami to rodzice są najbardziej zestresowani obawą o zachowanie dziecka, a przecież my nie oceniamy, tylko pomagamy. Dzieci to tacy sami ludzie jak my. Też mają lepsze i gorsze dni, spadki formy albo po prostu rano wkurzą się na Staśka z Krasnoludków. Różnica jest tylko taka, że dzieci nie przyswoiły jeszcze, że okazywanie emocji nie zawsze jest dobrze widziane. I super – twierdzi Anna Sitek-Krakowiak, właścicielka Fryzjerka.

Swoją sieć salonów dla dzieci prowadzi od 11 lat. To miejsce ma przełamywać stereotyp, że dzieci boją się wizyt u fryzjera. Na stronie firmy można przeczytać: „stworzyliśmy miejsce, gdzie dziecko dobrze się czuje. Szybko oswaja nową sytuację i jest gotowe do zabawy w samolociku lub ogląda bajkę. Nowa fryzura powstaje w mgnieniu oka”.

Pracownicy mają swoje patenty na uspokojenie małych klientów.

– Bajki są w porządku, ale znamy wiele innych sposobów, które działają lepiej. Dzieci są niezwykle empatyczne, dlatego mamy w salonach kosze na śmieci w kształcie zwierzątek. Tworzymy nowy, abstrakcyjny świat. Mówimy dziecku, że to lwiątko żywi się wyłącznie włosami i jest bardzo głodne, od dawna już nic nie jadło. Nakarmimy je? – mówi właścicielka sieci.

W planie dnia:
W planie dnia:
Anna Sitek-Krakowiak, właścicielka Fryzjerka, podczas treningu. Stara się ćwiczyć dwa razy dziennie.
Krzysztof Jarczewski

Czy klienci proszą o fryzurę na Lewandowskiego?

– Są oczywiście mody. Bardzo zbliżone do mód dorosłych, pomijając brody. Staramy się przekonać rodziców, że Lewandowski nie wygląda jak Lewandowski, kiedy wstaje rano. I Karolek też będzie wymagał pewnej stylizacji. Jeśli rodzice są tego świadomi, robimy dokładnie tak, jak sobie życzą. Zazwyczaj proponujemy klasyczne fryzury, które będą dobrze wyglądały, nawet jeśli zaśpimy do przedszkola. Ale na specjalne okazje robimy irokezy w kształcie zielonej jaszczurki. Latem modne są cieniutkie warkoczyki, czasami kolorowe. Naszym celem są przede wszystkim zdrowe i zadbane włosy. Zawsze informujemy, jeśli jakiś pomysł może być dla włosów trudny do zniesienia – twierdzi Anna Sitek-Krakowiak.

Z tarczą, nie na tarczy

Droga do celu:
Droga do celu:
Zaczęłam biegać w 2015 r., a w 2017 postanowiłam przebiec pierwszy maraton. Wcześniej były starty w półmaratonach – wspomina Anna Sitek-Krakowiak.
Krzysztof Jarczewski

Siedem punktów w pięciu miastach: Łodzi, Wrocławiu, Kaliszu, Gorzowie Wielkopolskim i Warszawie. Wszystkie w centrach handlowych. Jak każdy biznes w Polsce, fryzjerstwo także cierpi z powodu pandemii koronawirusa.

– To dla nas trudny czas. Mieliśmy dwa lockdowny. W pierwszym byliśmy zamknięci całkowicie. W drugim pracowaliśmy w zamkniętych galeriach. W przypadku usług, w dodatku słabo skalowalnych, o dużych kosztach stałych, nawet drobne spadki obrotów zagrażają opłacalności. Mamy ogromną rzeszę stałych klientów, którzy nie przestali do nas przychodzić mimo niepewnych czasów. Dlatego wspomagani tarczą Polskiego Funduszu Rozwoju, pożyczkami, kredytami przetrwaliśmy ten rok. Poświęciliśmy ten czas na szkolenia, weryfikację procesów. Jesteśmy gotowi, żeby działać. Choć nie ukrywamy, że trzeciego lockdownu bez pomocy nie przetrwamy, a na drugą tarczę się nie kwalifikujemy – mówi właścicielka Fryzjerka.

Rynkowa nisza:
Rynkowa nisza:
Pamiętałam z podróży do Stanów, że są tam salony fryzjerskie dla dzieci. Poszukałam w internecie i okazało się, że w Polsce takiego nie było. Założyłam więc Fryzjerka – mówi Anna Sitek-Krakowiak.
K.Jarczewski

Jak teatrolożka po Uniwersytecie Jagiellońskim znalazła się w branży fryzjerskiej?

– Teatrologia to piękne, hobbistyczne studia. Polecam. Od początku wiedziałam jednak, że będę się realizowała w biznesie. Początkowo pracowałam w branży eventowej, potem w działach marketingu. Wizja własnej firmy była jednak kusząca. W pewnym momencie złożyły mi się puzzle. Potrzebowałam obciąć włosy prawie dwuletniemu Jaśkowi. Pamiętałam z podróży do Stanów, że są tam salony fryzjerskie dla dzieci. Poszukałam w internecie i okazało się, że w Polsce takiego nie było. Ponieważ w mojej ostatniej, bankowej korporacji była prosta zasada: jeśli nie ma jakiejś funkcjonalności, a klientom jest potrzebna, to ją zrób – zrobiłam Fryzjerka – wspomina Anna Sitek-Krakowiak.

Maraton w 4:21

Motywacja:
Motywacja:
Lubię zawody z ich atmosferą, ze świetnymi ludźmi, adrenaliną, satysfakcją z ukończenia, możliwością sprawdzenia się. To niesamowite uczucia i superzabawa – twierdzi właścicielka sieci Fryzjerek.
Copyright FotoMaraton.pl

Na triathlon składają się pływanie, bieganie, jazda na rowerze. Jest już dyscypliną olimpijską. Od kilku lat jest modny nawet wśród celebrytów. Uprawiają go m.in.: Piotr Adamczyk, Tomasz Karolak, Bartłomiej Topa, Maciej Dowbor i Maciej Stuhr. Polak Robert Karaś jest mistrzem i rekordzistą świata w podwójnym Ironmanie (7,6 km pływanie, 360 km rower, 84,4 km bieg w czasie 18:44:38). Osiągnął to podczas zawodów Double Ultra Triathlon w 2019 r.

Modne ostatnio jest także morsowanie, czyli zimowe kąpiele w otwartych akwenach. Albo morsowanie suche, np. wchodzenie zimą na Śnieżkę w szortach. Dlaczego więc wybrała triathlon?

– Morsowania nie czuję, ale po bieganiu chętnie zanurzam się w zimnej wodzie. To przyspiesza regenerację. Zimą korzystam na zmianę z wanny z zimną wodą i sauny. Latem moczę się w strumieniu górskim. Zaczęło się od biegania, a nawet więcej, bo od… unieruchomienia. Zwichnęłam kolano i rehabilitowałam się, chodząc po bieżni mechanicznej. Chodziłam, a inni biegali, wyglądało to głupio, więc i ja zaczęłam biegać. Spodobało mi się. Biegałam sporo i systematycznie, ale tylko na bieżni. Latem zaczęłam biegać w lesie. Rodzina nie stawiała przeszkód, bo mój mąż biega od zawsze. To raczej ja się zastanawiałam, co można robić w sobotę przez trzy godziny w lesie. Teraz już wiem. Zaczęłam biegać w 2015 r., a w 2017 postanowiłam przebiec pierwszy maraton. Wcześniej były starty w półmaratonach. W ogóle starty są najlepsze. Atmosfera, zabawa, klimat. Super. Przebiegłam ten maraton zachowawczo, jak zawsze, bo ja w ogóle biegam zachowawczo. Wyszło mi 4:21. Fantastycznie! Zaczęliśmy się bawić w turystykę maratonową. Planowałam cztery maratony i kilka półmaratonów w roku w różnych miejscach w Europie – opowiada właścicielka sieci Fryzjerek.

Triathlon pojawił się w 2018 r. Jej mąż zapisał się na zawody w Strykowie. Pojechała jako kibic. Wspomina, że „szlag ją trafiał, że on sobie jedzie na rowerze, a potem biega, a ona stoi jak wazon”. Zapisała się na ¼ dystansu na następny rok.

Zaczęła dwa razy w tygodniu chodzić na basen. Minęło sporo czasu, zanim poczuła się pewnie w nieprzezroczystej wodzie (zawody odbywają się nie na basenie, lecz w otwartych akwenach). Zdarzało się jej przepłynąć cały dystans na plecach, bo wpadała w panikę po kilku ruchach kraula w czarnej wodzie. Codziennie biegała.

Przestała się przewracać jak w kreskówce za każdym razem, kiedy zatrzymywała się na rowerze. Dwa tygodnie po kupnie roweru i butów spd (wpina się je w pedały) postanowiła przećwiczyć nawyk wypinania butów. Wybrała się do Białowieży (niemal 400 km z jej rodzinnej Łodzi). Zajęło jej to dwa dni.

– Lubię mieć plan. Bardzo mi to porządkuje życie. Zarówno w biznesie, jak w treningach planujemy od końca, czyli od najważniejszego startu w roku, najważniejszego celu. W triathlonie wiemy mniej więcej, ile czasu zajmuje każdy etap treningowy, i planujemy go na poszczególne miesiące, tygodnie, dni. Staram się trenować dwa razy dziennie, ale nie mogę trzymać się sztywno planów, bo muszą korelować z moją pracą. Na szczęście w codziennym planowaniu w większości to ja decyduję, czym się w danej chwili zajmuję, więc jest mi łatwiej. Zawsze mam w samochodzie torbę z rzeczami na basen i do biegania. Mam kartę Multisport, więc gdziekolwiek jestem, mam do dyspozycji obiekty sportowe – jeśli tylko są otwarte. Najważniejsze jest nadanie treningom takiego samego priorytetu jak innym czynnościom. Kiedy zaczynałam, miałam zasadę, że jak już wszystko zrobię, to pójdę na trening. To się nigdy nie udaje. Zawsze jest jeszcze coś do zrobienia. Nie jestem w stanie planować szczegółowo w dłuższym okresie. Jest za dużo zmiennych, ale plan tygodniowy przygotowuję w weekend i się go trzymam – zapewnia Anna Sitek-Krakowiak.

Nie stosuje szczególnej diety. Wie, czego potrzebuje, żeby komfortowo przebiec maraton. Nie jest sportową gadżeciarką, ale na pewne rzeczy, np. buty, zwraca uwagę. Zanim znalazła idealne, pożegnała się z kilkoma paznokciami. Do sprzętu podchodzi racjonalnie, musi być dobrej jakości i nie przeszkadzać w treningu. Robi sobie prezenty z urządzeń i ubrań sportowych, ale nie kupi nowego roweru, jeśli na starym może jeszcze zrobić jakiś postęp.

Postępy:
Postępy:
Dotąd udało się jej przebiec maraton w 3:58, a połówkę zawodów triathlonowych Ironman (1,9 km pływanie, 90 km rower, 21 km bieg) w 5:57.
Copyright FotoMaraton.pl

Co jej daje triathlon?

– Z jednej strony są starty, zawody z ich atmosferą, ze świetnymi ludźmi, adrenaliną, satysfakcją z ukończenia, możliwością sprawdzenia się. To niesamowite uczucia i superzabawa. Z drugiej, to miesiące przygotowań, utrzymywania się w formie, planowania, dyscypliny. Najbardziej nie lubię takiego czasu jak teraz, kiedy nie wiadomo, czy zawody się odbędą i kiedy. Trudno wtedy sprecyzować, w którym momencie cyklu treningowego jesteśmy. Trudno cokolwiek zaplanować. Brakuje mi bieżni mechanicznej. Zimą to moje ulubione narzędzie. Tylko w ten sposób potrafię narzucić sobie konkretne prędkości. Na zaśnieżonych leśnych duktach każdy trening kończy się po prostu wybieganiem – przyznaje triathlonistka.

Dotąd udało się jej przebiec maraton w 3:58, a połówkę zawodów triathlonowych Ironman (1,9 km pływanie, 90 km rower, 21 km bieg) w 5:57.

– Na razie jeszcze robię postępy i to jest motywujące. Potem pewnie pozostanie magia kategorii – podsumowuje Anna Sitek-Krakowiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane