Walutowe huśtawki nie muszą być horrorem

Rafał Fabisiak
opublikowano: 22-04-2010, 00:00

W firmach często brakuje systemów identyfikacji ryzyka kursowego. To błąd, bo zagrożenie można ograniczyć w znacznym stopniu.

Przed ryzykiem kursowym można się niemal całkowicie zabezpieczyć

W firmach często brakuje systemów identyfikacji ryzyka kursowego. To błąd, bo zagrożenie można ograniczyć w znacznym stopniu.

Jak mówi Joanna Szenk z departamentu produktów i procesów rynków finansowych w ING Banku Śląskim, za całkowite zabezpieczenie można uznać tylko pełną przewidywalność wyniku na transakcjach rozliczanych w walutach obcych. Dokładną projekcję przyszłego wyniku finansowego realizowanych transakcji umożliwia transakcja forward.

Potwierdza to Paweł Preuss, dyrektor w dziale zarządzania ryzykiem finansowym dla przedsiębiorstw Ernst Young, i dodaje, że dużo bardziej przewidywalne są zabezpieczenia firm stabilnych. Im bardziej stabilny biznes, tym mniejsze ryzyko.

Hedging ponad wszystko

Specjaliści radzą, że przy zabezpieczaniu się przed ryzykiem finansowym pierwszym krokiem powinien być hedging. Niekiedy w pełni eliminuje on ryzyko. Niebagatelne znaczenie mają tu też transakcje pochodne. Najlepiej zabezpieczyć się pozwalają instrumenty, które odzwierciedlają kwoty i terminy przepływów walutowych związanych z prowadzoną działalnością.

— Takimi narzędziami są między innymi transakcje forwardowe oraz zakupione opcje walutowe typu plan vanilla (najbardziej standardowe) — tłumaczy Joanna Szenk.

Paweł Preuss wyróżnia natomiast dwa typy transakcji pochodnych: symetryczne, czyli forward i NDF (Non-Deliverable Forward) oraz opcyjne.

— Jeżeli opcje są nabywane to są najbezpieczniejszymi instrumentami, ale należy pamiętać, iż wiąże się to z koniecznością zapłacenia premii opcyjnej przez przedsiębiorstwo. Dlatego w praktyce większość firm zawiera transakcje symetryczne — dodaje Paweł Preuss.

Forward to transakcja kupna lub sprzedaży walut w przyszłości po kursie ustalonym w momencie zawierania transakcji. Kurs ten obowiązuje w dniu rozliczenia bez względu na aktualną rynkową cenę waluty.

Z kolei opcje walutowe dają nabywcy prawo do zakupu (tzw. call) lub sprzedaży (tzw. put) waluty w przyszłości po kursie ustalonym w momencie zawarcia transakcji, w zamian za premię zapłaconą na rzecz wystawcy. Ten ostatni ma obowiązek zrealizowania opcji, jeśli nabywca zwróci się z takim żądaniem. Do wykonywania opcji nie dochodzi, gdy kurs jej realizacji jest mniej korzystny dla posiadacza niż obowiązujący kurs rynkowy.

Wyróżnia się dwa podstawowe rodzaje opcji: europejską (realizacja możliwa tylko w ustalonym z góry dniu) i amerykańska (wykonanie opcji jest możliwe do dnia realizacji włącznie).

— Opcja europejska wykorzystywana jest głównie w przypadku możliwości ścisłego sprecyzowania daty przyszłych przepływów walutowych. Amerykańska — kiedy nie ma możliwości takiego sprecyzowania — tłumaczy Joanna Szenk.

Strategie zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym różnią się w zależności do specyfiki działalności. Zatem inna będzie strategia importera, a inna eksportera.

Importer a eksporter

Jak mówi Joanna Szenk, Potrzeby walutowe importerów koncentrują się wokół zakupów walut obcych. Mogą się oni zatem zabezpieczyć przed ryzykiem walutowym poprzez kupno waluty w transakcji forward lub kupno amerykańskiej lub europejskiej opcji kupna (call). Eksporterzy przede wszystkim sprzedają waluty obce. Ryzyko w tym przypadku można zmniejszyć poprzez sprzedaż waluty w transakcji forward lub kupno amerykańskiej lub europejskiej opcji sprzedaży (put).

Istnieje również możliwość tworzenia tzw. strategii opcyjnych. Są to indywidualne struktury finansowe, oparte o dostępne rodzaje opcji, oraz zawieranie swapów walutowych.

— Zerokosztowa strategia opcyjna składa się z dwóch lub więcej opcji walutowych (call i put). Dzięki odpowiedniemu złożeniu przeciwstawnych opcji związane z nimi premie znoszą się, dlatego przedsiębiorstwo nie ponosi kosztów z tego tytułu — opowiada Joanna Szenk.

Jest to propozycja dla przedsiębiorstw, których zarządy chcą je zabezpieczyć przed niekorzystnymi zmianami kursu walutowego, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów związanych z zawarciem transakcji. Rozwiązanie to jest praktyczną alternatywą dla transakcji typu forward.

Marcin Ciechoński, departament doradztwa korporacyjnego DM TMS Brokers

Proste instrumenty chronią najlepiej

Zabezpieczenie ryzyka walutowego za pomocą odpowiednio dobranych opcji działa w podobny sposób, jak każde inne ubezpieczenie. Wykorzystujemy je tylko w przypadku wystąpienia niekorzystnej dla nas sytuacji. W całym okresie działania takiej "polisy" możemy być spokojni, ponieważ jesteśmy w pełni chronieni. Tak jak ubezpiecza się samochody, płatności, tak samo powinno się ubezpieczać zmiany kursowe. Często koszt takiego zabezpieczenia może zwrócić się już po kliku dniach niekorzystnych dla firmy zmian kursu. Forward jest również dobrym zabezpieczeniem. W tym przypadku koszt ubezpieczenia jest darmowy, jednak firma rezygnuje za to z możliwości skorzystania z pozytywnych zmian kursowych. Rodzaj instrumentu należy dobrać zależnie od specyfiki firmy i aktualnej sytuacji rynkowej. Nie ma jednej reguły mówiącej kiedy lepiej wykorzystać forward, a kiedy opcje.

Rafał Fabisiak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy