Wetuj się, kto może, ale tylko z sensem

opublikowano: 06-12-2020, 22:00

Przed szczytem Rady Europejskiej (RE), który zbiera się w czwartek-piątek 10-11 grudnia, zdumiewającą karierę w Polsce zrobiło rozpalające tyle emocji weto.

Odkurzenie przez rząd PiS takiej broni politycznej szokuje tym bardziej, że przecież liberum veto zgodnie uznajemy za jedną z przyczyn upadku I Rzeczypospolitej. Owa warcholska „źrenica wolności szlacheckiej” umożliwiła w XVII-XVIII wieku zerwanie aż 73 razy obrad Sejmu. Nic dziwnego, że najważniejszy zapis ustawy rządowej z 3 maja 1791 r. brzmiał „Wszystko i wszędzie większością głosów udecydowane być powinno; przeto liberum veto, konfederacje wszelkiego gatunku i sejmy konfederackie, jako duchowi niniejszej konstytucji przeciwne, rząd obalające, społeczność niszczące – na zawsze znosimy”. Notabene obecny Sejm uchwalił ustanowienie 2021 jako Roku Konstytucji 3 Maja, podkreślając że „Jej postanowienia były wymierzone przeciw liberum veto”.

Demokratyczna wspólnota europejska nie przejęła się polskim przesłaniem z 1791 r., że weto jest „społeczność niszczące”. Od traktatów założycielskich Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) i Euratomu z 1957 r. ustalono dwa tryby podejmowania decyzji. Wobec zaliczonych do kategorii najważniejszych obowiązuje jednomyślność – oczywiście nigdzie nie występuje obrzydliwe słowo weto – natomiast legislacja generalnie (chociaż z wyjątkami) opiera się na większości kwalifikowanej. Sposoby jej liczenia ewoluowały, najpierw obowiązywały tzw. głosy ważone, zaś po lizbońskim traktacie z 2007 r. ministerialna Rada UE stopniowo wdrożyła tzw. podwójną większość. Tylko w Parlamencie Europejskim obowiązuje proste rozliczanie głosowań deputowanych, na ogół większością zwykłą, ale czasami kwalifikowaną.

Skoro traktaty dały państwom do ręki broń jednomyślności, to jasne, że co chwilę któryś rząd po nią sięga. Uprawniona jest teza, że dzieje zarówno EWG, jak też UE po 1992 r. są wręcz… wetem pisane. Zwiększenie liczby państw z założycielskiej szóstki do 28 czy obecnie 27 naturalnie zwiększyło częstotliwość wetowania, które jednak najczęściej kończy się tylko na zapowiedzi. Realnie największe znaczenie miała i ma konieczność jednomyślności przy przyjmowaniu do wspólnoty nowych członków. W liczonej od traktatów rzymskich 63-letniej historii najgrubszym wetem było blokowanie przez Francję akcesji Zjednoczonego Królestwa, która sfinalizowała się dopiero (w pakiecie z Irlandią i Danią) od 1973 r. Chodziło rzecz jasna o pieniądze, a konkretnie o zagrożenie dla francuskiego rolnictwa brytyjskim importem taniej żywności z dawnych imperialnych włości. Historycznie na drugim miejscu sytuuję zablokowanie już na trwałe akcesji Turcji, przez m.in. Austrię i Francję. Z rozmaitymi wetami partykularnymi różne rządy zgłaszają się bez przerwy. Niedawno Cypr uzależniał poparcie sankcji wobec Aleksandra Łukaszenki od zapisu potępiającego Turcję za morskie wiercenia, teraz Bułgaria blokuje rozpoczęcie akcesji Macedonii Północnej z powodu sporu historyczno-narodowościowego, etc., etc.

Generalny wniosek z wykorzystywania broni jednomyślności zapisany jest w tytule. Niestety dla rządów Polski i Węgier – szczegółowe wgryzienie się w przyjęte już wstępnie przez 25 państw rozporządzenie „w sprawie ogólnego systemu warunkowości dla ochrony budżetu UE” prowadzi do obiektywnego wniosku, że blokowanie z powodu niezgody na jego treść wieloletnich ram finansowych 2021-27 oraz funduszu odbudowy UE jest naprawdę „społeczność niszczące”

Premierzy Mateusz Morawiecki i Viktor Orbán przed szczytem RE zwierają szyki, ale pozostają osamotnieni.    Fot. Krystian Maj / KPRM
Premierzy Mateusz Morawiecki i Viktor Orbán przed szczytem RE zwierają szyki, ale pozostają osamotnieni. Fot. Krystian Maj / KPRM

.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane