Wielkie jaja

Rafał Kerger
21-03-2008, 00:00

W Stypułowie w Lubuskiem mniej domów niż strusi afrykańskich, ale największe jaja są tu z ich jajami.

Ma pani jaja? — na fermie strusi kolejny telefon tego dnia. Elżbieta Maliszewska, szefowa gospodarstwa, kolejny raz odprawia klienta.

— Może niech pan zadzwoni jutro. A najlepiej w piątek po południu.

— Ale ja chcę do sklepu na Wielkanoc — naciska chętny.

— Niestety. W tym roku święta są za wcześnie dla strusi. Zwykle zaczynają się nieść od kwietnia, więc jaj mamy mało. Wczoraj ostatnie oddałam Piotrowi i Pawłowi — tłumaczy pani Elżbieta.

Odkłada telefon.

— Z jajami strusi w tym roku są po prostu wielkie jaja. A najbardziej człowiek żałuje tego, że akurat wielkie zainteresowanie jest. Dawno tyle telefonów nie miałam przed Wielkanocą — mówi Elżbieta Maliszewska.

Jaja strusie, obok zastosowania wielkanocnego, nadają się także do piekarnictwa. Ważą od 1,5 do 2 kg. Rozbija się je młotkiem — do wydmuszek dziurki robi się wiertarką. Można z nich przyrządzić jajecznicę dla 10 osób (odpowiada ona objętością zrobionej z 30 jaj kurzych). Można też je ugotować — gotowanie na miękko trwa 45 minut, na twardo dwa razy dłużej. Na jaju strusim — oprócz farbowania — można grawerować i rzeźbić, ponieważ grubość skorupy wynosi około 2 milimetrów. Nade wszystko jednak skorupa jaja strusiego jest ponoć szczęśliwa. Można nawet spotkać odpowiednie amulety.

Ferma strusi w Stypułowie, którą dowodzi Elżbieta Maliszewska, jest największą hodowlą tych ptaków w Polsce i najlepiej zorganizowaną. Jedną z nielicznych, która ze strusia wycisnąć potrafi każdy grosz.

Jak strusiowi owies

Zagospodarowane hektary po PGR w Stypułowie, ze 30 km od Zielonej Góry, są dumą regionu. Stado hodowanych tu strusi latem (w środku cyklu rozrodczego) dochodzi do tysiąca. Fermę założył w 2002 r. brat Elżbiety Maliszewskiej Henryk Naranowicz, przedsiębiorca, szef Polskiego Związku Hodowców Strusi.

Strusie w Stypułowie mają wybiegi i domki. Są kamerowane, opisane, segregowane. Są też jedynymi na świecie, które udało się sztucznie zapłodnić. Badania techniki sztucznego unasienniania strusia afrykańskiego, jako metody wspomagającej krycie naturalne, na kilku sztukach prowadzi tu zespół badaczy pod kierunkiem prof. Jarosława Olava Horbańczuka z Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu pod Warszawą, we współpracy z dr. Ireneuszem Maleckim z Uniwersytetu Zachodniej Australii w Perth. Pierwsze skrzypce gra doktorantka Paulina Rybnik, która ma nawet swój pokój w Stypułowie. Naukowcy przyuczyli sześć strusi do regularnego, codziennego oddawania nasienia.

Dlaczego Perth? W Australii znają się na strusiach, chociaż zdecydowanym liderem światowego strusiarstwa jest Republika Południowej Afryki. W Europie prym wiodą Włochy, gdzie działa 1400 ferm strusi, Polska, Portugalia i Litwa.

Strusie w Stypułowie mają imiona. Dla pani Elżbiety każdy samiec to Kubuś, a każda samica to Balbinka.

— Staramy się wykorzystać każdą możliwość, żeby ferma miała jak najlepsze wyniki. Mamy czterech pracowników. Dbamy o ekologię. Nie karmimy strusi sztucznie. Dostają owies uprawiany przez nas oraz okolicznych rolników — i lubią go. Zimą dostają kiszonkę — opowiada Elżbieta Maliszewska, która dla stypułowskich strusi wróciła cztery lata temu do rodzinnej wsi z Głogowa, gdzie była położną.

Pisklęta wykluwają się w nowoczesnych inkubatorach. Proces trwa od kilku do 24 godzin. Małym nie wolno przeszkadzać ani pomagać — bo wtedy rodzą się słabsze sztuki.

— Tutaj też jestem trochę położną — uśmiecha się Elżbieta Maliszewska, pokazując inkubatory.

Może w nich leżakować dobre kilkaset jaj. W gospodarstwie nic się nie marnuje. Ferma zarabia na wszystkim, co ze strusiami związane. Jedne strusie chowają na rozród, inne na ubój. Polska jest największym producentem mięsa strusiego w Europie. Pisklaki oferują innym fermom. Skupują i klasyfikują też strusie skóry. Sprzedają jaja i wydmuszki. Robią nawet pisanki, a ze skorup jajek po wykluciu młodych przygotowują stroiki na Wielkanoc. Wykorzystują nawet pióra, które gubią strusie. Robią z nich miotełki do odkurzania albo farbują je i sprzedają jako ozdoby.

Koreański trop

W Polsce hodowla strusi jest trochę niedoceniana, głównie dlatego, że Polacy nie przekonali się wciąż do mięsa strusiego. To się jednak musi zmienić, bo w Europie — szczególnie w najbogatszych krajach, takich jak Niemcy czy Szwajcaria — popularność drogiego mięsa mocno rośnie (kilogram kosztuje 40 do 50 zł). Mięso jest bardzo zdrowe i chude. Polędwica ma mniej niż 0,3 proc. tłuszczu oraz 21 proc. białka. Szynka — niecałe 0,5 proc. tłuszczu.

Na razie polskie ubojnie całą produkcję wysyłają na Zachód, a zatem głównie obecni na tamtym rynku producenci interesują się branżą w Polsce.

— Przyjeżdżają do nas Niemcy, Czesi, ostatnio był nawet kontrahent z Republiki Południowej Afryki — opowiada Elżbieta Maliszewska.

Z RPA?

— Ferma jest bardzo dobrze zarządzana, czysta i świetnie zorganizowana — zachwalał Stypułów w lokalnej prasie Willem Burger z firmy Klein Karoo.

Klein Karoo wytwarza 90 proc. światowej produkcji strusiego mięsa trafiającego na talerze na świecie. Potentat chce nawiązać współpracę, bo pragnie zdobyć niemiecki rynek via Polska. W RPA ma coraz silniejszą konkurencję, dlatego musi zaniżać ceny.

— Dopiętą współpracę mamy natomiast z firmą z Korei w sprawie skór. Prowadzimy centralny krajowy skup strusich skór, odkupujemy je od ubojni, innych ferm, klasyfikujemy i wysyłamy kontenerami do Azji. A tam powstają takie cuda ś— Elżbieta Maliszewska pokazuje piękną — niby nakrapianą — niebieską skórę. Nakrapianie jest charakterystyczne dla strusich skór. To wypustki po piórach.

— Świetne skóry są nawet z nóg strusi. Wyglądają niczym z węża — dopowiada pani Elżbieta.

Strusie skóry należą do najbardziej ekskluzywnych i najdroższych na świecie. Ceny galanterii skórzanej ze strusia są porównywalne do tych z krokodyli.

Ferma, oprócz funkcji czysto biznesowych, spełnia też rolę kopalni wiedzy o strusiach. Przyjmuje wycieczki szkolne — ma nawet kilka emu australijskich na pokaz. Nie gdzie indziej, a właśnie tu — patrząc na strusie po horyzont — można się dowiedzieć także tego, że struś afrykański (Struthio camelus) to największy żyjący ptak na ziemi. Rekordowy okaz mierzył prawie 280 cm wysokości i ważył ponad 150 kg, przeciętna masa wynosi około 100 kg (z 90 kg dorosłego strusia uzyskuje się m.in. 35 kg mięsa, 1,5 m skóry oraz od 5 do 7 kg tłuszczu do produkcji kosmetyków). Strusie nie potrafią latać, są za to doskonałymi piechurami i biegaczami. Dzięki długim, silnie umięśnionym nogom stawiają 3,5-metrowe kroki, a podczas biegu potrafią rozpędzić się do 60 km/godz.

Co z tego, skoro pytane o jaja na Wielkanoc, chowają głowę w piasek. n

Rafał Kerger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wielkie jaja