WIG20 do bessy ma tylko 4 proc.

Andrzej Stec
opublikowano: 29-07-2011, 00:00

To wniosek ośmiu specjalistów od analizy technicznej

W środę w USA miał miejsce największy spadek indeksów od 40 sesji (SP 500 zanurkował o 2 proc.). Ale strach ma wielkie oczy. Sytuacja wcale nie jest jeszcze tak zła, choć niepewność na rynkach finansowych jest ostatnio spora. Indeksy najważniejszej giełdy na świecie wciąż są w orbicie hossy i niewiele brakuje do pobicia nowych jej szczytów. Jest spora szansa na to, że dobre wyniki finansowe amerykańskich korporacji i podniesienie ustawowego limitu zadłużenia w USA (stanie się to już 11. raz w historii Ameryki) zaowocują nową falą zwyżek, które z przerwami trwają od wiosny 2009 roku.

A co z naszą giełdą? Słabość kłuje w oczy. Wskaźnik cenowy, który uwzględnia wszystkie spółki notowane na warszawskim parkiecie (nie bierze pod uwagę kapitalizacji firm ani obrotów akcjami), już dawno zasygnalizował rozpoczęcie rynku niedźwiedzia. Od szczytu z 16 lutego 2011 roku do dzisiaj stracił już prawie 25 proc. Przypomnijmy, że spadek indeksu o jedną piątą pozwala na Zachodzie obwieścić bessę.

Słabość szerokiego rynku to skutek posuchy wśród krajowych instytucji. W funduszach inwestycyjnych, które — obok drobnych inwestorów — interesują się mniejszymi firmami, spodziewanych tłumów nie widać. I nic dziwnego, skoro co rusz klienci straszeni są kryzysem finansowym kolejnego kraju, a szwajcarska waluta wciąż drożeje (a z nią raty kredytów hipotecznych). W funduszach emerytalnych (OFE) każdą wydaną złotówkę liczą ostatnio podwójnie. Od maja ZUS przekazuje im zdecydowanie niższe składki klientów. Poza tym swoje robią liczne oferty publiczne — zarówno skarbu państwa, jak i prywatnych firm, w tym z Ukrainy.

Najlepsza sytuacja panuje na rynku blue chipów. WIG20 wciąż należy do byków, co zresztą jest nadzieją dla całego rynku. Od kwietniowego szczytu indeks ten spadł "zaledwie" o 9 proc. Wobec wzrostu o 120 proc. przez ostatnie dwa lata przecena wcale jeszcze nie razi. Trzeba ponadto zauważyć, że w przeciwieństwie do np. dochodowego WIG omawiany wskaźnik "dołują" wypłacane sowite dywidendy. Gdyby nie one, spadek byłby mniejszy.

Według analityków, którzy oceniają fundamenty spółek i gospodarki, mówią na ogół, że jest dobrze. Spółki poprawiają przecież wyniki finansowe, a gospodarki (w Polsce i na świecie) przeżywają raczej tylko chwilowe spowolnienie. Niektórzy dodają jednak, że wobec niepewności na giełdach lepiej poprosić o obraz sytuacji ekspertów od analizy technicznej. Zrobiliśmy to. Ośmiu specjalistów z krajowych biur maklerskich, na naszą prośbę wzięło pod lupę wykres WIG20.

Wnioski? Generalnie przeważają opinie, że na rynku blue chipów jest jeszcze za wcześnie, by mówić o bessie. Ale pomruk niedźwiedzi słychać tuż-tuż. Pojawiają się jednak głosy, że hossa już się skończyła, a nawet, że bessa nie skończyła się wcale w lutym 2009 roku, bo trwa... od 2007 roku. Według pytanych analityków bessa na WIG20 zacznie się dopiero po spadku indeksu poniżej 2602 pkt. To mediana ich wskazań. Mamy więc tylko 4 proc. zapasu.

Pytanie "Pulsu": Jaki jest poziom WIG20, aby — z punktu widzenia analizy technicznej — ogłosić bessę?

Krzysztof Borowski

KBC Securities

2651 pkt

- Dla WIG20 to poziom dna z 29 listopada 2010 roku (2606,3 pkt) i dna z 20 października 2010 r. (2592,69 pkt). Ten drugi jest ważniejszy (biorąc pod uwagę chociażby wolumen obrotów) — stanowi też ostatnią rubież blisko półrocznej bazy. Spadek indeksu poniżej szczytu z 6 sierpnia 2010 r. (2561,42 pkt) miałby wyjątkowo pesymistyczną wymowę i oznaczał rynek niedźwiedzia.

Łukasz Wójcik

Dom Maklerski Millennium

2480- -2500 pkt

Wykres WIG20 nie wskazuje, abyśmy mieli rynek niedźwiedzia. Od szczytu na poziomie 2940 pkt indeks stracił niespełna 10 proc. Jeśli nawet mielibyśmy do czynienia z wybiciem dołem z dolnego ograniczenia konsolidacji, w której indeks przebywał przez ostatnie miesiące, to potencjalny zasięg spadku to 2480-2500 pkt (-16 proc.). To wciąż tylko korekta przeszło dwuletniego ruchu wzrostowego. Ewentualne niepowodzenie przy obronie tego poziomu mogłoby sugerować trwałą zmianę tendencji i wejście rynku w fazę bessy.

Łukasz Rosiński

Dom Maklerski AmerBrokers

2172- -2267 pkt

Sytuacja na WIG20 nie jest tak jednoznaczna jak na sWIG80. Kluczowy jest poziom 2600 pkt (psychologicznie plus wsparcie z 15 kwietnia 2010 r.), natomiast bessę należałoby ogłaszać dopiero w momencie przekroczenia poziomów 2267 pkt i 2172 pkt.

Przemysław Smoliński

BDM PKO BP

2610 pkt

W przypadku WIG20 jest

jeszcze za wcześnie, by mówić

o bessie. W pierwszej kolejności

musiałby zostać przełamany

poziom 2640 pkt — czyli

minimum z lutego, a jeszcze

lepiej okolice 2610 pkt, gdzie

przebiega dolne ograniczenie

długoterminowego kanału

wzrostowego. W takim

przypadku pierwsze wsparcie

indeks odnalazłby w strefie

2570-2580 punktów, ale

całkowity zasięg ruchu

należałoby określić na 2500

punktów, a nie można by było

wykluczyć spadku w okolicę

2350 punktów lub niżej.

Tomasz Jerzyk

Dom Maklerski BZ WBK

2501- -2619 pkt

O bessie na WIG20 mówilibyśmy po przebiciu 1253 pkt, ale myślę, że rozważania na temat istotnego prawdopodobieństwa zmiany trendu będzie można zainaugurować po przełamaniu 2619 pkt lub 2501 pkt.

Tomasz Gessner

Dom Maklerski BDM

2590- -2630 pkt

O rozpoczęciu trendu spadkowego w kompresji średnioterminowej można mówić po przebiciu przez WIG20 majowego dołka (2785 pkt), wówczas bowiem pojawiła się na wykresie struktura coraz niżej położonych minimów oraz maksimów, a to definiuje właśnie trend spadkowy.

Kolejnym istotnym poziomem, którego przekroczenie w pewnym sensie przypieczętuje trwający trend spadkowy, są okolice 2590-2630 pkt, gdzie wyznaczane były dołki w październiku, listopadzie, styczniu i lutym. Trwałe przełamanie tej strefy otwierałoby drogę do rozwinięcia spadku w kierunku kolejnego, średnioterminowego wsparcia, które wyznaczyłbym w rejonie 2373 pkt (dołek z końcówki sierpnia).

Piotr Neidek

Dom Inwestycyjny BRE Banku

2594 pkt

Analizowanie samego WIG20 w oderwaniu od szerokiego rynku nie ma większego sensu — należałoby spojrzeć na tygodniowy WIG i ewentualnie odnieść poziom punktowy i moment czasowy na WIG20.

W tym momencie dopiero zejście WIG20 według tygodniowych poziomów z zamknięcia (close) poniżej 2594 pkt w połączeniu z negatywnie już ułożonymi średnimi EMA jak i MA200, oznaczałoby wejście blue chipów w okres bessy. Ale dla pewności lepiej śledzić WIG, który uwzględnia spore dywidendy — dopiero tygodniowe poziomy z zamknięcia sesji poniżej 43,9 tys. pkt wygeneruje sygnał zmiany trendu na południowy. Wtedy też będzie można zaryzykować stwierdzenie, że wraca trend spadkowy, który być może panuje tak naprawdę od ponad czterech lat…

Katarzyna Płaczek

DM IDMSA

2628 pkt

Z punktu widzenia analizy technicznej bessę już mamy. WIG20 złamał nie tylko linię trendu wzrostowego, ale wszystkie trzy linie wzrostowego wachlarza, w jakie miniona hossa się wpisała. To zdecydowanie mocniejszy sygnał sprzedaży niż złamanie linii trendu. Układ średnich także nie pozostawia wątpliwości — WIG20 jest poniżej długoterminowych średnich (100- i 200-sesyjnych).

Ostatecznym potwierdzeniem powyższych wniosków będzie utworzenie się na wykresie formacji głowy z ramionami. Linia szyi tej formacji przebiega na poziomie 2628-2650 pkt. Formacja jest już utworzona w dwóch trzecich. Byki powinny mieć jednak jeszcze swoje pięć minut, w czasie których dojdzie do ukształtowania prawego ramienia formacji — może to zająć około 2-3 miesięcy. Jeśli formacja rzeczywiście się dopełni, to ostatecznym potwierdzeniem bessy będzie złamanie poziomu linii szyi, tj. 2628 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu