Wyborcza abstrakcja

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-06-09 00:00

Oglądając telewizyjne materiały wyborcze — patriotycznie się wzruszyłem. Czym? A tym, że mamy aż tylu światłych, uczciwych, godnych i fachowo przygotowanych ludzi, gotowych do udania się na pięcioletnią poniewierkę do Strasburga i Brukseli, aby tam walczyć o Polskę! Wszyscy tak wychwalają swoje przymioty i zasługi, że aż korci, aby zapytać: „Kandydacie, jeśli tak świetnie służysz rodakom tutaj w kraju, to dlaczego chcesz nas osierocić?”.

A tak poważnie — kampania do Parlamentu Europejskiego jest najdziwniejszą ze wszystkich, jakie Polska widziała od roku 1989. Chcąc przyciągnąć elektorat, kandydaci po prostu muszą poruszać tematy lokalne, bo gdyby chcieli powiedzieć o tym, czym naprawdę powinni zajmować się eurodeputowani — to nie mieliby szans na głosy wyborców. I tak toczy się kwadratura koła, dzięki której debata europejska przekształca się w gminną. Rywalizujące partie „budują” lokalne drogi, mosty i oczyszczalnie ścieków, a nowością jest „wykorzystywanie” do sfinansowania tych inwestycji środków unijnych.

Sprowadzenie zaczynających się jutro (patrz ramka) eurowyborów do wymiaru krajowego jest przypadłością nie tylko polską. Tak samo przebiega kampania nie tylko w nowych państwach członkowskich, ale i w unijnym mateczniku. Jej abstrakcyjność obniża frekwencję wyborczą. Jeśli w latach 1979, 1984, 1989 i 1994 obywatele EWG/UE jeszcze jakoś tam głosowali, to w roku 1999 frekwencja gwałtownie spadła! U nas nie musi spadać — od początku będzie bardzo niska. Dotychczas na frekwencyjnym dnie stały w Polsce wybory samorządowe, ale 13 czerwca jeszcze się ono obniży.

Nieuchronność wyborów do Sejmu i Senatu — być może już za niecałe dwa miesiące — powoduje, iż niedzielne głosowanie staje się zaledwie sondażem przed prawdziwymi wyborami, które rozstrzygną o rządach w Polsce. Dlatego właściwie trudno się dziwić, że komitetom wyborczym wręcz nie opłaciło się przygotowywać odrębnych programów europejskich. Przecież za kilka tygodni partie zamienią się tylko numerami list i chocholi taniec zacznie się od nowa...