Wzrost płac to niekoniecznie większe zakupy. Konsument ma w planach więcej zaoszczędzić

Marek ChądzyńskiMarek Chądzyński
opublikowano: 2026-01-22 13:35

Zaskakująco duże przyspieszenie wzrostu płac w grudniu to teoretycznie mocny argument za wstrzymaniem się z dalszymi obniżkami stóp procentowych. Jednak jego siła znacznie słabnie, gdy dane o wynagrodzeniach zestawimy z wynikami ankiet dotyczących skłonności do oszczędzania. Bo ta również wyraźnie rośnie.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jak niespodziewanie wysoki wzrost płac wpłynie na decyzje Rady Polityki Pieniężnej dotyczące stóp procentowych

- dlaczego Polacy, mimo wzrostu płac, coraz mniej chętnie wydają pieniądze na zakupy

- co skłania Polaków do rekordowego oszczędzania

- czy silne dane z gospodarki oznaczają, że polskie ożywienie nie potrzebuje wsparcia w postaci obniżek stóp procentowych

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Średnia krajowa płaca wzrosła w grudniu o 8,6 proc. rok do roku. To dużo więcej, niż oczekiwali ekonomiści obstawiający wzrost na poziomie 6,9-7 proc. r/r. Główny Urząd Statystyczny tłumaczy płacowe przyspieszenie dużymi wypłatami corocznych premii, ale ten czynnik eksperci powinni uwzględniać w swoich prognozach. Jednak, jak widać, nie doszacowali go.

RPP w lutym może się wstrzymać z obniżkami stóp procentowych

Rynek bacznie przygląda się danym o wynagrodzeniach, bo są one języczkiem u wagi w Radzie Polityki Pieniężnej. Zarówno w oficjalnych komunikatach, jak i w wypowiedziach poszczególnych członków rady tempo wzrostu płac jest traktowane jak papierek lakmusowy dla perspektyw konsumpcji prywatnej. Rozumowanie jest dość proste: im wyższe podwyżki, tym większe prawdopodobieństwo pobudzenia popytu w gospodarce. A skoro wzrośnie popy,t to i ryzyko wyższej inflacji również się zwiększy. A w takich warunkach obniżanie stóp procentowych jest raczej niewskazane.

W ten sposób dane o średnim wynagrodzeniu w grudniu zostało zinterpretowane przez większość ekonomistów.

„W naszej ocenie dzisiejsze dane wskazują na mocniejszy obraz rynku pracy w porównaniu do oczekiwań, w tym na utrzymującą się presję na wzrost wynagrodzeń. Wysoka dynamika płac obniża prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych na lutowym posiedzeniu RPP. Nasz scenariusz bazowy to przerwa w obniżkach stóp do marca, kiedy znana będzie projekcja NBP. Spodziewamy się, że potwierdzi ona trwały spadek inflacji, co otworzy przestrzeń do kolejnej obniżki stóp” - napisał w komentarzu do danych Adam Antoniak, ekonomista Banku ING.

Ekonomiści Banku Millennium zwracają uwagę, że to drugie z rzędu zaskoczenie. Już w listopadzie skala podwyżek okazała się większa, niż oczekiwano. Na dodatek składając to z innymi danymi z gospodarki świadczącymi o całkiem niezłej koniunkturze, rysuje się obraz ożywienia, którego nie trzeba wspierać szybkimi obniżkami stóp procentowych. Według GUS w grudniu zaskakująco dobrze wypadła produkcja przemysłowa, która wzrosła o 7,3 proc. r/r, znacznie powyżej prognoz rynkowych (około 3 proc. r/r). Lepiej niż oczekiwano wypadła też produkcja budowlano-montażowa, która wzrosła o 4,5 proc.

„RPP najprawdopodobniej zechce zaczekać na odczyty inflacji i płac w styczniu. Członkowie rady zapoznają się z nimi w marcu — i to wówczas, naszym zdaniem, możemy spodziewać się kolejnej obniżki stóp procentowych” - prognozują eksperci Millennium.

Wyższe płace to niekoniecznie wyższe wydatki

Jednak założenie, że znaczny wzrost wynagrodzeń będzie wyłącznie pobudzał konsumpcję i groził wzrostem cen, jest zbyt dużym uproszczeniem. A wskazują na to inne dane opublikowane w czwartek przez GUS: wyniki badań koniunktury konsumenckiej.

Sam wskaźnik koniunktury konsumenckiej nieco się poprawił: ubyło pesymistów, ale nadal jest ich więcej niż optymistów, bo zarówno bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej, jak i wskaźnik wyprzedzający są na minusach. Ale wśród wyników szczegółowych w oczy rzucają się dwa: pogorszyły się oceny możliwości zwiększania wydatków na zakupy w przyszłości. I jednocześnie rośnie skłonność do oszczędzania.

W pierwszym przypadku widać to po syntetycznym wskaźniku (spadł on z minus 26,3 pkt do minus 28 pkt), jak i w rozkładzie odsetka odpowiedzi na pytania ankieterów GUS. Zwiększyła się grupa osób, które deklarują, że wydadzą dużo mniej na zakupy w ciągu kolejnych 12 miesięcy (do 29,9 proc. w styczniu z 28,7 proc. w grudniu), i jednocześnie ubyło tych, którzy deklarują wzrost wydatków (odsetek odpowiedzi wyniósł 3,6 proc., miesiąc wcześniej było to 4,2 proc.).

Równolegle zauważalnie zwiększa się chęć do odkładania pieniędzy. Wskaźnik przyszłego oszczędzania wyniósł 16 pkt i to najwyższy wynik od co najmniej stycznia 2018 r. A wskaźnik obecnej możliwości oszczędzania wyniósł 1 pkt – i po raz pierwszy od października 2019 r. w ogóle znalazł się na plusie. A tak dużej przewagi optymistów, wskazujących, że mają z czego dziś oszczędzać, nad pesymistami nie było od co najmniej ośmiu lat.

Skąd ta rosnąca ochota do oszczędzania? Jedno wytłumaczenie to poczucie niepewności. Z jednej strony wojna w Ukrainie i destabilizacja stosunków międzynarodowych, która wpływa na poczucie zagrożenia zewnętrznego, z drugiej silna polaryzacja społeczna, która jest efektem ostrego sporu politycznego, skłaniają do odkładania na czarną godzinę. Bardziej bezpośredni powód: ludzie chcą oszczędzać, bo mogą. Podwyżki płac w warunkach spadku inflacji powodują realny wzrost dochodów. Na dodatek oszczędzanie jest – w sumie – opłacalne. Według danych Narodowego Banku Polskiego średnie oprocentowanie depozytów w bankach – ale bez rachunków bieżących – w listopadzie wynosiło 3,4 proc. w skali roku. A to więcej niż aktualna inflacja.

Możesz zainteresować się również: