Z doktoratami do bezpieczeństwa

Agata Ałykow
opublikowano: 18-09-2006, 00:00

Uniwersyteccy naukowcy przedzierzgnęli się w speców od wywiadu gospodarczego. A teraz chcą jeszcze zostać niańkami.

Krzysztof Borysławski i Marek Woron poznali się na wydziale antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Pierwszy był tam adiunktem, drugi — starszym asystentem.

— Pensje niskie, trzeba było dorabiać. Współpracowałem z Polską Akademią Nauk przy sporządzaniu ekspertyz sądowych przy dochodzeniu ojcostwa. Udzielałem też korepetycji studentom — mówi Marek Woron.

Gdy przyszedł przełom polityczny w 1989 r., obaj doszli do wniosku, że dojrzeli do poważnych zmian.

— Przejęliśmy się słowami Lecha Wałęsy, by brać los we własne ręce. Na początek chcieliśmy zarabiać jako importerzy telefonów z automatyczną sekretarką. Niestety, tylko na tym straciliśmy. Postanowiliśmy, że zajmiemy się tym, na czym się znamy, czyli nauką — opowiada Marek Woron.

Pieniądze i medycyna

Założyli firmę Altrix, która stała się centrum szkolenia przyszłych studentów medycyny i biologii. Na owe czasy była to nowość.

— Opracowywaliśmy repetytoria, prowadziliśmy wykłady i testy. Cieszyły się ogromnym powodzeniem. Na sali bywało nawet po dwieście osób. Po dwóch latach uruchomiliśmy szkołę języków obcych. Zaczęliśmy obsługiwać firmy, szkoły, nawet przedszkola. W końcu dorobiliśmy się miniwydawnictwa, które drukowało własne książki do zajęć językowych — wspomina Marek Woron.

Właściciele Altriksu przez dziesięć lat godzili biznes z pracą na uczelni. Krzysztof Borysławski pracuje tam do dzisiaj. W końcu okazało się, że szkół językowych gwałtownie przybywa, rośnie konkurencja. Uznali, że czas z tej działalności zrezygnować.

— W połowie lat 90. postanowiliśmy zająć się bezpieczeństwem biznesu. Przejęliśmy Societas, upadającą wywiadownię gospodarczą. Początkowo oferowaliśmy badania mechanoskopijne — dla tych, którzy chcieli kupić samochód. Mogli u nas sprawdzić, czy nie był kradziony. Bankom zaproponowaliśmy informacje, czy przyszły kredytobiorca jest wypłacalny. Nie było jednak zainteresowania tymi usługami — tłumaczy Marek Woron, prezes i większościowy udziałowiec firmy.

Wywiadownia rosła jednak w siłę, choć szefowie Societasu przyznają, że w latach 90. informacje o firmach zbierali zachodnimi metodami, przystosowanymi do polskich warunków.

Grunt to ochrona

Dziś wywiadownia obsługuje tylko nielicznych, ale stałych klientów, a Societas słynie jako prężna firma ochroniarska. Opiekuje się blisko 700 obiektami, ma trzy bazy obsługujące kontrahentów i ponad 300 pracowników.

— Nie przyjmujemy każdego zlecenia. Nasza usługa jest kosztowna. W zamian oferujemy jednak najlepsze, co w tej branży istnieje — podkreśla Marek Woron.

Ochroniarze przechodzą regularnie szkolenia, testy sprawnościowe i strzeleckie. Nie ma wśród nich emerytów i inwalidów. Poza tym Societas ma superbezpieczny system łączności i siedem aut do natychmiastowej interwencji.

Właściciele należą do tych, którzy nieustannie przeobrażają swoją firmę. Trzy miesiące temu wprowadzili usługi czystościowo-porządkowe. Chcą opanować wszystkie biurowce i firmy produkcyjne we Wrocławiu.

— Jeśli klient ma taką potrzebę, możemy zjawić się u niego w każdej chwili i gruntownie posprzątać biuro. Mamy do tego sprzęt dobrej firmy i najlepsze środki chemiczne. Dlatego nasza wydajność jest dwukrotnie wyższa niż u konkurencji — twierdzą w Societasie.

Właściciele firmy podkreślają, że liczy się nie tylko zysk, ale także atrakcyjne zarobki personelu.

— Wbrew pozorom to nasz zysk. Niezadowolony pracownik nigdy dobrze nie wykona zlecenia — uważa Marek Woron.

Maluchy z niszy

Teraz właściciele Societasu szykują kolejną niespodziankę. Chcą zająć się opieką nad dziećmi.

— Chodzi nam nie tylko o to, by były bezpieczne, ale także, by spędziły pożytecznie wolny czas. Usługa będzie miała specyfikę, której nie ma jeszcze na rynku, i pojawi się u nas prawdopodobnie w przyszłym roku — zapowiada Marek Woron.

Imperium ochroniarskie Worona i Borysławskiego powstało wyłącznie za własne pieniądze, głównie zarobione w firmie Altrix. Tylko raz zrobili wyjątek — niedawno zaciągnęli kredyt na kupno biurowca. Przeniosą tu swoją siedzibę, resztę powierzchni wynajmą.

Na pytanie o receptę na sukces w biznesie odpowiadają zgodnie: trzeba postawić na niszowość i usługi najwyższej klasy. Nie bez znaczenia jest stała obserwacja rynku i dostosowanie się do jego potrzeb.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Z doktoratami do bezpieczeństwa