Biedni Polacy... Świetnie tańczą i śpiewają, gorzej im idzie z gospodarką. Trzeba pomóc — inwestować, konsultować, edukować... Pytanie: kogo?
„Puls Biznesu”: Lord Vader?
Lord Mayor Alderman Robert Finch: (zdezorientowany) Przepraszam?
Coś Pana łączy z Lordem Vaderem?
(Postać z „Gwiezdnych wojen” — ktoś ze świty, stojącej wokół, idzie w sukurs Lordowi) Niee...
Zapewne słyszał Pan o nim?
Tak, ale nie utrzymuję z Vaderem żadnych kontaktów...
A jest Pan po jasnej czy ciemnej stronie Mocy?
(Chwila wahania) Jestem po stronie sprawiedliwej!
Tak pytam, bo wielu Polakom pewnie się Pan bardziej kojarzy z bohaterem słynnej trylogii science fiction George’a Lucasa, niż... No właśnie, kim Pan jest?
Staram się być ambasadorem londyńskiego City.
Imperium zła?
Bądźmy poważni... Londyńskie City to niewielki obszar ziemi w samym sercu miasta. Nazywamy go milą kwadratową. I do niedawna rzeczywiście taką połać ziemi zajmował — w praktyce jest jednak coraz większy. City tworzą instytucje finansowe: banki handlowe, giełda papierów wartościowych, giełda metalowa, rynek papierów krótkoterminowych, firmy prawnicze, księgowe i całe mnóstwo innych. Dla Wielkiej Brytanii doświadczenie i wiedza obecna w City stanowią wielką wartość. Eksport naszych usług finansowych to 5,8 proc. brytyjskiego PKB. W najbliższych latach może się okazać, że to najbardziej wartościowe zasoby Wielkiej Brytanii. Nie sposób ich ignorować...
Mówi się, że jest Pan nieco kontrowersyjny...
Zawsze mówię, co myślę! I niech każdy mówi za siebie!
Tak też robię... Pan ponoć ogranicza ludziom dostęp do centrum Londynu?
Po pierwsze: chodzi przede wszystkim o kwestię bezpieczeństwa ludzi, którzy mieszkają i pracują na mili kwadratowej. Faktycznie: stworzyliśmy mechanizmy, by może nie tyle ograniczyć, co ściśle kontrolować dostęp do tego obszaru. Stosujemy inteligentny system, który — odczytując tablice rejestracyjne samochodów — mówi nam, kto wjeżdża. Po drugie: ten zabieg zdecydowanie różni się od tego, co nazywamy specjalną opłatą, dotyczącą ograniczenia liczby samochodów w City. Płatności nałożone przez burmistrza Livingstone’a ograniczają dostęp prywatnych samochodów, zachęcają do używania transportu publicznego. Za każdy wjazd do obszaru z ograniczonym dostępem trzeba zapłacić. Na początku zrobił się duży szum, ale dziś wiele światowych metropolii zastanawia się nad stosowaniem naszych rozwiązań. Ten mechanizm jest skuteczny i udany — tzn. doprowadził do ograniczenia liczby samochodów w tym centralnym, biznesowym okręgu Londynu, ale bardzo negatywnie wpływa na handel detaliczny...
Myśli Pan, że istnieje cień szansy, by w Warszawie powstała przynajmniej namiastka londyńskiego City?
Warszawa musi mieć bardzo silny sektor usług finansowych! Od tego zależy wasz sukces w Unii Europejskiej! Dlatego staramy się wam pomóc. Przyjeżdżamy, dzielimy się wiedzą, dajemy wskazówki, radzimy, staramy się być dla was dostępni. Przecież kiedy w maju wejdziecie do UE, to... Uczestnictwo w Unii zawsze mi się kojarzyło z udziałem w zawodach lekkoatletycznych. Wszyscy znajdujemy się na torze i ścigamy się. Polska musi za resztą co najmniej nadążyć! W przeciwnym razie przestaniecie się liczyć! A niech pan teraz popatrzy na wasze decyzje — chociażby te ostatnio podejmowane. Polska straciła inwestycję Hyundaia. Słowacja z wami wygrała! Już was wyprzedzili, choć daleko im do Unii! Dlaczego? Jak pan to wytłumaczy?
Poza wstydem za polityków, nic mi nie przychodzi do głowy... Ale może mi Pan pomoże?
Myślę, że wasi ministrowie powinni zrozumieć przyczyny tej porażki i wyciągnąć z niej wnioski. Podejrzewam, że jest ich cała masa... Przy okazji: a samochody marki Rover? Koncern chce zainwestować znaczną kwotę w Warszawie, ale rozmowy trwają już zdecydowanie za długo. Wasi ministrowie znowu zwlekają! Niech się w końcu określą, czy chcą inwestycji zagranicznych, czy nie?! I niech mnie pan tylko nie pyta: czy w takim razie Polska jest jeszcze wartościowym partnerem? Oczywiście! Tylko...
Ta impotencja polskiego rządu!
Nie leży w mojej gestii krytyka polskich władz czy waszego systemu politycznego... Moja robota to po prostu zachęcanie polskich ministrów do opracowania klarownych zasad, mogących dopomóc w swobodnym handlu i bezpośrednich inwestycjach zagranicznych — bardzo ważnej części polskiej gospodarki. Bez nich staniecie się po prostu biedakiem Europy!
Przy okazji biedaków... Czytał Pan kilka tygodni temu „The Sun”, w którym opisano, że 1 maja 2004 r. będzie dla Londynu jeszcze gorszy od „D-day”? Chodziło o skomasowany napływ polskich Cyganów, którzy od dawna szykują się do desantu na waszą stolicę... Przecież to absurd!
Dziennikarze zawsze potrafili umiejętnie manipulować faktami. Rząd brytyjski zdecydowanie zachęca Polskę do wstąpienia w struktury UE. Zdecydowanie popieram tę ideę. Jesteście wielkim narodem! Myślę, że możecie patrzeć na 1 maja 2004 roku, jak na jeden z największych dni, który przeżyliście jako naród w ostatnich 200 latach. I polscy obywatele będą mieć swobodny wjazd do Wielkiej Brytanii. Zapraszamy polskich pracowników. Ale! Stworzyliśmy pewne zasady — przez określony czas Polacy nie będą mogli korzystać z niektórych usług, jak np. szpitale, usługi socjalne...
Ma Pan jakieś negatywne skojarzenia z Polakami w Londynie?
Londyn to miasto kosmopolityczne. Mieszkają tam ludzie wielu ras — można usłyszeć ponad 300 języków. Polacy nie grupują się w jakimś określonym rejonie Londynu — są rozproszeni. Nie wydaje mi się, by mieli lepszą lub gorszą reputację od innych nacji... Ostatniego lata pojechałem na świetną imprezę w Regency Park. Zorganizował ją polski ambasador. Zaprosił wszystkich Polaków z Londynu. Byli przedstawiciele polskiego biznesu, pojawiły się też elementy kulturowe i artystyczne: śpiewy, tańce... To był szczególny dzień!
I co Pan najlepiej zapamiętał? Śpiewy i tańce?
Cóż... Zajmuję się także działalnością charytatywną. Zatem moim zadaniem jest też zachęcanie do muzyki i tańców... Dlatego zapraszam również polskich artystów, świat kultury. Londyn jest wspaniałym miastem — z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że ma Buckingham Palace czy wielkie imperium finansowe. To również parki, ogrody, teatry, sale koncertowe. Przede wszystkim: kultura, kultura i jeszcze raz kultura!
Naprawdę zaskakuje Pan ciepłym stosunkiem do Polaków. Tym bardziej że Brytyjczycy słyną z chłodnej postawy i dystansu — również do innych narodów Europy — nie tylko Polaków. Taki stereotyp...
Mówiąc poważnie: Brytyjczycy wierzą w Unię Europejską. Jesteśmy przekonani, że Europa powinna być szersza. I bardzo ważne dla nas, by Polska ponownie stała się wielkim krajem.
Skoro tak mocno wierzycie w Unię... Co ze Stanami Zjednoczonymi?
To wielki kraj handlowy, wielki przyjaciel, utrzymujący specjalne stosunki z Wielką Brytanią. Ale jesteśmy częścią Europy — nie można porównywać...
Czyli — jak większość Brytyjczyków — też ma Pan nieco sceptyczny stosunek do Stanów.
W jakim sensie?
Podam przykład: przed Bożym Narodzeniem byłem w Londynie w poszukiwaniu współczesnego Ebenezera Scrooge’a. Trafiłem do muzeum Dickensa, tam zapytałem kustosza, czy przypadkiem nie wie, kogo można by dzisiaj przyrównać do głównego bohatera „Opowieści wigilijnej”. Odpowiedział, że nikt mu nie przychodzi do głowy poza George’em Bushem oczywiście. I dobrze wiem, że to ostatnio reguła: nie lubicie Ameryki! Nie oszukujmy się!
Proszę pana! Stosunki między Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi są ogromnie ważne! Stany Zjednoczone stanowią tarczę obronną tradycji demokratycznych świata. Niesprawiedliwe jest krytykowanie tego kraju w sposób ostatnio bardzo modny. Ale Ameryka ma przed sobą wyzwania. Jednym z nich jest konieczność utrzymania pod kontrolą konserwatyzmu i protekcjonizmu USA. Podejrzewam, że w najbliższych spotkaniach w ramach kolejnej rundy negocjacji Światowej Organizacji Handlu dojdzie do poważnych dyskusji na ten temat. Ale nasze stosunki handlowe ze Stanami Zjednoczonymi pozostają dominujące i bardzo — podkreślam — bardzo ważne!
Na koniec: nadzwyczaj ciepły stosunek Wielkiej Brytanii do Polski, pańska obecność w Warszawie, otwartość inwestycyjna brytyjskich firm — czy to efekt udziału polskich wojsk w okupacji Iraku?
Niezupełnie. Mówimy Polsce: dziękujemy! Nie tylko ze względu na Irak, ale również ze względu na inne dyskusje — jeszcze przed wojną. Jestem głęboko przekonany, że wasze podejście do Unii Europejskiej będzie naszym podejściem — pod wieloma względami i w wielu obszarach. Tymczasem jednak jeszcze raz zachęcam do wyciągania wniosków z błędów w dziedzinie inwestycji zagranicznych...
