Za duża, by ją ominąć

Michał Książek
opublikowano: 2006-03-17 00:00

Rozległe przestrzenie, potężne rzeki, sławny Bajkał... Wielu z nas chciałoby je zobaczyć, lecz rezygnuje z marzeń, obawiając się podróży do Rosji. Niesłusznie.

Syberia to kraj w kraju. To, że różni się od europejskiej części Rosji, zauważają nie tylko przyjezdni. Mówią o tym sami Sybiracy, chwaląc charakter człowieka ukształtowanego trudnym, syberyjskim życiem. Przymiotnik „syberyjski” ma tu pozytywne konotacje, w przeciwieństwie np. do „moskiewski” — Sybiracy rzadko mają czas śledzić perypetie polityczne swego, jak mawiają, „za dużego” kraju... Ale zanim zapytają gościa o narodowość, nakarmią i zaproponują nocleg. Dopiero potem spytają: Wy otkuda?, w oczekiwaniu długiej rozmowy. Tak, rozmowa jest bardzo ważna. Mimo wszędobylskich telewizorów, gość wędrowiec pozostaje ważnym źródłem wiadomości o świecie. Rozmowa przeciągnie się i stanie bardziej serdeczna, gdy powiemy gospodarzowi, że rozmawia z Polakiem. To niemal reguła, że nasz rozmówca jest nim w jakiejś części także. Co prawda miał tylko polskiego pradziadka, a więc było to dawno, gdy zsyłano tutaj polską inteligencję. Ale jednak. Czy to w Jakucku, czy gdzieś na torach BAM-u, w Ułan Ude czy Irkucku, zwykły nocleg łatwo zmieni się w kilkudniowy pobyt, a przypadkowa znajomość w przyjaźń z „tutejszymi Polakami”.

Kolej transsyberyjska

Naukowcy spierają się o granice Syberii. O to, skąd pochodzi jej nazwa. Ile płynie tam rzek, ile błyszczy jezior... Źródła podają różne dane. Ale nie ulega wątpliwości, że ta kraina rozciąga się między górami Ural a górami Zabajkala na wschodzie oraz wybrzeżem Oceanu Lodowatego i Ałtajem wraz z Sajanami na południu. Jak więc zwiedzić kraj o powierzchni około 10 mln km kw.? Jak podczas miesięcznego zaledwie urlopu ogarnąć taką przestrzeń? Taką możliwość stwarza kolej transsyberyjska. Droga z Moskwy nad Bajkał (stacja Sewerobajkalsk) trwa zaledwie pięć dni, podczas których możemy nie tylko całymi dniami oglądać to, co dotychczas widzieliśmy na mapie, ale i opanować nieco język rosyjski. Bo rozmawiać z nami będą chcieli wszyscy. Jakże wielkie będzie zdziwienie, gdy okaże się, że jadący z nami podróżny, którego dotychczas braliśmy za Rosjanina, tak naprawdę jest Czuwaszem i rozmawia po czuwasku z Maryjczykiem, który jest jego sąsiadem i zna czuwaski? Na dodatek z ciekawością przysłuchuje się im tadżyckie małżeństwo, podróżujące w poszukiwaniu pracy do odległego Jakucka. Czuwasz i Maryjczyk wysiadają dość wcześnie za Moskwą, ich miejsce zajmuje dwóch Tatarów, wracających z odwiedzin u dwa lata niewidzianej rodziny, o czym rozprawiają w swoim dziwnym języku, krzycząc na cały wagon... Nad wszystkim zaś czuwa konduktorka wagonu, która z kolei okazuje się... rodowitą Buriatką z Sewerobajkalska. Dość powiedzieć, że w Federacji Rosyjskiej mieszka około 150 narodowości i grup etnicznych — co ciekawe, konstatuje to obecny między nimi Polak!

„Płackartą” lepiej

W pociągach dalekobieżnych do wyboru są wagony typu „kupiejnyj” i „płackartnyj”. Dla podróżnika, chcącego jak najwięcej zobaczyć, lepsza jest „płackarta”, przypominająca nasze wagony sypialne, lecz bez ścianek oddzielających przedział od korytarza. Przedziałów w ogóle nie ma, są tylko nisze z łóżkami i stolikiem pośrodku. Sprzyja to rozmowom i zawieraniu znajomości. Nad każdą „płackartą” czuwa dwóch konduktorów — można być spokojnym o bagaże. Nikt nie wsiądzie i nie wysiądzie bez wiedzy opiekunów. Podróż koleją transsyberyjską to wycieczka w historię Syberii i... Polski. Wszak przemierzamy szlak, którym od XVIII wieku rosyjscy carowie zsyłali buntowników i powstańców, walczących przeciw imperium. Podobnie działo się w Rosji genseków. Iluż z zesłanych było Polakami? Dziś trudno powiedzieć. Ale niewątpliwie szlak kolei transsyberyjskiej, jeszcze przed jej zbudowaniem, był dobrze znany polskim zesłańcom. W miejscowości Tajszet, Kolej Transsyberyjska spotyka się z Bajkalsko-Amurską Magistralą Kolejową. Transsib biegnie dalej na południe, okalając Bajkał i dociera aż do Władywostoku w Kraju Przymorskim. Zaś Bam obejmuje Bajkał od północy i minąwszy go, biegnie przez zabajkalskie pustkowia aż do wybrzeży Cieśniny Tatarskiej. Właśnie w Tajszecie „żelazna rzeka Bam ma swoje źródło,” mawiają żartobliwie tutejsi kolejarze. Pierwszy interesujący przystanek można by zrobić jeszcze przed Bajkałem, w Górach Bajkalskich, majestatycznie witających nas nad ranem piątego dnia podróży z Moskwy. Pociąg zatrzymuje się w nich na kilku stacjach, ale nieco dalej czekają większe przestrzenie bezludnego Zabajkala. Warto więc najpierw dotrzeć do samego jeziora, by po kąpieli i zwiedzeniu jego północnego brzegu ruszyć w góry.

Bajkał

Spotkanie z jeziorem Bajkał czeka na stacji Sewerobajkalsk. To nowe, typowo bamowskie miasteczko. Na głównym odcinku Bam-u, zbudowanym na przełomie lat 70. i 80., jest jednym z największych, choć liczy tylko około 25 tys. mieszkańców. W samym Sewerobajkalsku zobaczyć trzeba miasto. Ujrzymy w nim, jak radzieccy „inżynierowie przyrody” realizowali swoje pomysły w syberyjskiej tajdze. Warta odwiedzenia będzie biblioteka i miejscowy bazar, gdzie spotka się z wiele nierosyjskich narodowości byłego ZSSR. Dla nas Sojuz się nie rozpadł — zapewniał mnie młody Gruzin, sprzedawca arbuzów. Sojuz nieruszimyj — przekonywał, gdy usiłowałem protestować... Jezioro leży blisko stacji kolejowej. Wystarczy skierować się z dworca w stronę przeciwną do miasta, by po pięciu minutach świeży, dotąd nieznany zapach i wiatr skusiły nas do przyspieszenia kroku. Widok jest imponujący. Przy dobrej pogodzie zobaczymy łańcuch Gór Bajkalskich, powstrzymujących wody Bajakału z zachodu, a także Góry Barguziskie, jak gdyby lustrzane odbicie tych pierwszych, stojące na wschodnim brzegu. Za Barguzinami są już tylko góry. Może nieszczególnie wysokie, ale panujące na ogromnym obszarze, którego wielkość odpowiada dwukrotnej powierzchni naszego kraju. To jest właśnie Zabajkale.

Półwysep Kotelnikowski

Po krótkiej kąpieli na plaży w pobliżu Sewerobajkalska warto ruszyć na wycieczkę wzdłuż stromego brzegu. Po dwóch godzinach marszu w kierunku wschodnim dotrzemy do przystani. Miejscowi rybacy chętnie podwiozą nas kutrem w któryś z zakątków wschodniego czy zachodniego wybrzeża. Brzeg zachodni wraz z Półwyspem Kotelnikowskim jest szczególnie godny polecenia. Na samym półwyspie powstaje co prawda mały ośrodek wypoczynkowy, ale niech nas to nie zraża. Reszta brzegu, aż do Irkucka, pozostaje bezludna. Z wyjątkiem stacji meteorologicznych i myśliwskich „zimowli” oczywiście. Na plaży Półwyspu Kotelnikowskiego można wykąpać się w tak zachwalanych przez miejscowych gorących źródłach. Biją one tuż przy linii brzegowej Bajkału, a gorąca woda wypełnia kilka wybranych w kamienistej plaży niecek tak, że da się nawet popływać. A po uzdrawiającej kąpieli — hop do zimnego Bajkału!

Dwie godziny marszu w kierunku południowym z „Kotelnika” znajduje się prawdopodobnie jedno z najpiękniejszych miejsc na zachodnim brzegu jeziora Bajkał — plaża w ujściu rzeki Kurkuły. Skrawek piaszczysto-kamienistego brzegu wciśniętego między potężną skałę a Bajkał. Zazwyczaj zupełnie pusta, drewna tam dość, by palić ognisko przez kilka lat, a pobliska Kurkuła wręcz roi się od lipieni. Kuter z Sewerobajkalska na Kurkułę nie powinien kosztować więcej niż 800 zł. Płynie około 7 godzin. Kutry docierają też na wschodni brzeg. Za jakieś 500 zł można dostać się na dość często odwiedzaną przez rosyjskich turystów plażę Chakusy. Ci, którzy zamierzają przedeptać stojące na wschodnim brzegu Góry Barguzinskie, również korzystają z usług bajkalskich rybaków. Kutrem dostają się do nieco dalej położonej Dawszy, czyli siedziby parku narodowego, by stąd kontynuować podróż pieszo. Najbogatsi zaś mogą wynająć kuter nawet do Irkucka. Dużo taniej jednak zrobić to wodolotem „Komieta15”. Kosztuje około 1,4 tys. zł, kursuje dwa razy w tygodniu. Płynie się cały dzień wzdłuż zachodniego, niezwykle malowniczego, urwistego brzegu. Naprawdę warto! Irkuck zaś, sam będąc wielką atrakcją, stanowi świetną bazę wypadową na południowy Bajkał, w tajemnicze, ale przyjazne góry Chamar Daban czy w końcu w sławne Sajany.

Zabajkale

Tym, którzy od warkotu silnika wodolotu i zgiełku irkuckiej ulicy bardziej cenią ciszę i spokój, przyjdzie raz jeszcze wsiąść w pociąg i z Sewerobajkalska udać się dalej na wschód. Tam zaczyna się Zabajkale — ogromne obszary gór rozciągające się na północny wschód i wschód od jeziora Bajkał: Góry Stanowe, Góry Jabłonowe, Mujskie, Kodar i Udokan. Ten potężny obszar zamieszkuje zaledwie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Satysfakcjonującemu trekkingowi w górach sprzyja nie tylko duża liczba słonecznych dni w roku, dostępność szerokich dolin rzecznych czy brak tłumu turystów (nie ma dróg samochodowych!), ale przede wszystkim przychylna przyjezdnym postawa mieszkających tu ludzi. A spotkamy wśród nich zarówno rdzennych mieszkańców tych ziem: Ewenków-Oroczonów czy Jakutów, ale i Rosjan, Tatarów, Gruzinów. Ponieważ niełatwo o kartograficzne opracowania tych terenów, często ich rada i podpowiedź będą najlepszą mapą. Oczywiście te turystyczne też są dostępne. Pytać można o nie w Sewerobajkalsku, w klubie turystycznym Szteo. Ale ciekawe opracowania bywają i w moskiewskich czy irkuckich księgarniach.

Zabajkale uważa się za kolebkę kultury Ewenków, małego syberyjskiego narodu. Tutaj ludzie po raz pierwszy udomowili renifery, hodowla których długi czas była — ba, do dziś pozostaje — ich narodowym zajęciem. W górach Udokan, Górach Górnoangarskich czy Kodar do dziś spotka się bardzo stare, dawno temu wydeptane ścieżki, wiodące zazwyczaj wzdłuż rzek z nizin w góry. Są to niegdysiejsze szlaki, którymi od wieków Ewenkowie przeganiali renifery z pastwisk na pastwiska. Dziś korzystają z nich tylko myśliwi i nieliczni już pasterze reniferów. Dla turysty jest to wymarzony, wygodny i zazwyczaj łatwo czytelny szlak. Oczywiście, ścieżki owe są nieoznaczone — kompas, mapa czy lokalny przewodnik jest niezbędny dla kogoś, kto idzie tędy pierwszy raz.

Czarująca Czara

Przewodnika, a może i skrawek starej dobrej mapy, znajdziemy w Muzeum Krajoznawczym w Nowej Czarze. Pociąg z Sewerobajkalska jedzie tu około 18 godzin, pokonując ponad 600 km, cały czas w górach. Owa licząca sobie zaledwie cztery tysiące mieszkańców miejscowość jest jedną z większych na środkowym Zabajkalu. Czara to dobry punkt wypadowy w okoliczne góry. Co prawda infrastruktura iście sowiecka, a więc nadzwyczaj skromna: zaledwie jeden hotel robotniczy, ale miejsca noclegowe można znaleźć też w muzeum bądź na kwaterach. W tutejszej księgarence, niestety, nie znajdziemy raczej dobrych map. Za to w sklepie obok można zaopatrzyć się w porządną odzież, moskitiery a nawet ponton. W miejscowym muzeum warto rejestrować się przed wyjściem w góry, by ktoś o nim wiedział. Mniej doświadczeni mogą wziąć przewodnika, ale są i prostsze warianty wędrówek, np. trasa doliną Środkowego Sakukanu.

Środkowy Sakukan

Szlak wiodący rzeką Sakukan to jeden z najciekawszych w sławnych na Zabajkalu górach Kodar. Zaczyna się w Starej Czarze (20 km na północ z Nowej Czary). Podmokłą część trasy, która biegnąc u podnóża gór bywa zalewana wodami Sakukanu, warto przejechać wynajętą ciężarówką Ural. Samochód znaleźć można w Starej bądź Nowej Czarze. Rzeka o tajemniczej ewenkijskiej nazwie Sakukan płynie wąską i głęboką doliną. W jednym z odgałęzień owej potężnej rozpadliny, małej dolince zwanej „Marmurowym Wąwozem,” w latach 1940-50 funkcjonował stalinowski łagier. Zecy kilofami i wiadrami wydobywali tam rudę uranu. Dziś z łagru pozostały tylko puste baraki i wieżyczka strażnicza, ale fakt istnienia tutaj zony czyni to, i tak atrakcyjne miejsce, jeszcze ciekawszym. Marsz w górę rzeki ułatwi zbudowana przez łagierników droga, której resztki do dziś można odnaleźć na lewym brzegu rzeki. Dojechawszy uralem do wylotu doliny można rozpocząć pieszą wędrówkę. Jeden dzień marszu (około 18 km) starcza, by dostać się do miejsca gdzie z dwóch zlewających się strumieni powstaje Sakukan. Stoi tam stary budynek stacji meteorologicznej, a także całkiem dobrze prezentująca się bania. W dawnej stacji z powodzeniem może spać kilkanaście osób. Miejsce to jest idealne do odpoczynku. Można stąd też urządzać radialne wycieczki — do wspomnianego łagru, na pobliskie przełęcze czy po prostu przesiadywać przed starą chatą i karmić oczy tym co dookoła. A zapewniam, jest na co popatrzeć!

Z gór wrócić można tą samą trasą, ale niekoniecznie od razu do Starej Czary. Tuż przy wylocie doliny Sakukanu na powierzchni ponad 20 km kw. rozpościera się śródlądowa pustynia. Rozległy obszar piaskowych wydm i czystych wodnych oczek, doskonale nadający się na odpoczynek po wyczerpującym marszu. Krajobraz rzeczywiście czarujący. Nic dziwnego. Wszak na horyzoncie największa rzeka tego regionu — Czara.

Kolej na... kolej

A tuż za rzeką ukryty w tajdze Bam i jego tory wiodące z powrotem nad Bajkał i dalej do Moskwy. Ci, którzy nie mają jeszcze dość, mogą kontynuować podróż. Wszak z Czary przysłowiowy rzut beretem do Jakucji czy Kraju Chabarowskiego. By dotrzeć nad Morze Ochockie zostaje, jak mawiają Rosjanie, już „tylko” 1,5 tys. km.

Kto tu przyjedzie raz, będzie chciał wrócić. Bo Syberia nigdy nie była obojętna podróżnikom. Ta ziemia zajmuje zbyt dużo miejsca na mapie, żeby ją ominąć. Czy można powiedzieć: zwiedziłem świat — nie zobaczywszy Syberii? Czy można zwiedzić Syberię, nie będąc nad Bajkałem? Nie ujrzawszy nawet kolei transsyberyjskiej? Kraina ta zawsze będzie manić, kusić, niepokoić. Zrezygnowanie z odwiedzenia jej dzisiaj, może okazać się poważnym błędem, kiedy puste jeszcze góry zapełnią tłumy turystów, drewniane wioski zamienią się w miejscowości letniskowe, a brzegi Bajkału oszpecą zabudowania „gostinic” dla bogatych „nowych Ruskich”. Choć zmiany i nowości trafiają z opóźnieniem na syberyjską wieś, są przecież widoczne. Należy się spieszyć, choć czas płynie tu wolniej. Jakby niechętnie i z ociąganiem. A gdzieniegdzie po prostu się zatrzymał. I nie są to muzea. To raczej jak... wehikuł czasu. Warto, chociaż na miesiąc, ustawić według niego wskazówki swego zegarka.

Możesz zainteresować się również: