Środa przyniosła wyraźne osłabienie polskiej waluty. Takie jej zachowanie było echem wtorkowych danych o produkcji przemysłowej w czerwcu (wzrost o 8,6 proc. przy prognozach 5 proc.). Tylko na chwilę umocniły one złotego, który w środę podążał za taniejącymi obligacjami. O 8.30 euro kosztowało 4,1220 zł, a dolar 3,4160 zł. O godz. 16.40 kursy wynosiły odpowiednio 4,1380 zł i 3,4450 zł. Po wtorkowych wypowiedziach kilku członków RPP i danych makro zmniejszyły się oczekiwania w sprawie obniżek stóp procentowych. Obecnie najbardziej prawdopodobne rozwiązanie to 25-pkt redukcja w lipcu. Takiego zdania jest Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta.
Nastrój na rynku chwilo poprawiła aukcja obligacji pięcioletnich, inwestorzy szybko jednak wrócili do sprzedaży złotego. Po raz kolejny potwierdza się przekonanie, że rynek obligacji i walut są ze sobą silnie powiązane. Notowania EUR/PLN od kilku tygodni pozostają w trendzie bocznym, bez wyraźnego kierunku. Eksporterzy powinni pomyśleć o zabezpieczaniu wpływów w euro po kursie 4,16 zł.
Wydarzeniem środy na rynku międzynarodowym było popołudniowe wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed. Do tego czasu kurs EUR/USD trzymał się przedziału 1,2060-1,2090. Na rynek nie podziałały nawet dane makro ze strefy euro (nadwyżka handlowa w maju 2,2 mld EUR). Obraz rynku zmieniły dopiero słowa jednego z najpotężniejszych ludzi świata finansów. Na komentarz szefa Fed o dobrych perspektywach gospodarki amerykańskiej i konieczności kolejnych podwyżek stóp procentowych dolar zareagował gwałtownym umocnieniem O godz. 16.14 euro kosztowało 1,2005 USD. Amerykańska waluta ma szansę na trwalszy spadek poniżej 1,20 USD za euro. Komentarz Alana Greenspana może wpływać na rynek dłużej niż kilka dni.