Na szczyt Puijo — skoczni narciarskiej w Kuopio — wjeżdża się windą. Atrakcja: ma blaszane, wysokie na 2,5 m ściany, porysowane długimi nartami skoczków.
Głupio pytam Janne Väätäinena, trenera fińskiej kadry B, czy poznał „naszego Adama”? Patrzy z politowaniem: spotkał go nie raz...
Z lotu ptaka
Kiedyś Janne był w drużynie z Janne Ahonenem, a jego „personal best” to 130-metrowy skok i III miejsce w konkursie Pucharu Świata. Trenował go sam Mika Kojonkoski! Pewnie teraz — wobec sukcesów Norwegów — Finowie żałują, że dali mu odejść (choć trener wciąż mieszka w Kuopio, jest nawet członkiem rady miasta)...
— To przez pieniądze — nie mamy ich na skoki tyle, co Norwegowie, Niemcy... A nawet Polacy! — przekonuje Janne Väätäinen.
Cieszy, że Adam Małysz jest bardzo popularny w tym kraju.
— Lubimy też syna waszego trenera. Gdy spaceruje po rynku w Kuopio, wszyscy go rozpoznają — dodaje Merja Syrjänen, z działu marketingu Kuopio Tourist Service.
Tonio Tajner? A tak! Ze względu na jego, jak mówi Merja, przepiękne imię — swojsko brzmiące w fińskim uchu. Merja pasjonuje się skokami od dziecka — jej ojciec był zawodnikiem. Gdy skoczkowie mieli drewniane narty i sami taszczyli je na skocznię, lądował na mniej więcej 60 metrze. Tyle się wówczas skakało...
Winda staje. Wdrapujemy się po schodkach na szczyt ażurowej konstrukcji — w dół lepiej nie patrzeć... Za to piękno rozciągającej się przed nami panoramy Kuopio zapiera dech! To stolica Saimaa, fińskiej krainy jezior. Największej w Europie. Prawie wszystkie z niemal 188 tys. jezior Finlandii leżą tu, na wschodzie kraju. Samo Kuopio oblewają z każdej strony wody Kallevasi. Z białych płaszczyzn zamarzniętego — to początek kwietnia — jeziora wynurzają się wyspy roślinności. Latem miasto, przytulone do stóp wzgórza, wprost tonie w zieleni! Teraz skrzy się w ostrym blasku słońca, pięknie kontrastując z soczyście błękitnym niebem...
Wzgórze Puijo jest popularnym ośrodkiem rekreacyjnym. Całorocznym. Są ścieżki spacerowe, pole golfowe, 40-km sieć tras do narciarstwa biegowego (wokół miasta Kuopio jest ich ponad 400 km), stoki zjazdowe dla narciarzy i snowboardzistów... No i cztery skocznie. Pierwsze zawody w skokach narciarskich odbyły się tu 4 kwietnia 1886 r. Padł rekord: 14 m! 25 lat później na wschodnim zboczu wzgórza Puijo zbudowano pierwszą skocznię. Zawody inauguracyjne przeprowadzono 19 lutego 1911 r. Oglądało je 800 widzów, a zwycięzca skoczył 22 m...
Od tego czasu Kuopio święci tryumfy — Matti Piettikäinen, pierwszy fiński mistrz świata w skokach narciarskich (Falun, 1954 r.), reprezentował klub narciarski Puijo. Teraz trenują tu takie gwiazdy, jak Matti Hautamäki czy Toni Nieminen.
Gaz do dechy
W okolicach miasta wyrosło wiele ośrodków rekreacyjnych. Na przykład Tahko w Nilsiä (50 km od lotniska w Kuopio). Zimą wabi turystów m.in. 20 stokami zjazdowymi (9 oświetlonych, a najdłuższa trasa zjazdowa liczy 1200 m), 2 half-pipe’ami i 2 trasami dla snowboardzistów, 10 wyciągami (przepustowość 13 tys. ludzi na godzinę), 5 restauracjami na stokach, 600 kilometrami tras dla skuterów śnieżnych.
Zbliża się Wielkanoc, więc Tahko pełne gości — te święta to w Finlandii szczyt sezonu sportów zimowych. Do początku maja da się zjeżdżać na nartach, wędrować na biegówkach i w rakietach śnieżnych, pędzić zaprzęgiem psów husky, szaleć śnieżnymi skuterami... W Tahko — jak wszędzie w Finlandii — organizatorzy imprez dla turystów ubierają klientów od stóp do głów: buty, skarpety, kombinezony, rękawice, kaski... Także nasi przewodnicy — Janne, Ville, Jani z firmy Tahko Safarit — sprawnie rozdają ubrania. Potem instrukcje bezpieczeństwa, badanie trzeźwości alkomatem, przeszkolenie... I jazda.
Zaczynamy spokojnie, przypinając do butów rakiety śnieżne. Idzie się jak kaczka, ale przyjemnie — to sposób dotarcia do niedostępnych okolic. Po tej rozgrzewce czas na skutery śnieżne! I od razu ostrzeżenie: na pełnych muld leśnych duktach, powoli — 40 km na godzinę. Otwarte przestrzenie zamarzniętego jeziora Syräri pozwalają na rozwinięcie większej prędkości — 60 km. Aha! I żadnego wyprzedzania!
Jedziemy gęsiego, zachowując spore odstępy. Kurczowo trzymam kierownicę, starając się zapamiętać, że prawym kciukiem naciskam gaz, a lewym hamulec... Uszkodzenie maszyny kosztuje 400 euro! Jest ciężka i łatwo wylecieć z trasy. Zerkam na boki, czy spod płóz tryskają już efektowne fontanny i pióropusze śniegu. Nic. Może jadę zbyt wolno? Dociskam gaz, skuter niemal wyrywa mi się spod tyłka! Cóż za kop adrenaliny! Wymijam wszystkich, pędzę setką! Nigdy bym nie pomyślała, że będę kiedyś piratem śnieżnym! Timo Hänninen, menedżer z Fińskiej Rady Turystyki, upomina — co ty wyprawiasz, reguły wprowadza się nie bez powodu!
— Lód może być kruchy, słońce oślepia... Widziałem czołowe zderzenie dwóch skuterów: chłopaków wyrzuciło w powietrze! Dlatego jeździ się jeden za drugim — przekonuje.
Już bez szaleństw dojeżdżam do skał, gdzie czeka nas przeprawa przez wiszący most — bułka z masłem! I spuszczanie się po linie — choć w alpinistycznym rynsztunku i z instruktorami, zadowalam się rolą widza. Wstyd. Ale „zmywam” niemiłe uczucie — jako jedna z niewielu wskakuję do przerębla!
Początek i koniec
W Tahko nie ma kłopotów z zakwaterowaniem (3 hotele i 400 domków wypoczynkowych). Przyjeżdżają turyści ze Skandynawii, z Rosji, Hiszpanii, Szwajcarii i Niemiec.
— Polacy? 2-3 grupy rocznie. Słyszałam, że jeździcie do Laponii, ale i my mamy atuty! Nasz region leży nie tysiąc, a 400 km od Helsinek, a wypoczynek jest o 20-30 proc. tańszy niż w Laponii. Czysta woda w jeziorach nadaje się do picia. A latem nie dokuczają komary — twierdzi Jaana Liinamaa, prezes rodzinnego biznesu Liinamaa Services, jednej z większych firm w Tahko (19 restauracji, 6 tys. miejsc noclegowych, pole golfowe, korty tenisowe, łodzie, rowery, konie...).
W restauracjach warto spróbować regionalnych specjalności. Jak „kalakukko” — chleb z zapieczonymi w środku małymi rybkami, „karjalan paisti” — potrawka z mięsa wieprzowego i wołowego, „muikkupaisti” — rybki zapieczone z cebulą i bekonem, czy wyrafinowane desery z owoców leśnych. Jest też „sieni salaatti” — sałatka z grzybów. Bo Finowie, jak Polacy, nie mogą się oprzeć rozkoszom grzybobrania.
Jaana Liinamaa wspomina, jak w sezonie zbierała całe wiadra grzybów na szczycie wzgórza Tahko, gdzie — przy górnej stacji wyciągów — stoi jedna z jej restauracji: Pehku. Pracujące tu kelnerki wabią zmarzniętych narciarzy kubkiem gorącego kakao z rumem. Nas też, choć wjechaliśmy tu pasażerskim ratrakiem, szumnie zwanym śnieżną gondolą. Na szczycie — sauna na 20 osób opalana drewnem. Golasy siedzące w 80-stopniowym gorącu mogą przyglądać się — przez okienka — narciarzom śmigającym po stokach! Nie korzystamy, mamy własne sauny (oraz suszarki do ubrań — Finowie myślą o wszystkim!) w pokojach hotelu Sokos Tahkovouri.
— W Finlandii naliczono jakieś 2,5 mln saun. Na 5 mln obywateli! Niegdyś, nim postawiono dom, budowano saunę. Życie zaczynało się w niej i kończyło. Bo w saunie — najcieplejszym miejscu, z dostępem do gorącej wody — kobiety rodziły dzieci. Tu też obmywano ciała zmarłych — wyjaśnia Timo Hänninen.
Fińskie przysłowie głosi: „Jeśli sauna, likier i smoła nie pomogą, to jesteś w opłakanym stanie”. Wciąż przestrzega się w niej dawnych reguł — nie na miejscu są głośne rozmowy i nieodpowiednie zachowanie. Bo saunę zamieszkują rozmaite duchy. Przyjaźnie usposobione, fakt — ale lepiej ich nie drażnić!
Co dalej? W dyskotece Piazza zetknięcie z miejscowym zwyczajem. Antypoślizgowym. Posypują tu podłogę neską — kawa deptana stopami tańczących pachnie nieziemsko!
Kulturowy tygiel
Kuopio należy do najstarszych w Finlandii miast (z 1653 r.). Sporo tu do zwiedzania, a w okresie Wielkanocy nie sposób przegapić ekumenicznego przedstawienia pasyjnego: Via Dolorosa (grają go, na świeżym powietrzu, do 12 kwietnia). Większość z niemal setki aktorów to amatorzy. Przedstawienie rozpoczyna się na stopniach katedry luterańskiej, a akcja rozgrywa się w pobliżu katedry prawosławnej. W fińskiej Karelii mieszają się bowiem kultury Zachodu i Wschodu. Dokumentuje to muzeum prawosławia: „The Orthodox Church Museum of Finland” w Kuopio, także siedziba arcybiskupstwa. Muzeum gromadzi liturgiczne naczynia, księgi, szaty i inne przedmioty z XVIII i XIX wieku oraz kolekcję ikon. Szczególnie zapada w pamięć jedna — na płaszczu Matki Boskiej pysznią się lapońskie barwy i wzory. Mnisi prowadzili misje wśród Lapończyków, stąd ten zaskakująco barwny efekt artystyczny.
— Nasze zbiory to zaledwie 10 proc. skarbów z monastyrów Valamo i Konevitsa nad jeziorem Ładoga oraz z Petsamo na północy. Reszta zaginęła gdzieś w Rosji... Finowie, opuszczając w pośpiechu domy, zabierali to co najcenniejsze. Ewakuowano 400 tys. ludzi — opowiada Minna Jaakkola z muzeum.
Bo Finlandia boleśnie doświadczyła sąsiedzkiej chciwości. W 1940 r. pod sowieckim zaborem znalazło się 38 tys. km kw. fińskich ziem (zachodnia Karelia, rejon miasta Salla w Laponii, część Półwyspu Rybackiego). Rozmyślając nad podobieństwem losów naszych krajów, kieruję się w stronę Helsinek. Czas wracać.
