Zimowy atak grypy wyludnia biura i fabryki. Receptą są nowoczesne szczepionki i wciąż niedoceniane leki homeopatyczne.
Nadchodzi dziwne osłabienie, z nosa tryska fontanna, bolą mięśnie, robi się gorąco. Po chwili na biurkach zaczynają musować aspiryny... Gremialnie ignorujemy pierwsze objawy grypy. Mam robotę do zrobienia, jakoś to przechodzę — tłumaczą sobie janczarzy korporacji. Jednak po kilku dniach jest coraz gorzej. Przychodzi gorączka, biura pustoszeją.
— Nie ma możliwości, przynajmniej w początkowym stadium choroby, chodzenia do pracy czy robienia zakupów. Wychodząc z domu zarażamy innych, sami narażając się na ostre powikłania — ostrzega lek med. Ewa Jabłońska-Jagiełło, ordynator oddziału noworodków szpitala w Wołominie oraz wiceprezes Polskiego Towarzystwa Homeopatii Klinicznej.
Powody są dwa: większość firm krzywo patrzy na pracowników zbyt często korzystających ze zwolnień, my sami zaś nie doceniamy niebezpieczeństwa, objawy grypy kwitując lekceważąco: ot, przeziębienie. Tymczasem, jak mówi prof. dr hab. Lidia Brydak, kierownik krajowego ośrodka referencyjnego ds. grypy, jedynym sposobem na wyleczenie jest bezwzględne przestrzeganie zaleceń lekarza, przede wszystkim leżenia w łóżku i przyjmowania leków.
Przy każdym jesiennym ataku grypy pośrednicy pracy czasowej przeżywają lawinę telefonów z pytaniem o sekretarkę na tydzień-dwa. Proste prace biurowe może wykonać każdy, specjalisty zastąpić się nie da. Koniec roku, domykanie planów i budżetów, a tu zaczyna się personalny dramat. Jak się bronić? Najlepiej grypie zapobiec.
Sprawdzonym, choć wciąż mało popularnym środkiem ochronnym, są nowoczesne, skuteczne szczepionki.
— Posiadamy tak duży ich wybór, że można znaleźć odpowiednią dla każdego pacjenta. Tymczasem w kraju szczepi się rocznie mniej niż 8 proc. populacji! — alarmuje prof. Brydak.
Właściciele firm, zwłaszcza zagranicznych, organizują szczepienia dla swoich pracowników. To pozwala oszczędzać czas i pieniądze potrzebne ich firmie. Zwłaszcza, że szczepienia zapewniają ochronę przynajmniej na 12 miesięcy. Uciekanie się do szczepień to nie jedyny środek, jaki stosują pracodawcy, aby zapobiegać nieobecnościom w pracy spowodowanym grypą. Coraz częściej szukają też recepty w gabinetach lekarzy homeopatów.
— Miałem pacjenta, szefa dużego zespołu. Gdy zobaczył, że homeopatia działa, nakazał profilaktyczną kurację najczęściej chorującym pracownikom. Liczba zachorowań zauważalnie spadła — opowiada lek med. Marek Bardadyn, homeopata.
Jego zdaniem, leki homeopatyczne, brane pod kierunkiem lekarza w odpowiedniej dawce i odpowiednio długo przed pojawieniem się grypy, zabezpieczają przed zakażeniem.
— Leki te wspomagają organizm, by miał siłę walczyć z infekcjami oraz wzmacniają jego strukturę tak, aby nie dopuszczał do rozwoju wirusów chorobotwórczych — podkreśla Bardadyn.
— Leki homeopatyczne z powodzeniem zastępują tradycyjne preparaty — wtóruje mu Ewa Jabłońska-Jagiełło. — Korzyść pacjenta polega nie tylko na leczeniu ale i zastosowaniu mniej inwazyjnych leków lub osłonie organizmu przed ich niekorzystnym działaniem ubocznym — podkreśla.
Oczywiście homeopatyczne preparaty nie zdziałają cudów, zwłaszcza w zaawansowanym stadium choroby.
— Leki homeopatyczne dobrane indywidualnie przez lekarza dla określonego pacjenta i na konkretną dolegliwość są skuteczniejsze niż ogólnodostępne tzw. leki kompleksowe, które mają szersze działanie — tłumaczy Ewa Jabłońska-Jagiełło.
Radzi, by przyjmować je na czyste śluzówki, czyli co najmniej 15 minut po jedzeniu lub przyjęciu innych leków. I bezwzględnie przestrzegać zaleceń na ulotce. Jeśli w podanym czasie nie nastąpi poprawa — jak najszybciej skontaktować się z lekarzem.
Słuchajmy więc specjalistów, pamiętając, że poza wszelkimi preparatami są jeszcze sposoby sprawdzone od wieków: czosnek, sok z malin i ciepła czapka.
