1:0 dla czarnych etykiet

opublikowano: 15-06-2016, 22:00

Wina z Château Palmer pokazały, na co je stać, bo cena butelki nowego rocznika otarła się o 1 tys. EUR.

Złoty zamek ze szpiczastymi wieżami na czarnym tle wyróżnia etykiety jednej z bordoskich winnic, która postanowiła wyłamać się trochę z systemu tzw. winnych futuresów. Poza kampanią en primeur — w ramach której inwestuje się w wino jeszcze przed zabutelkowaniem — beczka z najnowszym rocznikiem Château Palmer trafiła na hongkońską aukcję. Cena, która padła, potwierdziła możliwości obu stron — i winnicy, i licytujących w Hongkongu.

Chociaż na aukcję w azjatyckim oddziale Sotheby’s wystawiona została 225-litrowa beczka, zasady zakupu niedojrzałego wina są stałe i kolekcjonerzy jeszcze trochę poczekają, zanim trunek ozdobi naklejka ze słynnym złotym zamkiem. Rzadko kiedy zdarza się jednak, że cena w przeliczeniu na przyszłe butelki dochodzi do 1 tys. EUR (4,4 tys. zł) za jedną — co oznacza, że jest sześciokrotnie wyższa od stawki, jakiej się spodziewano przed aukcją. Poza tym, że wino na takim etapie nie jest zwykle licytowane, trzeba zauważyć, że bordoska winnica z Margaux wyłamała się też w ramach tradycyjnej sprzedaży, obnażając przy tym mechanizm, który zapewnia jej

lepsze zarobki. Strategia jest przy tym dość przewrotna, bo zakłada, że złoty zamek w ogóle nie będzie konkurował cenami, a koszt butelki w ramach en primeur śmiało może wynosić 210 EUR (915 zł), czyli ponad 30 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Pośrednicy na giełdzie Liv-ex wycenili natychmiast skrzynkę na 2,3 tys. GBP (12,8 tys. zł), więc zwyżka w porównaniu z rocznikiem 2014 jest spora, bo nowe wino jest droższe o połowę ceny poprzedniego. W kontekście rozczarowań, jakich przysporzył system futuresów w ostatnich latach, tak wysoka stawka wydaje się zupełnie nieracjonalna i może nawet sugerować, że na rynku wtórnym wino nie będzie miało jak podrożeć, więc będzie tylko tanieć.

Niekoniecznie — bo Château Palmer po prostu nie chce go teraz sprzedać, tylko woli zaczekać, licząc na wzrost wartości rocznika stosowny do jego jakości i ocen. Krytycy przyznali mu raczej wysokie noty, Neal Martin — starający się zastępować słynnego Roberta Parkera — stwierdził, że wino ma prawdziwą klasę, a handlarze z giełdy Liv-ex przyznali mu 8. miejsce w rankingu ulubionych z rocznika 2015. Żeby podkreślić, że tegoroczna cena rzeczywiście jest zaporowa, można zestawić ją ze stawką za 2010, który Parker ocenił po trzech latach w swojej stupunktowej skali na 98+, a więc bardzo wysoko — są właściwie jednakowe.

Od czasu wejścia na rynek rocznik 2010 nie zanotował raczej żadnych większych wahań, więc eksperci z londyńskiej platformy są zgodni, że kolekcjonerzy kierujący się jakością powinni zainteresować się bardziej skrzynką z 2011 czy 2012, bo obie mają po 96 punktów od krytyków i prawie 30 proc. zniżki w stosunku do najmłodszego wina. W porównaniu z wynikiem z aukcji cenowa relacja stawiałaby nabywcę tegorocznej beczki w dosyć niepewnym świetle, ale trzeba dodać, że w cenie kilku milionów hongkońskich dolarów była jeszcze możliwość umieszczenia swojego nazwiska na czarnych etykietach, a także odwiedziny w zamku z wieżami na obiad.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy