W czwartkowych zamachach bombowych na cztery pociągi podmiejskie w Madrycie zginęło łącznie 190 osób, a 1247 zostało rannych - poinformował rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych Hiszpanii. Na trzech dworcach kolejowych, gdzie w godzinach szczytu dokonano zamachów, śmierć poniosło 181 osób. Dalszych dziewięć zmarło w karetkach bądź też w szpitalach. Bomby w pociągach wybuchły w czasie porannego szczytu.
Według hiszpańskiego rządu, zamachy te, dokonane na trzy dni przed wyborami parlamentarnymi, są dziełem terrorystycznej baskijskiej organizacji separatystycznej ETA. Jednak ETA zaprzeczyła, a w furgonetce w miejscowości Alcala de Henares pod Madrytem, skąd wyruszały pociągi będące celem czwartkowych zamachów terrorystycznych, znaleziono kasetę z wersetami z Koranu w języku arabskim oraz siedem detonatorów.
Dodatkowo ukazująca się w Londynie arabska gazeta "Al-Kuds Al-Arabi" podała, że do zamachu przyznała się Al-Kaida.
W Alcala de Henares mieszka około 4 tysięcy Polaków. Wielu z nich dojeżdża do Madrytu do pracy. Jak podała polska ambasada w Madrycie, wśród ciężko rannych jest dwóch Polaków, przebywają oni na oddziale intensywnej terapii.
- To jest masowe morderstwo - powiedział premier Jose Maria Aznar po nadzwyczajnym posiedzeniu gabinetu. Obiecał schwytać sprawców i wyraził współczucie krewnym ofiar. Rząd ogłosił trzydniową żałobę narodową.
- ETA starała się dokonać masakry w Hiszpanii - powiedział minister spraw wewnętrznych Angel Acebes, przypominając niedawne udaremnione zamachy. - Niestety, dziś osiągnęła swój cel.
Arnaldo Otegi, przywódca radykalnej baskijskiej partii Batasuna, uważanej za polityczne skrzydło ETA, zaprzeczył, by seria zamachów była dziełem tej organizacji i przypisał akty terroru, jak to ujął, "arabskiemu ruchowi oporu".
Ataku nie poprzedziły go żadne ostrzeżenia. Bomby zaczęły wybuchać o wpół do ósmej rano w pociągu podmiejskim wjeżdżającym na duży dworzec Atocha, węzłową stację pociągów dojazdowych, dalekobieżnych i madryckiego metra. O tej porze kilkadziesiąt tysięcy osób korzysta z podmiejskiej komunikacji kolejowej, by dotrzeć do stolicy.
Eksplozje nastąpiły w czterech pociągach na stacjach Atocha, Santa Eugenia i El Pozo lub w ich pobliżu. Wybuchów było łącznie trzynaście, ale trzy z nich przeprowadziła sama policja, detonując pod kontrolą bomby lub podejrzane obiekty.
Zamachy spowodowały chaos komunikacyjny w Madrycie. Podmiejskie linie kolejowe oraz część metra zamknięto, a na prawie wszystkich głównych ulicach stolicy powstały długie korki. Policja odradza podróżowania po mieście i nawołuje do zachowania spokoju.
Przywódcy europejscy potępili zamach. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox przypomniał, że w niedzielę mają odbyć się w Hiszpanii wybory powszechne, i nazwał czwartkowy atak "wypowiedzeniem wojny demokracji".
DA, PAP