A może pisać by krócej...

Jacek Zalewski
opublikowano: 2002-09-27 00:00

Według stanu na wczoraj, „Puls Biznesu” nie jest liderem wśród tytułów napiętnowanych czerwonym kolorem na internetowej stronie Ministerstwa Finansów za niepublikowanie w terminie sprostowań. Więcej można nas znaleźć w kategorii pomarańczowej (sprostowania oczekujące na druk), trochę mniej w zielonej (wydrukowane w terminie). Owymi kolorowymi stopniami nikt się nie przejmuje, jako że wobec słynnej już strony www.mf.gov.pl należy stosować zasadę ograniczonego zaufania. Na przykład, gdy wicepremier Grzegorz W. Kołodko ogłosił podniesienie CIT na przyszły rok do 27 proc., to jego internetowa zabawka jeszcze przez wiele dni kłamała, iż filarem budżetu jest stawka 24 proc.

Główną przyczyną stresów nowego p.o. dyrektora Biura Prasowego MF (patrz wydzierka obok) jest niespełnianie przez jego materiały ustawowej definicji sprostowania, która jest jednoznaczna: „rzeczowe i odnoszące się do faktów sprostowanie wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej”. Poza tym „tekst sprostowania lub odpowiedzi nie może być dłuższy od dwukrotnej objętości FRAGMENTU materiału prasowego, którego dotyczy”. Najmniejszą gwarantowaną ustawowo objętością sprostowania jest pół strony znormalizowanego maszynopisu, czyli 900 znaków. Tymczasem pisarze z resortu finansów produkują całe eseje, odnoszące się czasem do jednego zdania artykułu z „PB”. Naprawdę nie powinni spodziewać się ich drukowania, ponieważ byłoby to niezgodne z prawem prasowym.

Wewnętrzna potrzeba publicystycznego realizowania się jest często spotykaną cechą służb PR. Jednak w obecnym resorcie finansów wręcz zagłusza ona wykonywanie standardowych obowiązków. Biuro prasowe stresuje się dotykającymi go roszadami kadrowymi, zadania zaś otrzymuje niewykonalne — jak ogarnąć całą medialną sforę, obszczekującą tak genialne rozwiązania, jak na przykład abolicja podatkowa. Notabene, ciekawi jesteśmy linii propagandowej Ministerstwa Finansów po uchwaleniu wczoraj przez Sejm stawki 12 proc., która dosyć radykalnie ograniczy zainteresowanie abolicją ze strony zapominalskich — jak nazywa ich pani minister Ożóg, czy zwykłych oszustów — jak uważają wszyscy uczciwie płacący podatki.