A ten to franka bije!

Maciej Kossowski, Expander, Paweł Zielewski
opublikowano: 18-12-2006, 00:00

Czy frank jeszcze ma sens? Który bank pożyczy najwięcej, a który najtaniej? Gdzie dostaniemy kredyt na piękne oczy?

Oprocentowanie kredytów we frankach szwajcarskich systematycznie rośnie. Na szczęście dzięki coraz mocniejszej złotówce pieniędzy w portfelach kredytobiorców nie ubywa tak szybko, jak można by się tego spodziewać.

Złoty umacnia się w ostatnich miesiącach względem dolara i euro. Dodatkowo frank szwajcarski słabnie w relacji do wspólnej waluty. W efekcie ostatnio płaciliśmy za franka tylko 2,40 zł — najmniej od 5 lat. Dla kredytobiorcy, który co miesiąc musi oddać bankowi 500 franków, spadek ceny tej waluty o 1 grosz oznacza 5 zł miesięcznie w kieszeni. A w ciągu ostatnich 12 miesięcy frank stracił 20 groszy, co daje spadek raty rzędu 100 zł.

Z drugiej strony, rośnie oprocentowanie. Zostańmy przy 500 frankach raty 20-letniego kredytu. Wzrost kosztu kredytu o 1 pkt proc. z 2,5 do 3,5 proc. oznacza, po przeliczeniu na złote, ratę wyższą o około 115 zł. Dwie tendencje rynkowe w znacznym stopniu się niwelowały.

Tak było dotąd. Jak będzie w najbliższym roku? Na pewno czeka nas dalszy wzrost stóp procentowych w Szwajcarii i co za tym idzie, oprocentowania kredytów. Można oczekiwać, że koszt przeciętnego kredytu we frankach szwajcarskich w połowie przyszłego roku będzie o około 0,5 pkt proc. wyższy niż obecnie i zbliży się do 4 proc. Efektywnie taki kredyt kosztuje jednak około 4,3-4,4 proc. z uwagi na tzw. spread (różnicę między kursem wpłaty a kursem spłaty zadłużenia).

Znacznie trudniej jest na dłuższą metę przewidywać notowania złotego. Zdecydowana większość analityków oczekuje dalszego umocnienia naszej waluty, co jest dobrą informacją dla kredytobiorców. Warto przypomnieć, że frank szwajcarski w połowie lat 90. kosztował sporo poniżej 2 zł.

Argumentów za dalszym wzrostem kursu naszej waluty jest sporo. Polska gospodarka jest w znakomitej kondycji, co przyciąga zagranicznych inwestorów. Stopy procentowe w naszym kraju są relatywnie wysokie, a w przyszłym roku powinny być jeszcze wyższe, co również zwiększa atrakcyjność inwestycyjną Polski i zainteresowanie złotym.

Wydaje się więc, że frank szwajcarski nadal jest dobrym rozwiązaniem dla kredytobiorców. Tym bardziej że kredyty w złotych już wkrótce najprawdopodobniej będą droższe z uwagi na wyższe stopy procentowe. W połowie przyszłego roku oprocentowanie kredytów w krajowej walucie może ukształtować się na poziomie 6 proc.

Jak zostać rentierem

Inwestowanie w nieruchomości jest w modzie i się opłaca. A jeśli ktoś już kupi mieszkanie, by zarobić na wzroście jego wartości, najczęściej decyduje się na jego wynajem, by chociaż częściowo pokryć raty kredytu. Okazuje się, że dochody z wynajmu mogą być uwzględnione przez bank przy zaciąganiu kolejnego kredytu. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać już posiadane mieszkanie jako „trampolinę” do zbudowania portfela inwestycyjnego złożonego z kilku nieruchomości, i to przy relatywnie niewielkiej pensji.

Wszystkie banki skłonne są uwzględnić dochody z najmu, pod warunkiem jednak że są one już osiągane — z reguły przynajmniej od 12 miesięcy. Przyszłe dochody z wynajmu, a więc dochody, jakie będziemy uzyskiwać dopiero po zakupie nieruchomości, na którą bierzemy kredyt, może wziąć pod uwagę PKO BP (do 70 proc. przyszłych dochodów) oraz Bank Millennium, ale tylko w ramach Kredytu Hipotecznego Biznes (jeśli zabezpieczeniem jest nieruchomość komercyjna lub mieszkalna, ale częściowo przeznaczona na cele komercyjne).

Wiele banków „obcina” dochody z wynajmu. Polbank uwzględnia maksymalnie 81 proc. uzyskiwanego dochodu, GE Money Bank i Nykredit — 80 proc. (50 proc., jeśli płacimy podatek ryczałtem), Deutsche Bank PBC 75-85 proc., BPH 90 proc., Pekao od 50 do 80 proc. Praktycznie wszystkie banki, z wyjątkiem BOŚ, są skłonne dać kredyt w sytuacji, gdy dochody z wynajmu będą jedynym źródłem dochodu kredytobiorcy.

Kredyt na piękne oczy

Kredytowej biurokracji można uniknąć, z reguły jednak trochę to kosztuje. Są banki, które udzielą kredytu w ramach „uproszczonej procedury”, a więc na przykład bez dokładnej analizy wysokości i źródła dochodów. Dla części kredytobiorców jest to tylko kwestia wygody i oszczędności czasu, dla innych jedyna szans na kredyt. Sprawdziliśmy, co oferują banki:

n Lukas Bank — klienci, których pensja z tytułu umowy o pracę wpływa na konto w tym banku, nie muszą przedstawiać zaświadczenia o zatrudnieniu. Parametry kredytu pozostają bez zmian.

n Millennium — nie trzeba dokumentować wysokości dochodów, jeśli kredyt jest zabezpieczony płynnymi aktywami klienta (np. oszczędności w funduszach inwestycyjnych). Kredyt na oświadczenie jest dostępny dla przedsiębiorców rozliczających się wg karty podatkowej lub ryczałtu oraz dla rolników — w tych przypadkach maksymalna kwota kredytu to 50 proc. wartości nieruchomości. Bank nie podwyższa oprocentowania.

n mBank — na oświadczenie o dochodach można dostać kredyt do wysokości połowy wartości nieruchomości, lecz nie wyższy niż 500 tys. zł. Bank nie podnosi oprocentowania. Sam weryfikuje fakt zatrudnienia.

n Santander Consumer Bank — na oświadczenie o dochodach można uzyskać kredyt do 70 proc. wartości nieruchomości i nie więcej niż 300 tys. zł w złotych oraz równowartość 150 tys. zł we frankach szwajcarskich. Przy spłacie kredytu w innym banku kredytem złotowym nie ma ograniczeń co do kwoty. Bank weryfikuje fakt zatrudnienia.

n ING Bank Śląski — od swoich stałych klientów oraz klientów zaliczanych do grupy niskiego ryzyka (lekarze, prawnicy) bank wymaga jedynie oświadczenia o dochodach (bez konieczności przedkładania zaświadczenia o zatrudnieniu i deklaracji podatkowych). W wyjątkowych sytuacjach bank może zweryfikować fakt zatrudnienia. Parametry kredytu nie ulegają pogorszeniu — bank pożycza na 100 proc. wartości nieruchomości, oprocentowanie jest standardowe.

n Fortis Bank — kredyt bez dokumentowania dochodów mogą otrzymać przedstawiciele wybranych zawodów (prawnicy, lekarze, architekci, biegli rewidenci itp.) oraz osoby publiczne. Maksymalna relacja kredytu do wartości nieruchomości to 75 proc., nie ma ograniczeń do kwoty. Oprocentowanie jest podwyższane średnio o 1 pkt proc.

Nieruchomości
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
×
Nieruchomości
autor: Dominika Masajło, Paweł Berłowski
Wysyłany raz w tygodniu
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

n BPH — bank może przyjąć oświadczenie o dochodach, jeśli klient ma rachunek w BPH od przynajmniej 12 miesięcy i przekazuje tam swoją pensję. Parametry kredytu są standardowe.

n Dom — oferuje Refinansowanie Plus — kredyt na spłatę dotychczasowych zobowiązań, jeśli jednym z nich jest kredyt mieszkaniowy spłacany przynajmniej od 9 miesięcy. Bank nie weryfikuje faktu zatrudnienia. Oprocentowanie jest takie jak w ofercie standardowej. Na przykład dla kredytu w wysokości 200 tys. zł zabezpieczonego na nieruchomości wartej 400 tys. zł — 6,83 proc. Może być wyższe, jeśli refinansujemy kredyty konsumpcyjne.

n GE Money Bank — kredyt bez dokumentowania dochodów skierowany jest do klientów wykonujących zawody zaufania publicznego, prowadzących działalność gospodarczą (lista zawodów podobna jak w przypadku Fortis Banku). Maksymalna relacja kredytu do wartości nieruchomości to 60 proc. Oprocentowanie jest podwyższane — np. dla kredytu 200 tys. zł zabezpieczonego na nieruchomości wartej 400 tys. zł wynosi 7,2 proc., wobec 5,2 proc. w ofercie standardowej. Bank nie weryfikuje faktu prowadzenia działalności gospodarczej przez klientów (może to robić w indywidualnych sytuacjach).

n Polbank — kredyt bez badania wysokości i źródła dochodów można dostać na spłatę kredytu mieszkaniowego w innym banku. Oprocentowanie jest podwyższone, np. dla kredytu w kwocie 200 tys. zł zabezpieczonego na nieruchomości wartej 400 tys. zł wyniesie 5,45 proc., wobec 5,35 proc. w procedurze standardowej. Warto dodać, że bank ma specjalne, niższe oprocentowanie dla kredytów refinansowych (na spłatę zadłużenia w innym banku). Większość banków nalicza takie samo oprocentowanie, niezależnie od tego, czy kredyt jest na zakup mieszkania, czy na spłatę starego zadłużenia. n

Patrz, co bierzesz. Licz, za ile bierzesz

Zawsze zwracamy naszym klientom uwagę na dokładną analizę oprocentowania. Bank, który życzy sobie 5,3 proc. za kredyt wcale nie musi być tańszy od tego który ustalił oprocentowanie na 5,5 proc. Diabeł tkwi w szczegółach.

Na pewno należy znać dokładny poziom marży. Marża to składnik oprocentowania kredytu, który w większości przypadków nie może zmienić się w całym okresie spłaty. Drugim składnikiem jest rynkowa stopa procentowa, taka jak WIBOR (dla złotego) i LIBOR (dla franka szwajcarskiego). Są to poziomy oprocentowania, po jakich banki sobie nawzajem pożyczają pieniądze. Ponieważ indywidualny kredytobiorca jest mniej wiarygodny niż inny, bank musi zapłacić dodatkową marżę (np. 1,5 proc. powyżej WIBOR).

O ile z porównaniem marży nie ma problemu, o tyle stopy rynkowe mogą być ustalane na wiele różnych sposobów. Sam indeks WIBOR występuje w kilku „odmianach”. Na przykład WIBOR 3-miesięczny wynosi 4,2 proc., 6-miesięczny 4,35 proc., a oba są przez banki wykorzystywane. Część banków bierze pod uwagę stawki aktualnie obowiązujące, inne banki obliczają własne indeksy na bazie danych historycznych. W rezultacie na przykład 3-miesięczny WIBOR w Pekao wynosi 4,27 proc., w Millennium 4,22 proc., a w BZ WBK 4,2 proc. Różnice mogą być znacznie większe, gdy zmieniają się stopy procentowe — wtedy banki w różnym tempie dostosowują się do zmian.

Adrian Konrad

Expander

Szwajcarska precyzja już niemodna

Wyraźnie widać odwrót klientów od franka szwajcarskiego. Zdaniem banków, wynika to ze wzrostu stóp procentowych w Szwajcarii. Częściowo z pewnością tak, jednak główną przyczyną jest rekomendacja S, która utrudniła dostęp do kredytów walutowych osobom o niskich zarobkach — największy spadek sprzedaży frankowych kredytów widać w trzecim kwartale tego roku, zaraz po wprowadzeniu ograniczeń. Banki są też bardziej ostrożne w promowaniu kredytów we frankach w obawie przed dalszymi posunięciami nadzoru bankowego.

W PKO BP udział kredytów we frankach szwajcarskich w pierwszym kwartale wyniósł 62 proc., w drugim 55 proc., a w trzecim już tylko 41 proc. W Banku Millennium w trzech kwartałach tego roku udział franków utrzymywał się na poziomie około 90 proc. Jednak, jak podkreśla Agnieszka Nachyła z Millennium, obecnie większość klientów wybiera naszą walutę. Spadek udziału franków szwajcarskich już w trzecim kwartale w relacji do pierwszego wyraźnie widać w Santander Consumer Banku (z 85 do 55 proc.), Kredyt Banku (z 75 do 50 proc.) czy BGŻ (z 71 do 56 proc.).

Wzrost zainteresowania kredytami w krajowej walucie widać na przykładzie ING Banku Śląskiego, który w pierwszym kwartale tego roku pożyczył 91 mln zł, a w trzecim już ponad 210 mln zł (łącznie w trzech pierwszych kwartałach 561 mln zł — o 170 proc. więcej niż w takim samym okresie ubiegłego roku).

Maciej Kossowski, Expander

Banki powoli zbliżają się do ściany

Polskie banki nie mają już zbyt wielu możliwości zwiększania zdolności kredytowej klientów. Kilka lat temu mogliśmy pożyczać coraz więcej dzięki silnie spadającym stopom. Później banki zaczęły masowo wydłużać okresy spłaty z 20 do 30 lat. Ostatnio coraz bardziej dostępne są kredyty na 40 lat (niedawno wprowadziły je Pekao i BPH), a nawet 45 lat (MultiBank, mBank). Jednak wydłużanie okresu spłaty ponad 30 lat nie powoduje znaczącego spadku raty.

Metody „administracyjne” też są ograniczone. Do niedawna banki obniżały poziomy kosztów utrzymania kredytobiorców — im niższy jest ten wskaźnik, tym więcej, zdaniem banku, kredytobiorca może przeznaczyć na ratę. Tutaj jednak nie ma już marginesu dla poprawy — kredytobiorca musi. Oczywiście im więcej będziemy zarabiać, tym więcej dostaniemy kredytu, jednak wzrost dochodów ludności jest w Polsce kilka razy niższy niż wzrost cen mieszkań.

Zdolność kredytowa, która nie może się już znacząco zwiększyć, będzie w najbliższych latach czynnikiem hamującym wzrost cen nieruchomości. Jeszcze dwa miesiące temu za 300 tys. zł można było w Warszawie kupić 48 metrów nowego mieszkania, a teraz już tylko 42. W sytuacji, gdy ceny mieszkań rosną w tak zawrotnym tempie, coraz większego znaczenia nabiera właśnie „hojność” banków. Nic nam po kredycie, nawet najtańszym, jeśli nie będziemy za uzyskane pieniądze kupić połowy potrzebnej nieruchomości.

Magdalena Szkoda, Expander

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Kossowski, Expander, Paweł Zielewski

Polecane