Od dołka, w który kurs Eurocashu wpadł 25 września po 14 miesiącach przeceny, notowania zyskały 13 proc., choć koniunktura na GPW w tym czasie wyjątkowo nie sprzyjała — WIG20 osunął się o 3,5 proc.

Także na sesji w poniedziałek kontrolowana przez Luisa Amarala wyróżniała się zarówno skalą zwyżki, jak i obrotów. Analitycy kręcą jednak nosem i nie widzą powodów do odtrąbienia końca trendu spadkowego, który obniżył wartość rynkową firmy o połowę.
— W branży spożywczej nie wydarzyło się nic pozytywnego. Deflacja cen żywności postępuje, marże spadają, odczuwa to też konkurencja Eurocashu. Handel tradycyjny jest pod presją — ocenia Krzysztof Kuper, analityk z Ipopema Securities. Włodzimierz Giller, analityk DM PKO BP, w raporcie z 26 września wycenił akcje spółki na 32,1 zł i radził je trzymać, co oznacza, że potencjał wzrostu oceniał na umiarkowany.
Kurs sięga już jednak 35 zł. Ekspert DM PKO BP uważa, że drugie półrocze może być dla Eurocashu nieco lepsze od pierwszego, choć będzie to głównie zasługą niskiej bazy z zeszłego roku.
Do końca roku spadać może jednak wskaźnik zadłużenia netto w odniesieniu do zysków, ale nie należy się spodziewać wyraźnej poprawy przepływów pieniężnych. Podobnie obniżenie ratingu dla spółki w minionym tygodniu tłumaczyli eksperci agencji EuroRating, wskazując, że oprócz problemów z generowaniem gotówki na obniżenie oceny wiarygodności kredytowej wpłynął dodatkowo wzrost nakładów inwestycyjnych.
— Cash flow, jeśli się poprawi w drugim półroczu, to nieznacznie. Eurocash już do tej pory mocno wydłużał terminy płatności dostawcom — dodaje Krzysztof Kuper. Zarząd spółki pokładał nadzieje w spółkach zależnych, w tym tych nowo przejętych. Eksperci studzą jednak nastroje. Włodzimierz Giller z DM PKO BP obniżył prognozy rentowności Eurocashu na przyszły rok właśnie ze względu na słabsze rezultaty zależnej Grupy Tradis. Podobnie oceniane są przejęte spółki, które mimo wysokich przychodów będą miały negatywny wpływ na rentowność.