Głośny upadek Zakładów Mięsnych Henryk Kania (ZMHK) to jedna z największych afer polskiego rynku kapitałowego, która wybuchła we wrześniu 2019 r. po artykule PB. Ujawniliśmy w nim, że ta duża giełdowa spółka, z przychodami przekraczającymi 1 mld zł rocznie, produkuje nie tylko wyroby mięsne, ale też tysiące lewych faktur, oszukując skarb państwa, banki, akcjonariuszy i obligatariuszy.
Długa lista podejrzanych, wszyscy z Alior Banku
Dwa miesiące wcześniej finansujący ZMHK Alior Bank w giełdowym komunikacie poinformował, że doniósł śledczym o podejrzeniu popełnienia przez władze zakładów mięsnych oszustwa kredytowego. Zarząd banku ukrył jednak, co również ujawniliśmy w PB, że o udział przestępstwach, w wyniku których stracił 161,5 mln zł, podejrzewa nie tylko przedstawicieli ZMHK, ale też… własnych pracowników.
Po ponad sześciu latach epilog tej historii napisali śledczy śląskiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej. Taki, jakiego chyba nikt się nie spodziewał. I jakiego z pewnością w historii polskiej bankowości nie było.
- W wątku dotyczącym podejrzenia niegospodarności na szkodę Alior Banku w związku z finansowaniem ZMHK zarzuty przedstawiono 27 osobom, które w latach 2018-19 zatrudnione były w Aliorze na różnych stanowiskach, od analityka aż po prezesa banku – informuje Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.
I wymienia: Piotra P., Bartosza B., Marcina T., Jarosława N., Beatę N., Wojciecha O., Sławomira C., Arkadiusza P., Joannę M., Dariusza Ł., Olgę Ż., Agnieszkę M., Michała W., Rafała P., Leszka P., Urszulę K., Macieja S., Tomasza B., Seweryna K., Dariusza S., Filipa G., Marcina J., Agatę S., Mateusza P., Marka S., Katarzynę S. i Krzysztofa B.
Szkoda wyliczona na 161,5 mln zł
Co istotne, aż dwanaście ostatnich osób to członkowie zarządów Alior Banku z lat 2018-19, którzy zasiadali w nich w różnych okresach. A dwie - Katarzyna Sułkowska i Krzysztof Bachta (oboje wyrażają zgodę na podawanie pełnych danych osobowych) - to byli prezesi Aliora, pełniący tę funkcję odpowiednio od marca do października 2018 r. i od października 2018 do maja 2020 r.
- Podejrzanym, w zależności od faktycznej pozycji w strukturach banku, przedstawiono zarzuty dotyczące niegospodarności na szkodę Alior Banku, polegającej na spowodowaniu określonej szkody lub narażeniu na jej powstanie, tudzież współdziałaniu w jej wyrządzeniu, w związku z finansowaniem ZMHK w latach 2018-19 – mówi Przemysław Nowak.
I dodaje, że prokuratorzy śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej całkowitą szkodę banku szacują na kwotę 161,5 mln zł. Czyli tyle, ile Alior musiał spisać na straty z finansowania ZMHK wartego łącznie 235 mln zł…
Ustalenia audytów i artykuły PB
Krótki, toksyczny związek obu podmiotów zaczął się w marcu 2018 r., a początkowy poziom finansowania ZMHK przez Aliora wynosił prawie 100 mln zł. Potem, na podstawie kolejnych umów i aneksów, systematycznie rósł, po raz ostatni w kwietniu 2019 r., czyli zaledwie miesiąc przed utratą płynności przez producenta wędlin.
Niewiele później ujawniliśmy w PB wyniki audytów przeprowadzonych w Alior Banku, dotyczących udzielania kredytów ZMHK. Zgodnie z nimi nieprawidłowości mieli dopuścić się m.in. analitycy kredytowi, Wojciech Olejniczak (były minister rolnictwa i szef SLD, a do maja 2019 r. dyrektor departamentu biznesu Agro w Aliorze), Agnieszka M., dyrektor zarządzająca pionem ryzyka, a także dwóch członków zarządu banku: Maciej S. (nadzorował obszar klienta korporacyjnego) i Marek S. (był odpowiedzialny za ryzyko).
Przy niektórych uchybieniach audyty wspominały nawet o odpowiedzialności całego zarządu Aliora. Dotyczyło to głównie zwiększenia poziomu finansowania ZMHK w kwietniu 2019 r., do którego doszło mimo wcześniejszego zalecenia rady nadzorczej, aby tego nie robić. W zawiadomieniu do prokuratury była jednak mowa jedynie o odpowiedzialności kilku dyrektorów spółki i ich podwładnych. A o członkach zarządu nie wspominano.
W grudniu 2025 r. sąd zgodził się na list żelazny dla Henryka Kani, byłego prezesa i największego akcjonariusza Zakładów Mięsnych Henryk Kania (ZMHK). Były król wędlin (zgadza się na podawanie pełnych danych osobowych), przebywający od kilku lat w Argentynie, może więc wrócić do kraju i aż do prawomocnego wyroku odpowiadać z wolnej stopy w postępowaniu karnym dotyczącym jednej z największych afer polskiego rynku kapitałowego, którą PB ujawnił we wrześniu 2019 r.
Wcześniej jednak musiałby wpłacić aż 20 mln zł poręczenia majątkowego, a na to raczej nie ma co liczyć. Tymczasem procedura ekstradycji mocno się ślimaczy, więc wciąż nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle prokuraturze uda się przedstawić mu 10 zarzutów. Główny to kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która wystawiła tysiące pustych faktur i wyrządziła szkody na prawie 300 mln zł. A pozostałe to oszustwa, w tym podatkowe i kredytowe, niegospodarność, wystawianie lewych faktur wartych setki milionów złotych, pranie pieniędzy, tzw. zbrodnia vatowska i przestępstwa skarbowe. Przy czym katowiccy śledczy zaznaczają, że zarzuty te nie mają charakteru ostatecznego.
Prokuratura nie chciała informować o zarzutach
Ostatecznie jednak wszystkie ustalenia audytów trafiły do akt śledztwa śląskiej prokuratury i na długo zapadła w tej sprawie cisza. Dopiero w listopadzie 2024 r. prokuratura poinformowała o zatrzymaniu i przedstawieniu zarzutów niegospodarności sześciu osobom z Alior Banku, wśród nich Wojciechowi Olejniczakowi (nie przyznaje się do winy i wyraża zgodę na podawanie pełnych danych osobowych).
Niecały rok później, od października 2025 r., zaczęły docierać do PB nieoficjalne informacje, że kolejne osoby z Aliora, wymienione w dokumentach z audytów, wśród nich byli członkowie zarządu banku z lat 2018-19, są wzywani do Katowic w charakterze podejrzanych. Prokuratura przez ponad dwa miesiące konsekwentnie odmawiała nam jednak udzielania jakichkolwiek informacji w tej sprawie. Aż do teraz.
Długa lista nieprawidłowości
Dlaczego ostatecznie śledczy zdecydowali się na krok bez precedensu, czyli przedstawienie zarzutów aż 27 pracownikom Aliora – wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób byli zaangażowani w proces finansowania ZMHK? Przemysław Nowak mówi, że zdecydował o tym szereg dowodów, takich jak dokumentacja bankowa i zeznania jego pracowników, audyt działalności kredytowej w segmencie Agro w Aliorze [autorstwa Ernst & Young – red.], informacje Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, który dokonał przeglądu procesu finansowania ZMHK, czy wreszcie trzy opinie biegłych z zakresu finansów i ekonomii z kwietnia 2023 r., lipca 2024 r. i października 2024 r. [wszystkie autorstwa tych samych biegłych z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach – red.].
- Z ustaleń śledztwa wynika, że nieprawidłowości w finansowaniu ZMHK dotyczyły w szczególności: pobieżnej oceny sytuacji ekonomicznej i finansowej ZMHK, niedokonania właściwych, adekwatnych zabezpieczeń, niezbadania historii kredytobiorcy w poprzednich bankach finansujących, zignorowania lub niezidentyfikowania istotnych powiązań kapitałowych i osobowych kredytobiorcy, niewystarczającej weryfikacji dokumentacji ZMHK, zignorowania ryzyka w postaci wysokiego zadłużenia ZMHK oraz rosnącej ekspozycji banku niepokrytej zabezpieczeniami – wylicza Przemysław Nowak.
I dodaje, że niektórym osobom (Jarosławowi N., Piotrowi P. i Marcinowi T.) dodatkowo przedstawione zostały zarzuty dotyczące podejrzenia poświadczenia nieprawdy w dokumentach inspekcji bankowych odnoszących się do finansowania ZMHK. W tym wypadku nieprawidłowości miały polegać m.in. na nieprzeprowadzeniu tych inspekcji w ZMHK osobiście przez osoby uprawnione, niewykonaniu rzeczywistej dokumentacji fotograficznej i poświadczaniu nieprawdy co do udziału w tych inspekcjach pracowników ZMHK.
Krzysztof Bachta: czuję się pokrzywdzony
Prokuratura Krajowa informuje, że śledztwo w wątku Alior Banku jest na etapie weryfikowania wyjaśnień podejrzanych. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że wszystkie 27 osób kwestionuje przedstawione im zarzuty i nie przyznaje się do winy. Taką też postawę procesową oficjalnie prezentują Katarzyna Sułkowska i Krzysztof Bachta.
- Zgodnie z publicznie dostępnymi informacjami trwające postępowanie prokuratury dotyczy wyłudzenia przez ZMHK finansowania bankowego na podstawie sfałszowanych sprawozdań finansowych oraz wystawienia ponad 8600 „pustych” faktur na łączną kwotę ponad 730 mln zł. Jako prezes Alior Banku w latach 2018-20, wspólnie z pozostałymi członkami zarządu, w lipcu 2019 r. złożyłem zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wyłudzenia kredytu przez osoby związane z ZMHK. Ówczesny zarząd Alior Banku dochował więc należytej staranności, dzięki czemu bank ma w tej sprawie status pokrzywdzonego – mówi Krzysztof Bachta.
I dodaje, że jako były członek zarządu banku również czuje się oszukany i pokrzywdzony.
Katarzyna Sułkowska: liczę na umorzenie sprawy
W imieniu Katarzyny Sułkowskiej wypowiada się jej obrońca, adwokat Damian Tokarczyk z kancelarii Raczkowski.
- Moja klientka odeszła z Alior Banku w październiku 2018 r., kiedy nie było mowy o żadnych nieprawidłowościach przy finansowaniu ZMHK. Z oczywistych względów nie uczestniczyła w podejmowaniu żadnych decyzji, które zapadły w 2019 r., a teraz są podstawą stawiania przez prokuraturę zarzutów kolejnym osobom – mówi Damian Tokarczyk.
Według niego zarzut postawiony Katarzynie Sułkowskiej opiera się na nieznajomości kalendarza przez biegłych i prokuraturę.
- Biegli wyraźnie pogubili się w analizowaniu dokumentów, w tym dat uchwał podejmowanych w sprawie finansowania ZMHK. Wszystko to zostało szczegółowo opisane w zażaleniu na zastosowane przez prokuratora środki zapobiegawcze. Postanowienie sądu w tej sprawie powinno zostać wydane wkrótce. Liczymy nie tylko na uchylenie tych środków, ale też na umorzenie postępowania w sprawie mojej mocodawczyni, które jest po prostu pomyłką – puentuje Damian Tokarczyk.
Sądy na razie stają po stronie prokuratury
O jakich środkach zapobiegawczych mowa? Okazuje się, że prokuratura wobec prawie wszystkich podejrzanych (oprócz Piotra P., Michała W. i Leszka P.) zastosowała poręczenia majątkowe w kwotach od 30 tys. zł do 1 mln zł. A w stosunku do niektórych dodatkowo zakaz opuszczania kraju i kontaktowania się z określonymi osobami (głównie innymi podejrzanymi).
Wobec prawie połowy podejrzanych (chodzi o Bartosza B., Marcina T., Beatę N., Wojciecha O., Sławomira C., Olgę Ż., Agnieszkę M., Macieja S., Seweryna K., Dariusza S., Marcina J., Agatę S. i Marka S.) katowiccy śledczy zastosowali też zabezpieczenia majątkowe w postaci obciążenia hipoteką przymusową należących do nich nieruchomości.
Prokuratura informuje, że zarówno środki zapobiegawcze, jak i zabezpieczenia majątkowe w większości wypadków (poza, odpowiednio, czterema i trzema osobami) są już prawomocne. A to dlatego, że część podejrzanych nie zaskarżyła decyzji śledczych do sądu, a odwołania pozostałych okazały się nieskuteczne. To zaś wskazuje, że rozpatrujący zażalenia sędziowie uznali prawdopodobieństwo popełnienia przestępstw za duże.
Alior, Kania i 235 mln zł „na gębę” – tak zatytułowany był nasz artykuł, opisujący liczne błędy i zaniedbania w finansowaniu ZMHK, wykryte w ramach audytów przeprowadzonych w Alior Banku ponad sześć lat temu. Chodziło m.in. o to, że:
- zgodnie z umową kredytową z marca 2018 r. limity finansowania mięsnej spółki miały być zmniejszane, tymczasem były systematycznie zwiększane - i to mimo że na rachunki Aliora nie wpływały wymagane umowami kwoty. Pracownikom banku wystarczało, że Henryk Kania ustnie deklarował zwiększanie wpływów;
- za dobrą monetę brano inne jednostronne zapewnienia i oświadczenia władz ZMHK, m.in., że: wzrośnie produkcja, spółka wynegocjowała wyższe ceny z największym odbiorcą, czyli Jeronimo Martins (operator sieci sklepów Biedronka), czy też porozumiała się z obligatariuszami co do zrolowania zapadających w czerwcu 2019 r. papierów wartych 50 mln zł. Wszystko bez dowodów w postaci umów czy rzetelnej weryfikacji;
- pracownicy Aliora przez wiele miesięcy tolerowali, że Henryk Kania nigdy nie zgodził się na przedstawienie historii obrotów na rachunku w drugim z obsługujących go banków, czyli Citi Handlowym, lecz zadowolili się oświadczeniem, że te obroty „wyrażały się kwotą dziewięciocyfrową”;
- wiele nieprawidłowości dotyczyło zabezpieczeń kredytów, które ostatecznie sam Alior uznał za wyjątkowo słabe. Najlepszy przykład to zapasy. ZMHK miały utrzymywać je na poziomie co najmniej 130 mln zł i warunek ten, według zapewnień producenta wędlin, miał być spełniony jeszcze w kwietniu 2019 r. Miesiąc później okazało się jednak, że wartość stanów magazynowych to… 4,2 mln zł. Byłoby zapewne inaczej, gdyby nie to, że inspekcje terenowe (dotyczące nie tylko zapasów, ale też nieruchomości) były przeprowadzane przez pracowników Aliora po łebkach i oparte na materiałach pozyskanych z internetu lub od ZMHK.
- nie przeprowadzono wnikliwej analizy relacji biznesowych ZMHK z powiązanymi z nimi osobowo głównymi kontrahentami (spółki Staropolskie Specjały i Rubin Energy), którym giełdowa firma przez wiele miesięcy odraczała płatność należności idących w setki milionów złotych. A taka analiza mogła doprowadzić do konkluzji, że bank udzielał finansowania spółce mającej realnie naruszone kapitały własne;
- bank zwiększył finansowanie ZMHK w kwietniu 2019 r. na podstawie nieaudytowanego sprawozdania finansowego spółki za 2018 r. – tuż przed tym, jak biegły - ze względu na księgowe niejasności i nieprawidłowości - w ogóle odmówił wydania o nim opinii, i po tym jak dwaj wcześniejsi rewidenci weryfikujący księgi mięsnej firmy zgłosili zastrzeżenia dotyczące zapisów wartych kilkaset milionów złotych (chodziło o podejrzane relacje ze spółkami Staropolskie Specjały i Rubin Energy).
