Arbitraż uczy innej kultury rozstrzygania sporu

Piotr Nowaczyk
08-10-2008, 00:00

Promocja arbitrażu operuje argumentami szybkości postępowania, niskich kosztów i sprawnej procedury. Ale równie ważne są dobre obyczaje, zasady kupieckiej solidności, poszukiwanie kompromisu, dotrzymywanie słowa. Jednoinstancyjne postępowanie zakłada nieodwołalność rozstrzygnięcia, dlatego wypada je uszanować i dobrowolnie wykonać — inaczej można stracić dobre imię.

Sąd polubowny nie stosuje środków przymusu. Arbitrzy siedzą ze stronami przy tym samym stole. Nie potrzeba ubierać togi, nie potrzeba także młotka do uciszania publiczności, bo rozprawa jest niejawna. Komfort poufności i pełnej dyskrecji pozwala zachować tajemnice handlowe oraz dobre imię uczestników. Wiadomości nie przedostają się do prasy, a arbitrzy i sekretariat sądu zobowiązani są do pełnej dyskrecji.

Arbitraż to nie wojna. Stawką nie jest pognębienie adwersarza. Celem jest znalezienie "słusznego" rozwiązania, któremu łatwiej się podporządkować przegrywającemu. Dlatego do arbitrażu coraz częściej wracają przedsiębiorcy, którzy się do niego przekonali. Rośnie klub korzystających po prostu z dżentelmeńskich zasad rozstrzygania sporu.

Piotr

Nowaczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Nowaczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Arbitraż uczy innej kultury rozstrzygania sporu