Awaria państwa a ludzka słabość

opublikowano: 05-04-2021, 20:00

Wypadkowa pełnych nadziei życzeń podczas drugiej już sparaliżowanej Wielkanocy zgadzała się z tezą okładki świątecznego wydania „PB”, iż „w oddali majaczy kres pandemii”.

Zarówno polityczni władcy, jak też szarzy obywatele jako arkę zbawiającą przed potopem COVID-19 postrzegają szczepionkę, wszystko jedno którego koncernu. Świąteczne statystyki zachorowań okazały się jednak alarmujące i umocniły status kresu pandemii jako majaka. W tym kontekście naturalne staje się zdenerwowanie i zniecierpliwienie oczekujących w kolejce do arki.

Z epoki PRL przypomnę jeden z kanonów nauki o kolejkach – tzw. zgrubienie czołowe. Chodzi o tłoczenie się z przodu nie tylko osób uprzywilejowanych, lecz także zainteresowanych, czy dla nich wystarczy. Tuż przed świętami rząd PiS sam sprowokował spęcznienie szczepieniowej kolejki, robiąc wielu rocznikom primaaprilisowy kawał – najpierw zakwalifikował 1 kwietnia beneficjentów do czoła, a po kilku godzinach ich wyrzucił. Personifikacją awarii państwa stał się nagłośniony podczas świąt przypadek Szymona Hołowni, 45-letniego brązowego medalisty wyścigu prezydenckiego z 2020 r., który zaproszenie/wyrzucenie zdążył wykorzystać. 49-letni Andrzej Duda, który wspomniany wyścig o włos wygrał, zaszczepienie się przez rywala skomentował słowami „Więcej wyrozumiałości dla ludzkiej słabości”. Cały polityczny zgiełk nie ma sensu, przecież władcy kraju od 27 marca oficjalnie rozszerzyli w rozporządzeniu uprzywilejowaną tzw. pierwszą grupę szczepieniową o kategorię „16) osoby bezpośrednio zapewniające funkcjonowanie podstawowej działalności państwa oraz osoby wykonujące czynności pozostające w bezpośrednim związku z przeciwdziałaniem COVID-19”. Nie wiadomo, kto i na jakiej podstawie zalicza do tej elitarnej grupki oderwanej od wieku, co grozi potężnym zgrubieniem czołowym kolejki.

Szymon Hołownia (z dyplomem) nie pozwolił w Wielką Sobotę na zmarnowanie się przydzielonej mu przez system rządowy szczepionki w Starej Błotnicy, odległej o 90 km. Fot. FB

Przedświąteczna awaria wywołała wnioski opozycji o zdymisjonowanie Michała Dworczyka. Rzucając to hasło nie sprecyzowano jednak, z którego stanowiska. Druh przyboczny Mateusza Morawieckiego jest szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale podniesionym przez prezydenta do rangi konstytucyjnego ministra. Dodatkowo został 8 grudnia 2020 r. pełnomocnikiem rządu ds. programu szczepień przeciwko SARS-CoV-2, ale… bezprawnie. Ustawa o Radzie Ministrów od 1996 r. wyklucza w art. 10 ust. 2, aby taką funkcję obejmował tzw. pełny minister powołany przez prezydenta. Przepis brzmi: „Pełnomocnikiem rządu może być sekretarz stanu lub podsekretarz stanu, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach, w zakresie zadań o zasięgu regionalnym – wojewoda”. A zatem minister konstytucyjny to paradoksalnie… za wysokie stanowisko! Obecni władcy liczyli, że pójście po bandzie uda się ukryć oraz zakończyć już w noc sylwestrową, albowiem w nowelizacji ustawy o działach administracji rządowej specjalnie dla Michała Dworczyka wstawiono wyjątek od art. 10 ust. 2. Ta nowela miała wejść w życie 1 stycznia 2021 r., ale Andrzej Duda ją zawetował, szokując macierzystą partię. Zapis przekopiowano do kolejnej wersji ustawy, która jednak utknęła w Sejmie. Od 13 lutego gotowe jest sprawozdanie komisji, ale PiS wciąż boi się poddać projekt pod głosowanie ze względu na skłócenie ze Zbigniewem Ziobrą i brak jego 19 szabel. Dlatego już prawie cztery miesiące utrzymuje się proceder dodawania legalnemu szefowi KPRM nielegalnego tytułu pełnomocnika ds. szczepień. Przy takim grubym fejku na szczycie państwa jakież znacznie ma jednostkowe przeskakiwanie w kolejce do arki…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane