Wczoraj sugerowaliśmy, że premier Kazimierz Marcinkiewicz naczytał się chińskich mądrości i sypie nimi jak z rękawa, dzisiaj mamy na to bezsporny dowód. „żyj tak, jakbyś miał żyć wiecznie, a pracuj tak, jakbyś miał umrzeć jutro” — mówi stare chińskie przysłowie. A Kazimierz Marcinkiewicz: „rząd chce realizować przez całą czteroletnią kadencję program Prawa i Sprawiedliwości, ale jeśli Sejm nie przyjmie ustaw wprowadzających kluczowe reformy, konieczne będzie zorganizowanie wcześniejszych wyborów parlamentarnych, np. w maju 2006 roku, wraz z wyborami samorządowymi”. Toż to praktycznie to samo, tylko nieco bardziej przystające do naszych realiów.
Od kilku dni liderzy PiS puszczają balony próbne do społeczeństwa, ale przede wszystkim do polityków innych ugrupowań parlamentarnych, o możliwości wcześniejszych wyborów. Zaczął, to normalne, ojciec ugrupowania i główny strateg Jarosław Kaczyński, a inni, zależnie od przyznanych im ról, albo zaprzeczają, albo rozwijają twórczo myśl przywódcy. Mniej lub bardziej umiejętnie zresztą. Balony badawcze mają wysondować u posłów innych ugrupowań ich zdeterminowanie do pozostawania w sejmowych ławach i cenę, jaką są gotowi za to zapłacić. Dać jednocześnie odpowiedź, jak na propozycję wcześniejszych wyborów zareaguje i tak znękane społeczeństwo.
Gdyby politycy innych ugrupowań parlamentarnych bardzo chcieli bronić swoich foteli parlamentarnych — nie ma problemu. Głos za rządem oddany ze strachu przed wcześniejszymi wyborami czy z przekonania, że tak najlepiej — liczy się tak samo. Jeżeli społeczeństwo nadal będzie popierało PiS — a popularność tej partii w sondażach utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie — można zaryzykować „powtórkę z rozrywki” i spróbować umocnić swoją pozycję.
Pewne zaniepokojenie może jedynie budzić fakt, że nie do końca wiadomo, jakie rozwiązania posłowie mają popierać, a my — z czego mamy się cieszyć. Bo jak słyszę w poważnej — wydawałoby się — dyskusji posła Artura Zawiszę z PiS, orędownika wszelkich zmian, że przecież rząd ma już ogromne osiągnięcia i który wymienia je z dumną miną: becikowe, dożywianie dzieci i ustawę medialną, to nie wiem: śmiać się, czy raczej płakać. Panie pośle, to są niewątpliwie bardzo poważne rzeczy, które z pewnością trzeba było załatwić (bo hańba itp.), ale od tego nam nie przybędzie niczego, nawet dzieci, nie mówiąc już np. o PKB. Może by więc tak do konkretów...