Polscy eksporterzy coraz głośniej krytykują banki za złe zarządzanie ich ryzykiem kursowym. Te ostatnie też mają dużo do stracenia
Analitycy dopiero zabierają się do szacowania skutków, jakie dla wyników banków będą miały dynamiczne zmiany na rynku walutowym. Chodzi zwłaszcza o to, czy głośne straty wielu firm, poniesione na spekulacyjnych inwestycjach w instrumenty pochodne, będą automatycznie oznaczały duże zyski dla rodzimych instytucji finansowych.
"Tak z pewnością nie będzie" — zgodnie twierdzą specjaliści. Przyznają jednak, że praktycznie niemożliwe jest określenie dziś nie tylko skali zjawiska, ale też tego, ilu banków problem dotyczy (zapewne większości spośród giełdowych) oraz w jakim stopniu poszczególne z nich wystawiły się na ryzyko.
Analitycy nie mają jednak wątpliwości, że ból głowy banki będą miały już w tym kwartale. Skokowe osłabienie złotego nastąpiło bowiem w październiku, a kursy walut wciąż utrzymują się w pobliżu tegorocznych szczytów. Oznacza to, że firmy, które sprzedały bankom kilka miesięcy temu opcje call na wartości wyższe, niż wynoszą ich spodziewane wpływy z eksportu (a więc te podmioty, które chciały spekulacyjnie zarobić na dalszym umocnieniu złotego), będą musiały stopniowo oddawać bankom spore sumy, wynikające z rozliczenia instrumentu.
Adam Kołaczyk, partner w dziale zarządzania ryzykiem firmy doradczej Deloitte tłumaczy, że ewentualne konsekwencje dla wyników banków będą w pierwszej kolejności zależały od tego, czy — w uproszczeniu — jego pozycja w opcjach jest zamknięta (tj. czy pozycję długą w opcji call bilansowano pozycją krótką, sprzedając opcję call o tych samych parametrach innemu bankowi). Jeśli nie, to dla banku ewentualny brak płatności ze strony firm będzie oznaczał po porostu niższy przychód. Jeśli jednak pozycja była zamknięta, to ewentualne niższe wpływy z pozycji długiej nie będą równoważyć kosztów pozycji krótkiej.
"Taka sytuacja wystąpi, jeśli przedsiębiorstwa, będą mieć problem z terminową regulacją rozliczenia opcji. Bank będzie musiał bowiem korzystać z innych środków, by samemu spłacać zobowiązania z pozycji krótkiej" — wyjaśnia Adam Kołaczyk.
Taki rozwój wypadków jest o tyle prawdopodobny, że coraz głośniej mówi się o problemach firm (głównie pozagiełdowych), które mogą mieć trudności z terminowym rozliczeniem wyniku z instrumentów pochodnych. Mówi się nawet o rychłej fali bankructw, wywołanej feralnym transakcjami opcyjnymi.
"Banki będą musiały indywidualnie przeanalizować każdy przypadek i ocenić skalę ryzyka kredytowego, tj. tego jakie jest prawdopodobieństwo, że firma nie będzie terminowo regulować zobowiązań. Procedura będzie więc zbliżona do tej, według której bada się jakość portfela kredytów. Trzeba sprawdzić, jakie są przepływy gotówkowe firmy, potencjał ich generowania w przyszłości, stopień zadłużenia, zabezpieczenia transakcji opcyjnych itd. Jeśli analitycy kredytowi uznają, że ryzyko opóźnień w spłacie lub braku spłaty istnieje, bank będzie musiał zawiązać rezerwy, które są kosztem i bezpośrednio obciążają wynik finansowy banków" — tłumaczy Adam Kołaczyk.
Według analityków, nie można wykluczyć scenariusza, w którym w czwartym kwartale nastąpi skokowy wzrost poziomu rezerw właśnie ze względu na wycenę instrumentów pochodnych. Wtedy może się okazać, że banki, które ochoczo namawiały przedsiębiorców na podjęcie ryzyka, same też staną się ofiarami słabszego złotego.