Bankrut Plaza

Dawid Tokarz
04-02-2005, 00:00

O gmach walczy trzech bankrutów. Nie wiadomo, kto wygra. Wiadomo, kto może najwięcej przegrać: PZU Życie. I Grzegorz Wieczerzak.

W październiku 2004 r. Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił umowę sprzedaży biurowca wartości 60 mln zł. Powód? Syndyk masy upadłości Universalu. Pozwany? Syndyk masy upadłości Biura Inwestycyjnego Code. Obecny właściciel biurowca? Syndyk masy upadłości Metro-Projektu.

To role pisane na afiszach wielką czcionką. W tej historii jest jeszcze aktor drugiego planu wprawdzie, ale jakże charakterystyczny: PZU Życie. W księdze wieczystej nieruchomości wpisano hipotekę ubezpieczyciela na 36 mln USD (ok. 120 mln zł). Czy jednak się ona ostanie po październikowej decyzji sądu?

Przejażdżka za 24 mln zł

25 marca 1999 r. do siedziby Universalu w Alejach Jerozolimskich w Warszawie przyjeżdża Marek Gil, prezes krakowskiej firmy Code. Podpisuje umowę zakupu budynku za 60 mln zł. Świętowanie transakcji nie trwa długo. Szefowi Code się spieszy. Jedzie zaraz do położonego kilkaset metrów dalej hotelu Sheraton. Tam — w sali recepcyjnej — czeka już Andrzej Gliński, szef Metro-Projektu. Marek Gil sprzedaje mu budynek Universalu za 84 mln zł. I Code, i Metro-Projekt finansują zakup pożyczkami, udzielonymi przez Grzegorza Wieczerzaka, ówczesnego szefa PZU Życie. Efekt tych dziwnych transakcji, opisywanych już w mediach? Status podejrzanych (jeden z wątków tzw. sprawy Wieczerzaka) mają wszyscy ich uczestnicy. We wspomnianych spółkach — poza PZU Życie — rządzą już nie zarządy, ale wyznaczeni przez sąd syndycy.

Metro-Projekt upadł w listopadzie 2002 r., Code — w marcu 2003 r., a Universal — w maju 2003 r. Biurowiec — z uwagi na gospodarzy — zasłużył na miano Bankrut Plaza...

Feralny dokument

Dlaczego sąd w październiku 2004 r. zdecydował się unieważnić pierwszą z umów (z 25 marca 1999 r.)? Powód jasno wyłuszczy uzasadnienie wyroku. Zdaniem syndyka Universalu (a sąd je podzielił), „zgodnie z art. 388 pkt 4 kodeksu handlowego z 1934 r., którego przepisy obowiązywały w dacie zawarcia umowy, zbycie nieruchomości fabrycznych spółki wymagało podjęcia uchwały Walnego Zgromadzenia. W przypadku niniejszej umowy taka uchwała nie została podjęta, a zbyta nieruchomość stanowiła nieruchomość fabryczną w rozumieniu wyżej powołanego przepisu, ponieważ spółka prowadziła w niej przedsiębiorstwo i nieruchomość była ściśle związana z jego prowadzeniem”.

Od wyroku minęły ponad 3 miesiące. Tymczasem w mediach nie było o nim wzmianek. Dlaczego? Jak się okazuje, żadna z zainteresowanych stron nie chce sprawy nagłaśniać. Nic dziwnego. Na ostateczne rozstrzygnięcia czekają giganci: PZU Życie, Totalizator Sportowy i kilka banków z krajowej czołówki. Ich interesów nie da się pogodzić...

Jaka dyskrecja!

Telefon do obecnego właściciela biurowca: syndyka Metro-Projektu. Początek — wcale zachęcający...

— Pan syndyk nie spotyka się z dziennikarzami, ale sprawa jest tak istotna, że dla „PB” zrobi wyjątek. Proszę przyjść (V piętro Bankrut Plaza — przyp. aut.) jutro o 10.00 — słyszymy w biurze Andrzeja Wrzesińskiego.

Za kilka godzin telefon.

— Szef zmienił zdanie... Przeanalizował sprawę i stwierdził, że nie może komentować procesu, którego nie jest stroną.

— Ale ja m.in. o to chciałem zapytać: dlaczego nie przystąpił do procesu, którym winien być żywotnie zainteresowany?

— Mam przekazać jedną informację: szef nie znajdzie dla pana czasu!

A co mówi syndyk Code?

— Zgodnie z decyzją rady wierzycieli, złożyłem apelację od wyroku. Czekam na decyzję w sprawie zwolnienia z opłaty za wpis sądowy (100 tys. zł), o co wniosłem. Jeśli sąd przychyli się do mego wniosku, wykorzystam tok instancyjny. Jeśli nie, to raczej nie zdecyduję się na wpłatę wpisu. Choć ostatecznie zdecyduje rada wierzycieli... — zastrzega Mariusz Niziołek, syndyk Code.

To wszystko, co udało się usłyszeć.

Czy bardziej rozmowny będzie ostatni z syndyków: zarządzający Universalem Daniel Dębecki? To on (przynajmniej na razie) jest zwycięzcą. A ci zazwyczaj bywają rozmowni. Nie tym razem...

— Za wcześnie na wypowiedzi. Wyrok jest nieprawomocny. Tak naprawdę to takie dziecko, które dopiero się urodziło i nie wiadomo, na kogo wyrośnie — obrazowo opisuje Daniel Dębecki.

Ale jeśli sąd nie zgodzi się z wnioskiem syndyka Code o zwolnienie z wpisu, to wyrok najprawdopodobniej stanie się prawomocny. I dziecko raptem przekształci się w dorodnego dorosłego.

— Nie ma sensu roztrząsać medialnie tej sprawy. Nie teraz — i koniec dialogu.

Gęsto od pozwów

Proces o unieważnienie umowy z marca 1999 r. to nie jedyny spór prawny z udziałem trzech syndyków. I o ile syndyk Code (jako jedyny rezyduje w Krakowie) stoi nieco z boku, o tyle między syndykami Metro-Projektu i Universalu trwa „wojna”. Na wielu frontach.

Syndyk Universalu stara się o powrót do niego biurowca z Alei Jerozolimskich nie tylko poprzez unieważnienie umowy z marca 1999 r. Już w sierpniu 2003 r. (trzy miesiące po ogłoszeniu upadłości spółki) złożył u sędziego komisarza Metro-Projektu (nadzorującego pracę syndyka) wniosek o wstrzymanie sprzedaży biurowca i wyłączenie go z masy upadłości tej firmy. Sędzia odmówił.

Rok później częściowo zmienił jednak zdanie i wstrzymał sprzedaż gmachu. Przyczyna? Danielowi Dębeckiemu udało się wpisać do księgi wieczystej nieruchomości ostrzeżenie o toczącym się procesie o unieważnienie umowy Universal-Code. W efekcie — kiedy w sierpniu 2004 r. Andrzej Wrzesiński, syndyk Metro-Projektu, ogłosił przetarg na sprzedaż biurowca — nie wpłynęła ani jedna oferta.

— Lokalizacja budynku jest świetna. Nikt nie zdecyduje się jednak wyłożyć na niego pieniędzy bez uregulowania sytuacji prawnej. A pierwszą rzeczą, sprawdzaną przez inwestorów, jest co? Księga wieczysta! — mówi znawca rynku nieruchomości.

W tej sytuacji Andrzej Wrzesiński wniósł do sądu o wykreślenie ostrzeżenia z księgi wieczystej. W pierwszej instancji przegrał. Nie złożył broni i odwołał się do sądu okręgowego.

Tam trafił też inny pozew Daniela Dębeckiego. Kiedy sędzia-komisarz Metro-Projektu wstrzymał sprzedaż biurowca, ale nie zdecydował się na wyłączenie go z masy upadłości tej spółki, syndyk Universalu wystąpił o to (15 września 2004 r.) właśnie do sądu okręgowego. Sprawa czeka na wyznaczenie terminu pierwszej rozprawy.

Tak jak inna, ostatnia — na razie — z serii potyczek syndyków. 15 listopada 2004 r. do stołecznego sądu wpłynął pozew od Andrzeja Wrzesińskiego: domaga się od syndyka Universalu ponad 1,22 mln zł. Czego dotyczy spór? Universal, sprzedając budynek w marcu 1999 r., zachował prawo do bezpłatnego użytkowania przez 5 lat 1750 mkw. powierzchni biurowej w nim położonej — w zamian za zarządzanie budynkiem. Andrzej Wrzesiński, po objęciu władzy w spółce, wypowiedział jednak Universalowi to prawo (zdaniem sądu upadłościowego — słusznie) i kazał sobie płacić za podnajmowaną powierzchnię. No i stąd te 1,22 mln zł... Daniel Dębecki się z tym nie zgodził i ostatecznie sprawę rozstrzygnie proces cywilny. Jeden z wielu...

— Obaj syndycy donoszą na siebie nawzajem do nadzorujących ich pracę sędziów komisarzy. To wojna! — emocjonuje się nasz informator, jeden z bardzo wielu zainteresowanych losem biurowca.

Udało nam się dotrzeć do odpowiednich dokumentów. W lipcu 2004 r. syndyk Metro-Projektu poskarżył się Piotrowi Zimmermanowi (sędzia komisarz w postępowaniu upadłościowym Universalu) na poczynania Daniela Dębeckiego. Czytamy m.in. o „działaniu na zwłokę” i „narażaniu na straty”.

Daniel Dębecki nie pozostał dłużny. Zarzucił Andrzejowi Wrzesińskiemu nienależyte pełnienie obowiązków i zasugerował sankcje, wymienione w art. 101 par 1 prawa upadłościowego (czyli wymianę syndyka!). W odpowiedzi Andrzej Wrzesiński oskarżył oponenta o bezczynność, także wspominając o „nienależytym pełnieniu obowiązków”.

Syndyk Universalu (jego stały adwersarz, jak pisaliśmy, nie znalazł dla nas czasu) mówi, że to „nic personalnego”.

— To nie walka syndyków! Podczas procesów każda strona używa tak wielu argumentów, jak tylko możliwe. Nie dla pieniactwa, lecz z wiarą we własną słuszność. Ale jeśli któraś ze stron uzna, że to oponent ma rację, to się wycofa.

— No tak, ale na razie każdy z panów bardzo ostro broni swego stanowiska.

— Na tym zazwyczaj polegają procesy sądowe — puentuje po dłuższej chwili zastanowienia Daniel Dębecki.

Procesy kosztowne. Przejrzeliśmy sprawozdania finansowe syndyków. Tylko na sprawę o unieważnienie umowy z Code syndyk Universalu wyłożył 40 tys. zł, a łącznie na obsługę prawną wydał już niemal dziesięć razy więcej. Syndyk Metro-Projektu od początku upadłości wypłacił zaś prawnikom prawie 200 tys. zł. Gdy dodać wynagrodzenie syndyków (na razie Daniel Dębecki zainkasował 200 tys. zł, a Andrzej Wrzesiński trochę więcej), no to koszty upadłości robią się dosyć wysokie. A mnogość procesów, w których zaangażowani są syndycy, sprawia, że trudno dziś prorokować, jak długo potrwają obie upadłości.

Wierzyciele w kolejce

Ogromny wpływ na ich przebieg może mieć proces o unieważnienie umowy Universal-Code. Jeśli wyrok z października 2004 r. stałby się prawomocny, warszawska nieruchomość wróciłaby do Universalu (czyli: jego masy upadłości). W tej sytuacji syndyk Code będzie zapewne domagał się zwrotu 60 mln zł, jakie ta spółka zapłaciła za budynek. Wiele wskazuje, że taką właśnie wierzytelność zgłosi syndykowi Universalu. To zaś by oznaczało, że i druga umowa z 25 marca 1999 r. (Code-Metro-Projekt) także nie miałaby mocy prawnej. Do syndyka Code w tej sytuacji zgłosiłby się syndyk Metro-Projektu z wierzytelnością 84 mln zł (w obu tych sytuacjach w grę wchodzą jeszcze odsetki).

Taki scenariusz najbardziej korzystny byłby dla syndyka Universalu, a co za tym idzie — jego wierzycieli (m.in. Pekao SA, Jelfa, BGŻ, BRE Bank, Kredyt Bank). Dlaczego? Sprzedaż biurowca zaspokoiłaby wiele z ich roszczeń. Potencjalnym beneficjentem byłby też syndyk Code, który — jako wierzyciel Universalu — też mógłby liczyć na jakieś pieniądze ze sprzedaży biurowca (trzeba pamiętać, że w masie upadłości Universalu jest jeszcze druga cenna warszawska nieruchomość).

Ostatecznie te pieniądze trafiłyby do wierzycieli Code, z których najwięksi to: Totalizator Sportowy (ponad 80 mln zł) i Deutsche Bank PBC (ponad 20 mln zł).

Kiedy dwie strony zyskują — trzecia zwykle musi stracić. Wierzytelność syndyka Metro-Projektu wysokości 84 mln zł znalazłaby się w szóstej kategorii masy upadłości Code (jedna z ostatnich w kolejności zaspokajania). W niej zaś nie ma zbyt wielu aktywów. Syndyk Metro-Projektu musiałby zapewne obejść się smakiem.

Największym przegranym październikowego wyroku byłby zatem.... PZU Życie. Ubezpieczyciel jest praktycznie jedynym wierzycielem Metro-Projektu. Mikołaj Skorupski, rzecznik ubezpieczeniowego giganta, zapewnia, że zarząd przyglądał się procesowi o unieważnienie umowy Universal-Code. Dlaczego w takim razie nie próbował przystąpić do niego w charakterze, żywotnie przecież zainteresowanej, strony?

— Na zaspokojenie naszych wierzytelności mamy ustanowioną hipotekę kaucyjną do wysokości 36 mln USD. W dniu wpisu hipoteki (10 października 2001 r.) księga korzystała z rękojmi wiary publicznej księgi wieczystej. Nawet prawomocne rozstrzygnięcie o unieważnieniu umowy sprzedaży Universal-Code nie ma negatywnego wpływu na zabezpieczenie hipoteczne pożyczki, udzielonej przez PZU Życie — zapewnia Mikołaj Skorupski.

Ale to nie takie pewne. Wymiar rękojmi wiary publicznej księgi ma określony zakres. I należy pamiętać, że generalna zasada mówi, iż można mieć tyle praw, ile się posiada. Jeśli prawomocnie orzeczono by o nieważności umowy, bardzo prawdopodobne, że hipoteka zostałaby uznana za wpisaną na podstawie działań bezprawnych — uważa dwóch prawników, których poprosiliśmy o komentarz. Ich zdaniem, ostateczną decyzję w tej sprawie musiałby zapewne podjąć sąd.

Oko prokuratora

W przeciwieństwie do PZU Życie, udział w procesie o unieważnienie umowy Universal-Code zgłosiła prokuratura (zainteresowana ze względu na tzw. sprawę Wieczerzaka). Przypomnijmy: proces byłego szefa PZU Życie zakończył się w maju 2004 r. zwróceniem akt prokuraturze (zdecydowały nierzetelne opinie biegłych). Przekonując, że jest niewinny, Grzegorz Wieczerzak powoływał się i na to, że pożyczki, których udzielał, były zabezpieczone (m. in. hipoteką na biurowcu Universalu). Ewentualne uprawomocnienie się decyzji, unieważniającej umowę Universal-Code, mogłoby wytrącić mu ten argument z rąk. I włożyć atut w ręce organów ścigania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Bankrut Plaza